Samorządowcy rozżaleni narodową kwarantanną. "Gdybyśmy wiedzieli wcześniej, nie byłoby przygotowań do sezonu"

- Mam żal do rządzących, wspólnie z mieszkańcami, którzy utrzymują się z branży turystycznej, o to, w jaki sposób wprowadzili te ograniczenia - mówił w TOK FM Bartosz Romowicz, burmistrz Ustrzyk Dolnych.
Zobacz wideo

Od 28 grudnia do 17 stycznia w Polsce będzie obowiązywała tzw. narodowa kwarantanna. Oznacza to poważne obostrzenia: zamknięte są, przynajmniej teoretycznie, m.in. hotele, stoki narciarskie i galerie handlowe. Mieszkańcy południowej części kraju są tą decyzją szczególnie rozgoryczeni.

Nie słuchasz podcastów? To dobry czas, by zacząć. Dostęp Premium za 1 zł!

- Przygotowane są wyciągi narciarskie, lodowisko. One czekają na gości. Bardzo przykre jest, że zostaliśmy przez rządzących postawieni w takiej sytuacji. Nie jestem specjalistą od wirusologii, medycyny itd. Ale mam żal do rządzących, wspólnie z mieszkańcami, którzy utrzymują się z branży turystycznej, o to, w jaki sposób wprowadzili te ograniczenia - mówił w TOK FM Bartosz Romowicz, burmistrz Ustrzyk Dolnych.

- Gdybyśmy 2-3 miesiące temu, a najlepiej pół roku temu, otrzymali komunikat, że w miesiącach zimowych, po feriach może być zakaz przemieszczania się, że obiekty sportowe, turystyczne będą pozamykane, to wówczas wielu restauratorów, gestorów stacji narciarskich i samorządów nie przygotowywałoby się do sezonu - kontynuował.

Samorządowiec tłumaczył, że straty gminy i jej mieszkańców to nie tylko brak pieniędzy od turystów, ale wyrzucone w błoto fundusze na przygotowania. - Samo naśnieżenie stacji narciarskiej to koszt ok. 200 tysięcy zł - mówił.

Pieniądze z tarczy? "Pytanie, ile trafi do nas"

Premier Mateusz Morawiecki zapowiedział specjalną tarczę finansową dla branży turystycznej w południowej Polsce - regionu, który szczególnie ucierpi na nowych obostrzeniach. Suma pieniędzy na nią przeznaczonych ma wynieść nawet miliard złotych. Zapewnienia premiera nie wystarczają jednak samorządowcom.

Jak mówi burmistrz Ustrzyk Dolnych, wszystko zależy od tego, jakie kryteria przyjmie rząd przy podziale funduszy między samorządy. 

- Pytanie, ile z tych pieniędzy faktycznie do nas trafi. Oby nie było tak, jak z Rządowym Funduszem Inwestycji lokalnych, gdzie samorządowcy, którzy nie są z PiS, czyli między innymi ja, tych środków nie otrzymali - przypomniał Bartosz Romowicz.

Jak tłumaczył, ubytek w dochodach za sam styczeń będzie w Ustrzykach Dolnych wynosił blisko 2 miliony złotych.  - Dla porównania, na inwestycje w przyszłym roku planujemy wydać jakieś 14 milionów. Jeżeli te pieniądze do nas nie trafią, to będziemy musieli wydać te 2 miliony mniej - opisywał.

Potrzeba jasnych kryteriów

Zdaniem Romowicza samorządowcy potrzebują od rządu jasnych wytycznych ws. udzielania pomocy przedsiębiorcom. Uważa, że pozostawienie władzom lokalnym dużej swobody w tym zakresie, nie jest wcale ułatwieniem, lecz przerzuceniem na nie odpowiedzialności.

- Przedsiębiorcy będą oczekiwali umorzenia podatków od wójta, burmistrza czy prezydenta. A za pół roku przyjdzie do nas CBA i sprawdzi, jak my te podatki umorzyliśmy. (..) Na jakiej podstawie ktoś stwierdził, że było umorzone dobrze lub źle? To uznaniowość wójta lub burmistrza. To odpowiedzialność, którą my weźmiemy na siebie - argumentował burmistrz.

Tarcza 2.0 dla przedsiębiorców z całej Polski ma wynosić 35 mld zł. Składać się na nią będzie m.in. bezzwrotna subwencja uzależnione od spadku obrotów (pod określonymi warunkami), środki dla firm poszkodowanych przed drugą falę pandemii i do 10 mld zł środków bezzwrotnych dla mikrofirm i MSP przed Polski Fundusz Rozwoju.

DOSTĘP PREMIUM