Prof. Osęka: PiS wykluczył z rzeczywistości miliony wyborców, którzy na niego nie głosowali

Prawo i Sprawiedliwość swoją logiką polityczną: zwycięzca bierze wszystko, a ci którzy na nas nie głosowali, nie są suwerenem, naciągnęło sprężynę polaryzacji społeczeństwa. Teraz ona strzela i ludzie wychodzą na ulicę - mówił w TOK FM prof. Piotr Osęka.
Zobacz wideo

Podczas Strajków Kobiet policja bije jak na Białorusi; weto w sprawie budżetu UE to wstęp do polexitu – takie hasła coraz częściej zaczynają dominować w polskiej przestrzeni publicznej. Jakub Janiszewski w audycji "Połączenie" pytał swojego gościa, profesora Piotra Osękę, czy faktycznie takie porównanie i metafory nie są przesadzone i tym samym – zbyt ryzykowne. - Jesteśmy w pewnej sytuacji inflacji metafor i analogii. To niejako stan wojny, gdy niestety żadne porównanie nie jest za mocne - ocenił przedstawiciel Instytutu Studiów Politycznych.

Takiej okazji, by zacząć słuchać, jeszcze nie było! Wszystkie podcasty TOK FM za 1 zł

Jego zdaniem polaryzacja społeczeństwa to bezpośrednio wynik pewnych wad demokracji parlamentarnej. - Panuje dwuwartościowość. Jeśli jedni coś chwalą, to drudzy muszą to ganić. Mechanizm jest taki sam, niezależnie kto jest u władzy. Nie chcę popadać w symetryzm, bo to wina głównie Prawa i Sprawiedliwości, które na początku swoich rządów narzuciło narrację, że zwycięzca bierze wszystko. Z definicji nie słuchają opozycji, choćby ich pomysły były dobre - wyjaśniał prof. Osęka. Według niego to właśnie nakręciło polaryzację . - A logika sporu politycznego rozlała się po całym społeczeństwie - dodał gość TOK FM.

"Na wojnie nie ma trzeciej strony"

Podkreślał, że porównania do wojny, czy meczu piłkarskiego, są adekwatne do całej sytuacji. - Strzelamy do przeciwnika, kiedy tylko się odsłoni. I strzelamy mocno, do wszystkiego, co się rusza po tamtej stronie, a swoje straty bagatelizujemy. Ulegamy też pewnym złudzeniom języka, którym się posługujemy. Ograniczamy struktury poznawcze. Pojawia się zjawisko uniformizacji. Dzielimy ludzi na tych, którzy są z nami, albo przeciwko nam. Do tego wszyscy muszą mówić jednym językiem, bo gdy tylko ktoś myśli w inny sposób, to jest podejrzany o zdradę - ocenił prof. Osęka.

Jako przykład podał główne hasło Strajku Kobiet, czyli słowo "wypierdalać". - Kiedy tylko pojawiają się jakieś wątpliwości, czy to dobre i uniwersalne hasło polityczne, to od razu stawiane są zarzuty o sianie defetyzmu, dziaderyzm i działanie na rękę Kaczyńskiemu. W myśl logiki, że na wojnie nie ma trzeciej strony - tłumaczył ekspert.

Unikać grzechu pierworodnego PiS

Profesor Osęka przestrzegał obie strony konfliktu, że nikt nie ma monopolu na gniew społeczny. - Można wiele złego powiedzieć o elitach rządzących, ale za nimi też stoją ich wyborcy. Połowa społeczeństwa, która w ostatnich wyborach poparła Andrzeja Dudę, a wcześniej PiS. Owszem, to poparcie topnieje, ale nie da się tak prosto ustawić obrazu rzeczywistości. Powiedzieć im wszystkim, żeby wypierdalali - ocenił gość TOK FM.

Radził, żeby myśleć samodzielnie i pozostawać sobą. - Chociaż nie mam jakieś jednej recepty, w jaki sposób nie ulegać uniformizacji w myśleniu. Lepiej nie stawać się po prostu karnym żołnierzem w okopie jednej ze stron. Z drugiej strony, nie należy wpadać w prosty symetryzm. Łatwo pozować na mędrca, który i tu, i tu widzi wady, a w gruncie rzeczy wynika z tego, że tylko producent narracji jest bez wad - wskazywał prof. Osęka.

Jednocześnie dodał, że nie warto powielać grzechu pierworodnego PiS. - Czyli pamiętać o wyborcach drugiej strony. PiS wykluczył z rzeczywistości miliony wyborców, którzy na niego nie głosowali. Uznał, że oni nie istnieją, nie są suwerenem. Ta polityka naciągnęła tak mocno sprężynę, że ona teraz strzela i mamy to wypierdalać na ulicach - powiedział gość TOK FM.

DOSTĘP PREMIUM