Rząd i służby chcą śledzić konta bankowe Polaków. "Dzwonek alarmowy uderza mocno"

Problem polega na tym, że za hasłami np. o walce z terroryzmem, kryje się udostępnianie danych też do innych zadań ustawowych. Między innymi do "analizy," co jest dość enigmatyczne i może się pod tym kryć wszystko - ostrzegał Wojciech Klicki z Fundacji Panoptykon.
Zobacz wideo

Rząd chce stworzyć nowe narzędzie, które pozwoli zbierać informacje o kontach bankowych Polaków - donosił serwis next.gazeta.pl. Dane z Systemu Informacji Finansowej mają trafić do fiskusa, CBA, ABW, a nawet do Straży Granicznej i Żandarmerii Wojskowej. Wszystko ma służyć - w założeniu - wyszukiwaniu przestępczych transakcji i ustalania składników majątku. Ustawa o systemie miałaby zostać przyjęta na początku przyszłego roku.

Takiej okazji, by zacząć słuchać, jeszcze nie było! Wszystkie podcasty TOK FM za 1 zł

Zdaniem Wojciecha Klickiego, prawnika z Fundacji Panoptykon, na tę sprawę należy patrzeć z dwóch perspektyw. Jedna dotyczy intencji Ministerstwa Finansów, która jest skądinąd słuszna. – W tej chwili nie ma jednego centralnego miejsca, takiej książki adresowej, gdzie funkcjonariusz służb mógłby zajrzeć i dowiedzieć się, gdzie ktoś podejrzewany trzyma pieniądze. To jest ta dobra historia, że ma to pomóc w walce z terroryzmem, czy ukrócaniu procederu prania brudnych pieniędzy – mówił Klicki.

Podkreślał, że informacje z systemu mają mieć postać metadanych. – To znaczy, że nie będą wiedzieli, co jest na koncie, komu wykonywane są przelewy, czy jakie ruchy się odbywają. To ma być sucha informacja, że konto należy do danej osoby. Resort finansów dodaje, że dostęp do danych będzie podlegał zabezpieczeniu, a informacja o pytaniu od służb ma być rejestrowana. Będą ślady, że ktoś coś sprawdzał – tłumaczył ekspert.

Dzwonek alarmowy

Jednak jest też druga strona medalu. – Z tyłu mojej głowy mocno uderza dzwonek alarmowy. Problem polega na tym, że za tymi hasłami np. o walce z terroryzmem, kryje się udostępnianie danych też do innych zadań ustawowych. Między innymi do "analizy", co jest dość enigmatyczne i może się pod tym kryć wszystko – przestrzegał ekspert.

Dodał, że na tę kwestię nie można potrzeć w oderwaniu od wszystkich systemowych problemów jakie mamy z polskim służbami. – To mały klocek w większej całości. Ogniskuje się wokół tego, że służby maja coraz więcej uprawnień, a nie są kontrolowane. Coraz bardziej zasadne wydaje się twierdzenie, że nie możemy im ufać. A to nie pozwala przyjąć narracji resortu, że to wszystko będzie wykorzystywane tylko przeciwko złym ludziom – ocenił Klicki.

Służby nadal bez nadzoru

Gość TOK FM podkreślał, że od lat organizacje pozarządowe apelują, by powstał niezależny organ do kontroli służb. – Aby sprawdzać, czy ich działania były zasadne. Czy na przykład nie było grzebania w prywatności obywateli bez podstawy – wskazał. Choć apele na razie nie znajdują posłuchu o władzy.

Klicki dodawał, że inwigilacja ze stron służb może dotknąć każdego. – Ostatnie tygodnie pokazały, jak bardzo niezależny i silny nadzór nad aparatem bezpieczeństwa jest potrzebny. Bo na przykład skutki nadużywania przemocy przez policję są widoczne gołym okiem. Efektów inwigilicji i niejawnych działań służb tak nie widać, choć skutki można dostrzec w np. w statystykach. To ważne, żeby nie myśleć, że ten problem nas nie dotyczy – podsumował ekspert.

DOSTĘP PREMIUM