Co dalej z Januszem Kowalskim? "Każdy odpowiada za to, jaką opinię wygłosił"

Ważą się losy Janusza Kowalskiego, który nawoływał do "weta albo śmierci" w kwestii unijnego budżetu, a teraz może stracić posadę wiceministra. Poseł PiS Marek Ast ocenił, że każdy "odpowiada za to, co wypowiedział w sferze publicznej". Zdaniem Cezarego Tomczyka, szefa klubu KO, skoro weta nie ma, to śmierć powinna być "przynajmniej polityczna". - Byłoby lepiej, gdyby odszedł - stwierdził krótko.
Zobacz wideo

Janusz Kowalski, czyli jeden z największych zwolenników zawetowania unijnego budżetu, który publicznie deklarował też, że nie zaszczepi się przeciwko COVID-19, może stracić stanowisko wiceministra w Ministerstwie Aktywów Państwowych. Według doniesień PAP, decyzję o odwołaniu polityka Solidarnej Polski podjął sam minister Jacek Sasin. Następcę Kowalskiego, zgodnie z umową koalicyjną, ma zarekomendować Solidarna Polska.

Zobacz wideo

Jednak szef Solidarnej Polski Zbigniew Ziobro stwierdził, że PAP "nie jest uprawniona do tego, żeby dokonywać tego rodzaju zmian" w rządzie, a doniesienia traktuje "jako plotkę, która ma na celu wywołać napięcie wewnątrz środowiska koalicji". W podobnym tonie wypowiedział się również sam Kowalski. - To nie Polska Agencja Prasowa zmienia skład rządu. Jest umowa koalicyjna. Solidarna Polska, Porozumienie i PiS tworzą rząd. Działamy wspólnie dla dobra Polski - powiedział w RMF FM.

Janusz Kowalski "kozłem ofiarnym"? Tomczyk: Uważam, że żaden z nich nie powinien być ministrem

Teraz ważą się losy polityka Solidarnej Polski, który utrzymuje, że nie zamierza odchodzić z rządu. Poseł PiS Marek Ast lakonicznie skomentował tę sprawę w rozmowie z reporterem TOK FM. - Każdy odpowiada za to, co w sferze publicznej wypowiedział i jaką opinię wygłosił. Myślę, że jeszcze nie raz będziemy komentowali wypowiedzi polityków Solidarnej Polski - stwierdził. 

O ewentualną dymisję Kowalskiego był pytany przez dziennikarzy w Sejmie również szef klubu KO Cezary Tomczyk. - Pan Janusz Kowalski jest wielkim zapleczem intelektualnym Solidarnej Polski i całej Zjednoczonej Prawicy", ale w tej sytuacji byłoby lepiej, gdyby odszedł - stwierdził Tomczyk. I dodał, że skoro sam Kowalski mówił "weto albo śmierć i ani kroku w tył", a weta jednak nie ma", to powinna być "przynajmniej śmierć polityczna". 

Dopytywany, czy Kowalski nie jest kozłem ofiarnym sporów w Zjednoczonej Prawicy, Tomczyk powiedział: "Nie śmiałbym nigdy nazywać pana Janusza Kowalskiego kozłem. Niektórzy używają innego słowa. Na przykład baran". Ocenił też, że w Zjednoczonej Prawicy "wszyscy są bardzo twardzi, ale głównie w Sejmie, głównie przed kamerami, a kiedy jedzie się do Brukseli i trzeba walczyć o polskie interesy, miękko się robi, szczególnie w nogach".

- Dzisiaj większość Zjednoczonej Prawicy usiłuje rozliczyć Zbigniewa Ziobrę, że zbyt wysoko podskakuje, ale na samym końcu jedna i druga strona okazała się w tym sporze bardzo miękka. I czy to jest pan Kowalski, czy jakikolwiek inny polityk Solidarnej Polski, mam o nich takie samo złe zdanie - oznajmił Tomczyk. - Uważam, że żaden z nich nie powinien być ministrem. Współczuję wszystkim współpracownikom ministra Kowalskiego, bo jeśli miałbym mieć w urzędzie takiego szefa, pierwszego dnia bym zrezygnował. Bo nie można pracować z kimś, kto jest po prostu od nas głupszy - stwierdził. 

Solidarna Polska głosowała nad wyjściem z koalicji. Autorem wniosku był Janusz Kowalski

W sobotę zebrał się zarząd Solidarnej Polski, by omówić bieżącą sytuację i skutki porozumienia zawartego na szczycie Rady Europejskiej. Podczas dyskusji głosowany był również wniosek o wyjście ugrupowania z koalicji rządzącej. Jak przekazał później lider Solidarnej Polski Zbigniew Ziobro, głosami 12 do 8 zarząd partii odrzucił wniosek jednego z jej członków. Jak się później okazało, wniosek złożył Janusz Kowalski. W audycji "RZECZoPOLITYCE" na portalu rp.pl potwierdził, że to on wnioskował o opuszczenie Zjednoczonej Prawicy, ale z zamiarem założenia nowego klubu poselskiego.

DOSTĘP PREMIUM