Premier obiecał nawet miliard złotych wsparcia dla miejscowości turystycznych

Do miliarda złotych z tzw. tarczy branżowej ma trafić do gmin i powiatów na południu Polski, dotkniętych zakazem zimowej turystyki - zapowiedział premier Mateusz Morawiecki.
Zobacz wideo

- Dzisiaj otrzymaliśmy z Komisji Europejskiej zielone światło na zaangażowanie naszych środków krajowych - przekazał szef rządu.

Morawiecki przyznał, że "trochę długo to trwało", i dodał, że dziwi się, że tak długo, bo pierwsza tarcza mogła być uruchomiona szybciej, bo wówczas zgody z KE przyszły szybciej.

- My jesteśmy gotowi z tymi instrumentami już od dawna. W związku z tym teraz, kiedy notyfikacja do nas, zwrotna informacja z Komisji Europejskiej do nas dotarła, przyjmujemy w krótkim czasie odpowiednią legislację, Rada Ministrów i cały ten proces po to, żeby móc uruchomić tarczę branżową - mówił i dodał, że to co najmniej 35 mld zł, czyli kwota, "która ma szansę uratować wielu przedsiębiorców i setki tysięcy miejsc pracy".

Morawiecki poinformował, że specjalne środki trafią do gmin i powiatów szczególnie zagrożonych wskutek ograniczeń turystyki.

- To przede wszystkim południe Polski, od Ustrzyk Górnych, Ustrzyk Dolnych po Jelenią Górę, przez wszystkie piękne pasma górskie, do których się znaczna część Polaków udawała w minionych latach, a w tym roku będzie to niemożliwe, ponieważ różne rygory i zakres epidemii na to nie pozwalają - mówił Morawiecki.

- Dlatego dziś na gospodarczym sztabie kryzysowym dyskutowaliśmy ten temat i uzgodniliśmy przyjęcie środków wysokości nawet do miliarda złotych - dodał. Zapowiedział, że poszczególne programy dla najbardziej dotkniętych lockdownem gmin i powiatów zostaną przedstawione "w najbliższych dniach".

Podkreślił, że środki na tarczę branżową pochodzą z budżetu państwa i zostały wygospodarowane dzięki "uszczelnieniu systemu podatkowego". - To, że mogliśmy tak szybko zareagować, jest związane z naprawą finansów publicznych państwa polskiego - powiedział.

Do końca roku pracę może stracić w sumie prawie 50 tys. osób. "Pomocy nie dostaliśmy"

Obostrzenia dotyczące hoteli pojawiły się 7 listopada, to wtedy ograniczono działalność branży do przyjmowania gości podróżujących służbowo. Od 28 grudnia jeszcze trudniej będzie wynająć pokój, bo jak tłumaczą rządzący, dochodziło do nadużyć. - Każde wsparcie jest na wagę złota. To będzie kroplówka, która pozwoli części hotelarzy przetrwać ten bardzo trudny czas. Proszę pamiętać, że ferie to jest najlepszy okres, szczególnie dla hoteli w pasie górskim. Wyliczyliśmy, że straty będą sięgały powyżej 3,5 mld zł - mówił w TOK FM sekretarz generalny Izby Gospodarczej Hotelarstwa Polskiego Marcin Mączyński. 

- Żadnej pomocy nie dostaliśmy, mimo że od 7 listopada jesteśmy w kolejnym lockdownie, w kolejnych obostrzeniach - podkreślił jednak Mączyński. Jak dodał, obostrzenia już doprowadziły do wielu zwolnień. I można się spodziewać kolejnych. - Na koniec października 38 proc. pracowników straciło pracę. Do końca roku - jeśli nie przyjdzie pomoc - hotelarze przewidują, że będę musieli zwolnić dodatkowe 18 proc. Czyli to będzie ponad 50 proc. pracowników zatrudnionych w hotelach. Mówimy tu o prawie 50 tysiącach osób - podkreślił gość TOK FM.

Prowadzący audycję Tomasz Setta pytał, czy właściciele hoteli planując pozwać Skarb Państwa. - Analizujemy tę kwestię. Część hotelarzy rozpatruje możliwość pozwów indywidualnych. Jest to dość długi i żmudny proces, a walczymy o pieniądze tu i teraz, żeby przetrwać i ratować miejsca pracy - wyjaśniał sekretarz generalny Izby Gospodarczej Hotelarstwa Polskiego.

DOSTĘP PREMIUM