Dzisiejsza policja jak milicja w PRL? Senator Brejza: Zmienił się tylko wróg wewnętrzny

- Jeszcze niedawno młodzi ludzie z dumą zakładali mundur policjanta, Polacy zaczęli ufać policji. Ale przyszedł rok 2015, a PiS postanowił wrócić z policjantami do roku 1989 - mówił w TOK FM Krzysztof Brejza. Opinie senatora KO spotkały się ze zdecydowaną kontrą ze strony gospodarza audycji - Jana Wróbla.
Zobacz wideo

Rozmowa Krzysztofa Brejzy, senatora Platformy Obywatelskiej, i prowadzącego audycję Jana Wróbla, zaczęła się od oceny ostatnich działań policji. Prowadzący uprzedził swojego gościa, że w tej sprawie jest "niewdzięcznym rozmówcą". 

- Mamy do czynienia z powrotem do historii. Wszyscy pamiętamy żmudny proces budowy autorytetu, trzydziestoletni, niezależnie od sympatii politycznych - mówił senator Koalicji Obywatelskiej. - Istniał pewien konsensus, domniemanie świętości antypartyjności policji. Pamiętamy przed rokiem 1989 milicję kojarzoną jako aparat bezmyślnego wykonawstwa instruktażu partyjnego, aparat brutalnie łamiący nawet tamto komunistyczne prawo - dodał. 

Zdaniem senatora policjanci musieli w ostatnich latach odbudować zaufanie zarówno pomiędzy sobą nawzajem, jak i wśród obywateli. Zauważał też, że z każdym rokiem to zaufanie rosło. - Jeszcze niedawno młodzi ludzie z dumą zakładali mundur polskiego policjanta, Polacy zaczęli ufać policji, aż przyszedł rok 2015, a PiS postanowił wrócić z policjantami do roku 1989 - ocenił.

Ze swoim gościem zdecydowanie nie zgodził się Jan Wróbel, który przyznał, że choć "ma w sobie niechęć do szarżującej policji", to jego zdaniem porównywanie dzisiejszych działań policji z działalnością ZOMO jest niewłaściwe. - Dla mnie takie wypowiedzi są śmieszne i groźne - ocenił. 

- Młodemu pokoleniu tłumaczą, że za komuny było tak, jak za PiS-u, tylko nie było telefonów komórkowych - kontynuował Wróbel. - Czy przypomina pan sobie w Warszawie interwencję policjanta nieoznakowanego, z pałką, przed rokiem 2020? Jedyny taki przykład to byli ludzie z 1968 roku, przywiezieni jako aparat robotniczy, który biegał i bił studentów - odparł senator Brejza.- Potępiam tę akcję z pałkami teleskopowymi - przyznał prowadzący. - Ale uważam, że jest grubą nieznajomością historii lub złą wolą budowanie linku między aktywnością policjantów dzisiaj a rokiem 1968 - ocenił. 

Senator jednak oponował i zaznaczał, że z Janem Wróblem "zupełnie się nie zgadza". - Zmienił się tylko wróg wewnętrzny. Tamta władza organizowała nagonki, szczucie, w kierunku polskich Żydów, ta władza organizuje system szczucia, bo to działania nie tylko TVPiS, ale całego aparatu propagandy, przeciwko kobietom, wcześniej przeciwko lekarzom rezydentom i innym grupom społecznym - oceniał.

- Prezes PiS nie potrafi prowadzić innej polityki niż polityka grzania w kociołku nienawiści - dodał. Ale Wróbla nie przekonał. Dziennikarz podkreślił, że jego zdaniem PRL-u i czasu rządów PiS nie można porównywać, choćby dlatego, że opozycja może po prostu wygrać Prawem i Sprawiedliwością wybory.

Jaką politykę prowadzi prezes PiS? "Politykę grzania w kociołku nienawiści"

Zdaniem polityka KO to PiS stoi za podgrzaniem nastrojów społecznych. Bo to rządzący stoją za tym, że w środku walki z koronawirusem, uwaga ludzi skupiła się na wyroku TK w sprawie aborcji.

- Jest głęboki kryzys gospodarczy, państwo przespało latem przygotowanie służby zdrowia do drugiej fali pandemii, nie ma białych szpitali, jest kilkanaście tysięcy zgonów więcej, nie tylko z powodu COVID, ale także przez to, że do ludzi nie przyjeżdżają karetki. I trzeba było podgrzać w tym kotle nienawiści, dlatego wymyślono sprawę aborcji - przekonywał.

Brejza podkreślił, że mamy do czynienia z protestami na niespotykaną dotąd skalę. Widać to doskonale w mniejszych miejscowościach, gdzie odbywają się marsze i demonstracje. Tam także policja wywiera presję na uczestników protestów.

- Sam mam przypadek, akurat strażaka, pana Mieszka ze Żnina, gdzie mieszkańcy zorganizowali protest w obronie praw kobiet - opowiadał. - Pan Mieszko szedł z flagą i tak się zdarzyło, że policjant wezwał go do siebie po imieniu, stwierdził, że popełnia wykroczenie i został zatrzymany. Sprawa kierowana jest do sądu - mówił senator.  - Mamy sygnały, że w małych miastach dochodzi do wielu prób zastraszania, wzywania, rozpytywania przez policję uczestników tych strajków - dodał. 

Polityk ocenił, że działania policji w czasie fali protestów skończą się tym, że przez wiele lat trzeba będzie odbudowywać zaufanie do policjantów.  - Jeżeli chodzi o władze, jestem przekonany, że PiS tego poparcia nie odzyska - podsumował. 

DOSTĘP PREMIUM