Ekspertka: Zjednoczona Prawica staje się fasadową koalicją, a zwolennicy Ziobry mogą czuć się rozczarowani

- To polityczny teatr, którego głównym reżyserem akurat w tym czasie była Solidarna Polska, tylko aktorzy nie zwrócili uwagi albo niedokładnie przeanalizowali, wedle jakiego scenariusza mają grać - mówiła w TOK FM prof. Ewa Marciniak z Uniwersytetu Warszawskiego, komentując ostatnie tarcia w Zjednocznej Prawicy.
Zobacz wideo

Mimo przyjętego przez premiera Morawieckiego porozumienia ws. unijnego budżetu, które środowisko Ziobry tak zaciekle krytykowało, Solidarna Polska została w koalicji. Jak poinformował w sobotę minister sprawiedliwości, na spotkaniu zarządu partii doszło do głosowania, w efekcie którego - stosunkiem głosów 12 do 8 - zdecydowano się na kontynuację rządów z PiS.

Sytuację komentowała w TOK FM prof. Ewa Marciniak. Politolożka porównała ją do politycznego teatru, w którym aktorzy (tj. politycy Solidarnej Polski) niedokładnie przeanalizowali, według jakiego scenariusza mają grać. Wskazała, że zwolennicy Zbigniewa Ziobry mogą czuć się bardzo rozczarowani działaniem polityka - zwłaszcza wobec tak ostrych słów, jakie padały z jego ust wcześniej (m.in. o groźbie utraty suwerenności w razie przyjęcia unijnego porozumienia).

- Teraz jest pytanie, co dalej? Solidarna Polska zostaje w koalicji, ale wydaje się, że ta koalicja jest fasadowa - powiedziała politolożka. Przypomniała deklarację Ziobry z soboty, który zapewnił, że jego partia będzie głosować przeciwko ustaleniom szczytu i dodała: "to jest zapowiedź nielojalności, a jeśli się jest w koalicji, to trzeba uznać przywództwo premiera rządu". Wobec tego, zdaniem ekspertki, pozostają bardzo duże wątpliwości co do spójności rządów Zjednoczonej Prawicy.

Dlaczego zatem, mimo tylu niezgodności, Solidarna Polska zdecydowała się zostać w koalicji? Według prof. Ewy Marciniak, partia Zbigniewa Ziobry ma bardzo duże ambicje, chce mieć wpływ na rzeczywistość (chce rządzić), ale wie, że samodzielnie ma zbyt niskie poparcie i nie wiadomo nawet, czy przekroczyłaby próg wyborczy. - Wikłanie się w scenariusz na rozbicie koalicji musi być poprzedzony bardzo rzetelną analizą własnej sytuacji politycznej - powiedziała politolożka. Jej zdaniem Solidarna Polska nie wykonała takiej analizy na początku całego tego sporu, tylko dopiero później i dlatego zdecydowała się nie odchodzić od PiS.

"Weto albo śmierć"

Politycy ugrupowania Zbigniewa Ziobry od początku apelowali do premiera Mateusza Morawieckiego, by nie zgadzał się na powiązanie wypłat z unijnego budżetu i funduszu odbudowy z praworządnością. Mówili wprost: "weto albo śmierć". Kiedy już stało się jasne, że weta nie będzie - minister sprawiedliwości wydał oświadczenie, w którym nazwał decyzję premiera błędną

To już kolejny kryzys Zjednoczonej Prawicy w tym roku. Ledwie kilka miesięcy temu obserwowaliśmy ostry spór między Zbigniewem Ziobrą a Prawem i Sprawiedliwością, m.in. o tzw. piątkę dla zwierząt czy ustawę zezwalającą na urzędniczą bezkarność. Politycy PiS - między innymi Marek Suski - mówili wprost, że to koniec koalicji, a Polską będzie rządzić prawdopodobnie rząd mniejszościowy. 

Ostatecznie liderzy Zjednoczonej Prawicy doszli do porozumienia i pod koniec września podpisali nową umowę koalicyjną, w efekcie której między innymi prezes PiS Jarosław Kaczyński znalazł się w rządzie.

DOSTĘP PREMIUM