Rzeczniczka Porozumienia zapewnia, że kryzysu w koalicji nie ma. "Różnic zdań będzie jeszcze wiele"

Projekt dotyczący mandatów kolejnym źródłem napięć w Zjednoczonej Prawicy. Ale rzeczniczka Porozumienia Magdalena Sroka zapewniła w TOK FM, że nie ma mowy o kryzysie. Jak wyjaśniała, jej partia nie wiedziała o poselskim projekcie ws. mandatów, stąd dyskusja. - Jestem przekonana, że takich różnic zdań będzie jeszcze wiele, ponieważ nie jesteśmy jedną partią - mówiła.
Zobacz wideo

Klub PiS złożył w Sejmie projekt, który zakłada, że nie będzie można odmówić przyjęcia mandatu. Jedyną możliwością ma być zaskarżenie już nałożonego mandatu do sądu. Szef Porozumienia Jarosław Gowin oświadczył, że posłowie jego partii "podchodzą z dystansem do tej propozycji". To kolejny raz, kiedy w Zjednoczonej Prawicy widać tak wyraźną różnicę zdań między Porozumieniem a PiS i Solidarną Polską. Jednak Magdalena Sroka nie chciała w Poranku Radia TOK FM mówić o tej sytuacji jako o kryzysie w koalicji. 

- Jestem przekonana, że takich różnic zdań będzie jeszcze wiele, ponieważ nie jesteśmy jedną partią - stwierdziła. - Nie nazywałabym tego kryzysem, natomiast na pewno merytoryczną i twardą dyskusją, która nas czeka w przyszłości - dodała w rozmowie z Janem Wróblem.

Dziennikarz TOK FM dopytywał, dlaczego taka dyskusja o różnicach nie toczy się w koalicyjnych kuluarach, a przed kamerami. Jak tłumaczyła Sroka, nowelizacja ws. mandatów to projekt poselski, a nie rządowy. I dlatego na dyskusję wewnątrz koalicji nie było czasu. - My, jako Porozumienie, nie wiedzieliśmy nic o tym projekcie, nie mieliśmy wiedzy, że taki projekt powstaje - przekonywała.

Rzeczniczka Porozumienia tłumaczyła również, dlaczego jej partia nie zgadza się z proponowanymi zmianami. - Jeżeli dochodzi do sytuacji, w której ta różnica zdań jest. Obywatel uznaje, że nie popełnił wykroczenia lub ten czyn, za który ma być ukarany, nie jest wykroczeniem, to musi mieć możliwość odmówienia. Musi być zachowany system, w którym to sąd ostatecznie rozstrzyga, czy osoba jest winna, czy nie jest winna - mówiła. 

Posłanka oceniła, że w proponowanym przez PiS projekcie mamy do czynienia z sytuacją, gdzie nakładający mandat policjant orzekałby o winie. - To nie instytucja policji jest od tego, żeby w takich kwestiach ostatecznie rozstrzygać - stwierdziła Sroka. Prowadzący zwracał jednak uwagę, że będzie można iść do sądu po otrzymaniu mandatu. - Ta ścieżka oczywiście nie jest zamknięta, ale jeżeli jest dany czyn, dochodzi do wykroczenia, jest kara, którą musimy uiścić, to moim zdaniem jest to de facto pierwsza instancja - odparła polityczka Porozumienia.

Wątpliwości mają prawnicy, RPO i opozycja

Projekt PiS budzi zastrzeżenia wielu prawników, m.in. Rzecznika Praw Obywatelskich Adama Bodnara. Krytykują go także politycy KO, Lewicy, PSL czy Konfederacji. Wicemarszałek Sejmu, szef klubu PiS Ryszard Terlecki powiedział w poniedziałek, że projekt ws. odmowy przyjęcia mandatu wydaje mu się rozsądny i logiczny. Zapowiedział, że będzie procedowany.

W uzasadnieniu projektu, pod którym widnieją podpisy 32 posłów PiS, napisano m.in., że "jak wskazuje praktyka, przeważająca większość spraw o wykroczenia wnoszonych do sądu w związku z odmową przyjęcia mandatu przez sprawcę kończy się wydaniem prawomocnego wyroku skazującego". "Poza tym odmowa przyjęcia mandatu przez sprawcę niejednokrotnie ma charakter impulsywny i nieprzemyślany, a w konsekwencji powoduje konieczność podjęcia szeregu czynności związanych z wytoczeniem oskarżenia w sprawie o wykroczenie" - czytamy.

DOSTĘP PREMIUM