PiS szykuje zmianę ws. mandatów. "Chcą, by obywatel dokonał kalkulacji, czy warto kopać się z koniem, który ma oblicze państwa"

Według proponowanych przez posłów PiS przepisów obywatele traciliby możliwość nieprzyjęcia mandatu i to na nich ciążyłby obowiązek udowodnienia przed sądem, że nałożona kara była bezpodstawna lub nieadekwatna do czynu. Zdaniem ekspertów projekt przybliża Polskę do zostania "państwem policyjnym".
Zobacz wideo

Dużą zmianę w kwestii mandatów zakłada projekt, który zgłosili posłowie Prawa i Sprawiedliwości. Według proponowanych przepisów obywatele traciliby możliwość nieprzyjęcia mandatu i to na nich ciążyłby obowiązek udowodnienia przed sądem, że nałożona kara była bezpodstawna lub nieadekwatna do czynu. Wcześniej jednak grzywnę wynikającą z mandatu należałoby zapłacić. Projekt firmuje Jan Kanthak, czyli przyboczny ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ziobry.  

Zdaniem mecenasa Bartosza Tiutiunika projekt stawia "na głowie" zasady, jakimi do tej pory kierowano się w czasie prowadzenia postępowań dotyczących karania obywateli. – To niezawisłe sądy powinny o tym decydować. Te zmiany zmierzają do tego, że to policjant ma otrzymać prawo wymierzania sprawiedliwości. Ma być de facto sędzią – mówił w Pierwszym Śniadaniu w TOK FM.

Takiej okazji, by zacząć słuchać, jeszcze nie było! Wszystkie podcasty TOK FM za 1 zł

Z kolei dr hab. Mikołaj Małecki, prezes Krakowskiego Instytutu Prawa Karnego, Katedra Prawa Karnego na Uniwersytecie Jagiellońskim podkreślił w rozmowie w TOK FM, że takie zmiany przepisów, jak projekt Kanthaka, to już niejako „państwo policyjne”.

– Proponuje się oddanie władzy w ręce policji, która nieraz bardzo powierzchownie, a czasami wręcz nieprofesjonalnie podchodzi do tego, jak zastosować prawo w konkretnym przypadku – wskazywał prawnik. 

Bo przecież nie każdy policjant ma wykształcenie prawnicze. – Nie da się inaczej nazwać sytuacji, w której funkcjonariuszowi oddaje się tak istotny element wymiaru sprawiedliwości – przekonywał mec. Tiutiunik.

Efekt mrożący 

Prawnik wskazywał też na tzw. "efekt mrożący", jaki władza chciałaby osiągnąć przez proponowaną zmianę. Nie ma wątpliwości, że projekt nowelizacji pojawił się teraz, gdy coraz więcej osób okazuje swoje niezadowolenia, np. uczestnicząc w ulicznych protestach.

– W czasie protestów Strajku Kobiet, policja jest zmuszana na masową skalę kierować do sądów wnioski o ukaranie uczestników takich zgromadzeń. Bo ludzie korzystają ze swoich praw i nie przyjmują mandatów. (…) Wnioskodawcy chcą, żeby obywatel dokonał kalkulacji, czy opłaca mu się wojować z państwem i wychodzić na ulice, czy warto kopać się z koniem, który ma oblicze państwa polskiego, bo ono jest "wielkie", a my malutcy – podkreślił Tiutiunik.

Jego zdaniem może to być też tylko preludium do bardziej dotkliwych dla obywateli rozwiązań. – Skoro wpadli na pomysł, że można tak robić przy wykroczeniach, to co będzie dalej? Może dojdą do wniosku za pół roku, że sądy są nadal obciążone, więc może warto, żeby to prokurator od razu wymierzał karę za drobne występki, jak kradzież... na przykład 20 tys. złotych. Wchodzimy na niebezpieczną ścieżkę – podsumował mecenas Bartosz Tiutiunik.

Testowanie koalicjantów?

Wicemarszałek Sejmu, szef klubu PiS Ryszard Terlecki, pozytywnie ocenił projekt posłów. Choć politycy Porozumienia głośno krytykują pomysł zmiany przepisów.

- To jest pomysł naszych koalicjantów. Wydaje mi się rozsądny i logiczny, bo rzeczywiście odmawianie przyjęcia mandatu raczej nie jest praktykowane w Europie. Nie wiem, co z tym będzie. Będziemy to procedować - powiedział Terlecki.

Na ten aspekt całej sprawy zwrócił też uwagę dr hab. Mikołaj Małecki.- To kolejny przejaw wykorzystywania instrumentów państwa do przepychanki między koalicjantami. Do testowania się, na ile jesteśmy w stanie przeforsować jakieś kontrowersyjne rozwiązania. Wydaje się, że to jest realna motywacja wniesienia teraz tego projektu – ocenił prawnik z UJ.

- Będziemy rozmawiać o projekcie ustawy dotyczącym mandatów zarówno wewnątrz Porozumienia, jak i w ramach obozu rządowego; nie jest tajemnicą, że posłowie mojej partii podchodzą z dystansem do tej propozycji - powiedział w poniedziałek wicepremier, lider Porozumienia Jarosław Gowin.

DOSTĘP PREMIUM