Kaczyński mówi o "pewnej politycznej propozycji" i patrzy na szefa PSL. "Cierpliwości, panie przewodniczący"

"Cierpliwości, panie przewodniczący, cierpliwości" - tymi słowami Jarosław Kaczyński skomentował z mównicy sejmowej "pewną polityczną propozycję", jakiej doszukał się z wystąpieniu lidera PSL, Władysława Kosiniaka-Kamysza.
Zobacz wideo

Debatę i głosowanie nad wnioskiem o odwołanie Jarosława Kaczyńskiego z funkcji wicepremiera ds. bezpieczeństwa zaplanowano na środowy wieczór. Jako pierwszy głos zabrał Borys Budka, jako przedstawiciel wnioskodawców. Występowali również reprezentanci wszystkich innych klubów poselskich, w tym Władysław Kosiniak-Kamysz z PSL. Poza listą zarzutów o dzielenie Polski czy wyzyskiwanie grup społecznych, lider ludowców wytykał PiS-owi, że w rządzie "słucha radykałów, którzy chcą wyprowadzić Polskę z Unii Europejskiej". - Należy odrzucić ten głos radykałów, odstawić ich na bok i słuchać Polaków, którzy chcą, być w Unii Europejskiej, chcą być silnym narodem w Unii Europejskiej - mówił Kosiniak-Kamysz. Dodawał, że "przed nami ogromne wyzwanie: pokonać COVID i przywrócić normalność". - Dlatego proponujemy nową umowę społeczną opartą o wartości prawdy, sprawiedliwości, dobra i piękna. I te wartości niezależnie, czy czerpane z wiary, czy innych źródeł, mają być podstawą nowej umowy społecznej - tłumaczył dalej. I zastrzegł, że Koalicja Polska będzie głosowała za wnioskiem o odwołanie wicepremiera Kaczyńskiego. Dodał, że w polityce i w mechanice potrzebny jest luz i tolerancja. - Wy się nie oburzajcie. (...) Więcej luzu i odrobinę tolerancji - zakończył.

Do jego słów odniósł się potem w swoim wystąpieniu Jarosław Kaczyński. - Przemówienia, które tutaj słyszałem, były różne. Niektóre z nich zawierały pewną polityczną propozycję. Cokolwiek przedwczesną i wskazującą na pewne niedoświadczenie tego, kto tu w nieco bardziej cywilizowany sposób przemawiał - mówił Kaczyński. I patrząc na Władysława Kosiniaka-Kamysza powiedział: "Cierpliwości, panie przewodniczący, cierpliwości".

O tym, że PiS i PSL rozmawiają o współpracy, być może również na łonie rządu, mówi się już od dłuższego czasu. Ludowcy mieliby zostać wstawieni w rządową koalicję w miejsce Solidarnej Polski dowodzonej przez skonfliktowanego z premierem Mateuszem Morawieckim Zbigniewa Ziobrę. Tydzień temu Marek Sawicki przyznał w RMF, że prowadzi z PiS rozmowy o współpracy na różnych odcinkach. 

- Może się pan rozczaruje, ale ja prowadzę takie rozmowy, także w imieniu prezesa Władysława Kosiniaka-Kamysza z różnymi politykami PiS, żeby dogadać się w tych dwóch sprawach i w sprawie także unijnej - odpowiedział poseł PSL. Chodzi o rozpoczynający się w czwartek unijny szczyt, na którym dyskutowane mają być rozwiązania dotyczące unijnego budżetu i zapowiadanego przez Polskę i Węgry weta, a także propozycji kompromisowych. - Dzisiaj premier Mateusz Morawiecki nie musi być zakładnikiem radykała Zbigniewa Ziobry i Solidarnej Polski (ugrupowanie to domaga się weta - red.), i w tej sprawie jesteśmy gotowi rozmawiać - podkreślił Sawicki. 

Dwa dni później Sawicki mówił w TOK FM o możliwych scenariuszach. - Problem stał się wtedy, kiedy wewnątrz koalicji Zjednoczonej Prawicy swoje rogi pokazał Ziobro, przestraszony tym, że jego nieudaczne reformy sądownictwa doprowadziły do tego, że Polska jest na bardzo kolizyjnym kursie z UE - ocenił. - On wie, że jest problemem dla całego tego obozu, dlatego próbuje odwrócić uwagę i zmusić premiera Morawieckiego do zawetowania tego, na co premier w lipcu się zgodził - stwierdził. 

- Dla wyrzucenia Zbiory, tego nieudacznika, tego destruktora całej praworządności, warto poprzeć rząd mniejszościowy - powiedział. - Ale do żadnej koalicji z PiS jako PSL się nie wybieramy, my znamy doskonale PiS od dnia jego powstania i wiemy, co robi z koalicjantami - podsumował. 

DOSTĘP PREMIUM