Kownacki o wprowadzaniu obostrzeń: To nie jest żadne widzimisię. Poseł PiS broni decyzji o braku nowych ograniczeń dla kościołów

My każdym takim obostrzeniem jesteśmy przerażeni, mamy świadomość bardzo poważnych konsekwencji dla ludzi. Tylko nie mamy innego wyjścia - tak Bartosz Kownacki z PiS mówił o nowych obostrzeniach. - Mówi pan, że ludzie mogą chodzić do kościołów, a przecież jednocześnie dzieciom i młodzieży zakazuje się wychodzenia na dwór w czasie ferii. Te dzieci oszaleją! - komentowała Dominika Wielowieyska.
Zobacz wideo

Były wiceminister obrony narodowej Piotr Kownacki był jedynym gościem Wyborów w TOK-u, który bronił decyzji rządu o wprowadzeniu nowych obostrzeń. Od 28 grudnia do 17 stycznia, przypomnijmy, zamknięte będą hotele, pensjonaty, stacje narciarskie, galerie handlowe. W sylwestra od godziny 19 do 6 rano dnia następnego [1 stycznia] będzie można wychodzić z domu tylko "w celu zaspokojenia nagłych potrzeb, np. wizyta w aptece czy wyjście w celu zawodowym".

- Przyznam, że nie rozumiem tego posunięcia rządu. Duże wrażenie zrobiło na mnie to, co mówią hotelarze, właściciele stoków. Ta branża została bardzo doświadczona, to nie jest biznes, który można z dnia na dzień odbudować, ci ludzie brali kredyty. Jeśli mają być obostrzenia, to powinny być przekazywane dużo wcześniej - mówił prof. Maciej Gdula. Poseł Lewicy przypomniał, że ledwie kilkanaście dni temu stoki - decyzją rządu - zostały otwarte. I właściciele stacji narciarskich wydali dużo pieniędzy, by je naśnieżyć.

Czytasz? Zacznij SŁUCHAĆ! Teraz możesz zrobić to za 1 zł

- Podobno przedsiębiorcy mogą na coś liczyć (na pomoc rządową - red.) w połowie stycznia, a przypominam, że np. gastronomia jest zamknięta od października. Więc się pytam, z czego ci ludzie mają żyć - zastanawiała się posłanka KO Izabela Leszczyna. Polityczka zwróciła uwagę, że zakazy dotyczące sylwestra nie dotyczą wszystkich. - Dowiedzieliśmy się, że na wieczorną mszę świętą będziemy mogli jechać, a np. do zaprzyjaźnionego małżeństwa nie będziemy mogli pójść, żeby w cztery osoby spędzić sylwestra - powiedziała.

Senator Koalicji Polskiej Jan Filip Libicki zwrócił uwagę, że ze strony rządu nie ma jasnych komunikatów, dlaczego podejmuje takie a nie inne decyzje. - Jeśli jest tak, że np. mieszkańcy Poznania widzą, że na terenie Międzynarodowych Targów Poznańskich powstał szpital tymczasowy, którego utrzymanie kosztuje 3 mln zł miesięcznie - i nie ma tam chorych, to powinien "pójść" komunikat: nie ma pacjentów, bo czekamy na trzecią falę epidemii. A jeśli nie ma tego, kto powiedzieć, to ludzie zastanawiają się, czy to nie jest wyrzucanie pieniędzy w błoto - przekonywał polityk, który kilka miesięcy temu zakaził się koronawirusem.

- Mam wrażenie, że dla opozycji, czego nie zrobi rząd, to zawsze jest źle. Dużo lepiej dla wspólnej walki byłoby, gdybyśmy potrafili mówić w miarę jednym głosem - komentował Piotr Kownacki. Jak dodał, w obliczu "wojny, którą od roku prowadzimy z koronawirusem, odpowiedzialność powinna polegać na tym, żebyśmy teraz mówili: nie idźcie 31 grudnia na zabawy, nie wychodźcie z domu dlatego, że w ten sposób można spotęgować pandemię".

- Czy zaapeluje pan też tak do wiernych, żeby nie szli na msze (w sylwestra)? - pytała Dominika Wielowieyska.

- Różnica między kościołem, mszą a imprezą domową, jest taka, że np. w pomieszczeniu 20-metrowym spotyka się 10 osób i dystans społeczny nie może być zachowany. Natomiast w przypadku kościołów dystans między osobami jest znacznie większy - przekonywał były zastępca Antoniego Macierewicza.

"Dzieci oszaleją!"

Kwestia mszy, które mogą się odbywać w sylwestra bez ograniczeń, wróciła też w kontekście ferii. Bo rząd zdecydował, że od 28 grudnia dzieci i młodzież poniżej 16. roku życia od godz. 8 do godz. 16 nie mogą samodzielnie wychodzić z domu. Odstępstwem od tej zasady mają być półkolonie organizowane dla uczniów klas I-IV.

- Dzieciom i młodzieży zakazuje się wychodzenia na dwór w czasie ferii. Te dzieci oszaleją! Transmisja wirusa na świeżym powietrzu jest bardzo ograniczona. Proszę powiedzieć, jaki sens ma tłoczenie ludzi w kościołach i równoczesne zakazywanie wychodzenia młodym ludziom na świeże powietrze. Czy to jest konsekwentne? - dopytywała dziennikarka.

- Już raz wytłumaczyłem, dlaczego w kościołach można przebywać. Nie jestem w stanie powiedzieć, dlaczego takie ograniczenia, dotyczące dzieci, są wprowadzone. Widocznie eksperci, którzy są u podłoża takich decyzji, uznali, że zagrożenie np. przez wspólne kontakty byłoby dużo większe - argumentował Kownacki.

Były wiceszef MON podkreślił też, że wprowadzane obostrzenia, "to nie jest żadne widzimisię". - My każdym takim obostrzeniem jesteśmy przerażeni, mamy świadomość bardzo poważnych konsekwencji dla ludzi. Staramy się to wyważyć, żeby było jak najmniej uciążliwe. Ale niestety pewne obostrzenia trzeba wprowadzać - stwierdził gość Wyborów w TOK-u.

DOSTĘP PREMIUM