Rząd przegrywa walkę o rząd dusz ws. szczepień. "Odbiorca dostaje rozdwojenia jaźni"

Rząd nie wykorzystuje szans, żeby zachęcić Polaków do szczepień przeciwko koronawirusowi. Władza traci na tym polu - ubolewał w TOK FM dr Łukasz Szurmiński, medioznawca.
Zobacz wideo

Pod koniec grudnia w Polsce szczepione przeciwko koronawirusowi zaczęły być osoby z grupy "zero". Karolina Głowacka, prowadząca audycję w TOK FM, pytała swojego gościa – dr Łukasza Szurmińskiego z Wydziału Dziennikarstwa Informacji i Bibliologii UW, czy w kontekście szczepień władzy udaje się "pozytywna propaganda", czyli zachęcanie Polaków do wakcyny. – Żałuję, że rządzący tracą na tym polu. Mogliby – bazując na solidarności grupowej – spróbować zrobić więcej, żeby zachęcić ludzi do szczepień – ocenił medioznawca.

Nie słuchasz podcastów? To dobry czas, by zacząć. Dostęp Premium za 1 zł!

Jego zdaniem wina takiego stanu rzeczy leży w niespójności rządowych komunikatów. – Z jednej strony apelują ciągle o solidarność, a z drugiej strony sami politycy władzy nie stosują się do obostrzeń. A to pani Jadwiga Emilewicz z synami jeździ na nartach, a to wiceminister Soboń na meczu siatkówki. Odbiorca takich przekazów dostaje rozdwojenia jaźni, bo co innego słyszy, a co innego widzi – wskazywał dr Szurmiński.

W jego ocenie rząd mógł np. zupełnie inaczej wykorzystać zamieszanie w związku ze szczepieniami aktorów poza kolejnością w WUM. – Media rządowe wałkują ciągle ten temat, pojawiają się paski o pseudoelitach, które chcą wykorzystać swoją pozycję. A to buduje negatywne emocje wokół całego procesu szczepień. Znane osoby powinny być wykorzystywane do promocji szczepień – ocenił ekspert i dodał, że "jeden spocik w tv to trochę za mało”. – Obejrzałem go dwa razy i przyznam, że nic nie zapamiętałem. Brakuje takich narzędzi, choć najgorsza jest ta niespójność. Co chwila pojawia się inny komunikat – podkreślił gość Karoliny Głowackiej.

Jak przykład podał też ubiegłotygodniowy początek akcji wyrażania chęci do szczepień. Wiele osób myślało, że to już rejestracja na szczepienie, czekało na wyznaczenie terminu i zawodziło się. – Brakowało spójnego pomysłu, jak to zakomunikować. Ludzie na własną rękę szukali informacji, więc pojawiało się mnóstwo przekłamań. To było mało spójne i czytelne, przyniosło więcej złego niż dobrego – ocenił dr Łukasz Szurmiński.

DOSTĘP PREMIUM