Leszek Miller przypomniał, że w 2004 roku Jarosław Kaczyński niekoniecznie chciał wchodzić do Unii

- Gdyby inaczej reagowała opinia publiczna na próbę polexitu, to przypuszczam, że taka inicjatywa mogłaby być podjęta. Tylko że olbrzymią kotwicą, która trzyma Polskę w Unii jest to ogromne poparcie - mówił w Poranku TOK FM Leszek Miller, były premier, a obecnie eurodeuptowany Lewicy.
Zobacz wideo

Leszek Miller przekonywał, że antyunijne hasła ze strony Jarosława Kaczyńskiego nie są niczym nowym. Przypomniał czasy, w których - jako premier - finalizował negocjacje dotyczące wejścia polski do Unii Europejskiej i przygotowywał referendum w tej sprawie. Jak mówił, był to okres głębokich podziałów politycznych, w których sił antyeuropejskich nie brakowało. 

- W całym tym okresie pan [Jarosław] Kaczyński prezentował podobny pogląd. Pamiętam, jak mówił, że trzeba opóźnić wejście do Unii Europejskiej, bo warunki wynegocjowane są złe i w ogóle trzeba odrzucić dogmat, że w 2004 roku musimy znaleźć się w Unii - powiedział gość TOK FM. Jak dodał, politycy PiS mówili wówczas dużo o konieczności budowania silnego państwa narodowego czy tzw. negocjacjach na kolanach. - Także te dzisiejsze sformułowania, które padają ze strony kierownictwa PiS nie są niczym nowym. One zostały już wypowiedziane wiele lat temu - stwierdził Miller.

Czytasz? Zacznij SŁUCHAĆ! Teraz możesz zrobić to za 1 zł

Polexit realny?

Pytany przez prowadzącą Poranek TOK FM Karolinę Lewicką, czy realna jest groźba polexitu - Miller podawał, że raczej nie. - Gdyby inaczej reagowała opinia publiczna na próbę polexitu, to przypuszczam, że taka inicjatywa mogłaby być podjęta. Tylko że olbrzymią kotwicą, która trzyma Polskę w Unii jest to ogromne poparcie - powiedział były premier. Wskazał, że nawet 70-80 procent ankietowanych w różnych badaniach jest za pozostaniem Polski we Wspólnocie. I w jego opinii, dopóki tak właśnie będzie, to formalny polexit nie nastąpi. Ale zamiast tego PiS będzie "obrzydzał i szczuł" na Unię Europejską w nadzieli, że owe poparcie zmniejszy.

Redaktor Lewicka zwróciła też uwagę, że politycy Zjednoczonej Prawicy często próbują przekonywać, że Unia Europejska jest po prostu słaba. - To takie dobrowolne odchodzenie od centrum wydarzeń i przechodzenie gdzieś na peryferie, bo z takimi poglądami w UE, to państwo, które je lansuje nie ma nic do roboty - skomentował Miller.

"Wszyscy czekają na te pieniądze"

Przypomniał, że zastrzeżenia co do powiązania wypłat unijnych pieniędzy z praworządnością zgłaszają tylko dwa państwa - Polska i Węgry. Pozostałe 25 nie ma wobec tego wątpliwości. - To pokazuje, gdzie my jesteśmy, w jakim zaułku, na jakich peryferiach się znaleźliśmy i ile znaczy ranga, i miejsce Polski w tej chwili. To jest bardzo przykre - powiedział.

Europoseł wskazał też, że dzień wcześniej uczestniczył w przygotowaniach do grudniowego szczytu Unii Europejskiej, gdzie temat budżetu także był poruszany. Jak powiedział, da się zauważyć to, że państwa Wspólnoty "patrzą na Polskę z obrzydzeniem i coraz większym zmęczeniem, a także i irytacją". - Bo wszyscy czekają na te pieniądze (…) i nagle słyszą, że ich nie dostają, bo Polska ma jakieś fanaberie, wstawia jakieś wymyślone przeszkody - mówił były premier.

Sam przyznał, że rozporządzenie dotyczące powiązania środków unijnych z praworządnością uważa za "umocnienie UE i jej wartości, a nie osłabienie". - Mechanizm warunkowości budżetowej nie jest wymierzony w interesy państw członkowskich, ale w politykę rządów, które działają wbrew interesów obywateli - podsumował.

W czwartek Senat przyjął uchwałę wzywającą rząd do zawarcia porozumienia ws. unijnego budżetu. Już w pierwszym jej zdaniu senatorowie stwierdzają, że działania gabinetu Mateusza Morawieckiego, który zapowiada weto - godzą w polską rację stanu. Rzecznik rządu Piotr Müller skomentował w czwartek, że uchwała ta jest szkodliwa i nie pomaga premierowi w negocjacjach. 

DOSTĘP PREMIUM