"Rząd wpadł w popłoch" czy "wszystko idzie zgodnie z planem"? Politycy o akcji WUM i programie szczepień

Przeciągająca się walka o urząd RPO i kontrowersje wokół akcji Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego to tematy, które politycznie dominują na początku nowego roku. Poseł PO Dariusz Rosati oceniał na antenie TOK FM, że w kwestii szczepień rząd "wpadł w popłoch", a na dodatek "panicznie boi się utraty kontroli". Jednak Michał Wypij utrzymywał, że "wszystko idzie zgodnie z planem", a o nieprawidłowości w jednym punkcie szczepień "trudno winić rząd".
Zobacz wideo

W pierwszej kolejności przeciwko COVID-19 zaszczepili się nie tylko medycy, ale też kilkanaście znanych osób, które nie należą do "grupy zero". Wśród nich m.in. były premier Leszek Miller i aktorka Krystyna Janda. Warszawski Uniwersytet Medyczny tłumaczy, że to element akcji promowania szczepień, a dawki pochodziły z odrębnej puli. Mimo wszystko minister Adam Niedzielski zlecił kontrolę, czy szczepienia odbyły się zgodnie z zasadami

- Moim zdaniem nie o to chodzi czy to jest legalne, czy nielegalne, czy jest zgodne z rozporządzeniem, czy nie. W chaosie, jaki funduje nam PiS, nawet w programie szczepień, to co jest legalne, a co nie, bardzo dynamicznie się zmienia - oceniała w TOK FM posłanka Lewicy Agnieszka Dziemianowicz-Bąk. - Chodzi raczej o to, co jest tutaj uczciwie. Moim zdaniem taka próba przepychania się w kolejce uczciwa nie jest - stwierdziła. 

Jednak zdaniem posłanki taka sytuacja podważa również zaufanie do całego programu szczepień, bo pokazuje chaos i brak planu. - Przecież żadna z tych osób nie ukradła szczepionek ze szpitala, nie włamała się i nie zaszczepiła na siłę, tylko zostały im one zaaplikowane wedle jakichś wytycznych - zauważała. - Jedyny sukces związany ze szczepionkami to jest to, że one po pierwsze są, a po drugie dotarły do Polski. Żaden z tych sukcesów nie jest sukcesem polskiego rządu - oceniła.  

- Czynienie ze sprawy szczepień kolejnego kija, którym wszyscy wzajemnie się okładają w wojnie politycznej, w moim przekonaniu jest szkodliwe. Zniechęca ludzi do samego procesu szczepień - powiedziała Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz, szefowa instytutu "Strategie2050". - To, czego ludzie potrzebują, to jest dobry mechanizm informacyjny. Nie zawstydzanie tych, którzy myślą inaczej, nie mówienie, że oni są niedoedukowani, ciemni, gorsi. Tylko tłumaczenie ludziom, którzy maja wszelkie powody, żeby dzisiaj nie ufać autorytetom, dlaczego szczepienie jest ważne - powiedziała.  

Z kolei Władysław T. Bartoszewski, poseł PSL, krytykę rządu w sprawie szczepień ocenił jako "trochę bezsensowną". - Rząd jednak, dzięki Unii Europejskiej, zapewnił 60 milionów szczepionek, to powinno wystarczyć dla wszystkich obywateli - stwierdził. - Jedyny problem z działaniem rządu jest taki, że z powodu braku organizacji, szczepienia przeprowadzamy bardzo wolno - dodał. Ocenił również, że wybieranie "ambasadorów" programu szczepień jest dobrym pomysłem, jednak to rząd powinien ustalać centralnie, że niektórzy celebryci będą szczepieni. - Nie może być tak, że ktoś dostaje po cichu szczepionkę - stwierdził. 

- Widzimy bardzo wyraźne, że procedura wyszczepiania przebiega tak, jak powinna. Widzimy mnóstwo osób zainteresowanych, które są uprawnione do tego, żeby szczepienia przyjąć - ocenił poseł Porozumienia i wiceprzewodniczący klubu PiS Michał Wypij. Jego zdaniem "trudno winić rząd" o to, że w jednej z placówek "wystąpił problem". - To pomyłka tej jednostki, którą należy absolutnie wyjaśnić - dodał. Jak jednak stwierdził, "wpychanie się kolanem poza kolejką" może spowodować, że Polacy nie będą mieli w kwestii szczepień zaufania do państwa. - Co do zasady uważam, że powinniśmy robić wszystko, żeby Polaków przekonać do szczepień - podkreślił. 

Zdaniem posła Dariusza Rosatiego z PO "rząd wpadł w popłoch", gdy okazało się, że duża część społeczeństwa nie chce się szczepić. - Stąd moim zdaniem te desperackie ruchy profrekwencyjne, zaproszenie celebrytów do tego, żeby się szczepili na oczach całej Polski. Ja to traktuję nie jako wpychanie się przed kolejkę, to jest moim zdaniem chęć dania dobrego przykładu - ocenił Rosati. - Z całą pewnością rząd przespał okres przygotowań, trzeba było naprawdę podjąć wysiłek, żeby upowszechnić w społeczeństwie przekonanie, że trzeba się szczepić - dodał. 

Czy w 2021 roku uda się wybrać RPO? Trójka kandydatów i brak porozumienia

Goście TOK FM dyskutowali również o zamieszaniu wokół wyboru nowego RPO i próbowali odpowiedzieć na pytanie, czy na początku 2021 roku uda się w końcu wybrać rzecznika. Trzeci kandydat, czyli zgłoszony przez PSL i Konfederację Robert Gwiazdowski, budzi wiele kontrowersji. Choćby ze względu na swoje wpisy o "zgodzie na seks". Władysław Bartoszewski stwierdził, że niektóre jego wypowiedzi były... "barwne i kontrowersyjne", ale jest osobą, która "z determinacją i odwagą popiera obywateli w walce z instytucjami. - Powiedzieliśmy bardzo jasno, że w żadnym wypadku nie poprzemy czynnego polityka na funkcje RPO, dlatego z cała pewnością zagłosujemy przeciwko ministrowi Wawrzykowi - zapowiedział. 

Jednak Agnieszka Dziemianowicz-Bąk oceniła, że PSL, stając "ramię w ramię" z Konfederacją, odwróciło się od obywateli, ponieważ 1200 organizacji społecznych popiera Zuzannę Rudzińską-Bluszcz, a nie Robert Gwiazdowskiego. - Jest osobą o bardzo wyrazistych poglądach politycznych, a osoba pełniąca funkcję RPO powinna być apolityczna - zaznaczyła. Z kolei Michał Wypij wyraził nadzieję, że uda się "dość szybko" zamknąć tę sprawę i wybrać nowego RPO, a słów krytyki nie szczędził Dariusz Rosati, który stwierdził, że PiS nie chce zaakceptować politycznego pluralizmu w Polsce.

- Mamy do czynienia z władzą, która paniczne boi się utraty kontroli nad jakimkolwiek odcinkiem działalności państwowej i publicznej. Mam wrażenie, że prezes nie wyobraża sobie, że mógłby dobrowolnie oddać jakieś stanowisko opozycji (...) Mentalne nastawienie PiS idzie w kierunku pełnego autorytaryzmu - powiedział Rosati. 

Przyznał, że "nie ma żadnego stosunku" do kandydata PiS Piotra Wawrzyka, a zgłoszenie Roberta Gwiazdowskiego ocenił jako świadectwo "braku politycznego rozeznania". - Przecież wiadomo, że ten kandydat nie uzyska poparcia opozycji, zwłaszcza lewej strony. Jaki jest sens zgłaszania kandydata, który jest tak kontrowersyjny? - zastanawiał się. I domyślał się, że wkrótce PiS może złożyć wniosek do TK, który skończy się powołaniem komisarza na stanowisko RPO. - Być może w obliczu tego pata można podjąć działania, żeby uzgodnić kandydaturę, która będzie neutralna - podsumował, bo na nowego RPO musi zgodzić się zarówno Sejm, jak i Senat. 

DOSTĘP PREMIUM