Zastępca Ziobry przenosi niepokornych prokuratorów. "To zsyłka, mamy 48 h na przeorganizowanie całego życia"

Prokurator krajowy zsyła kilku niezależnych prokuratorów do jednostek oddalonych o kilkaset kilometrów, od tych, w których pracowali dotychczas. Decyzję otrzymali w poniedziałek, a w nowym miejscu pracy mają się stawić w środę. W tej grupie jest m.in. śledcza, która wszczęła postępowanie ws. słynnych wyborów korespondencyjnych. Trudno więc nie widzieć w tych decyzjach chęci ukarania niepokornych. - To zsyłka, która ma wywołać efekt mrożący - mówi nam prokurator Jarosław Onyszczuk.
Zobacz wideo

Prokurator Katarzyna Szeska ma jutro (20 stycznia) zacząć pracę w oddalonym o ponad 300 kilometrów od jej domu Jarosławiu (Podkarpacie). Członkini Stowarzyszenia Lex Super Omnia pracowała do tej pory w prokuraturze na warszawskiej Woli. - Mam 48 godzin na przeorganizowanie całego mojego życia i stawienie się w Prokuraturze Rejonowej w Jarosławiu - mówi prokurator, która jednoznacznie ocenia, o co chodzi w decyzjach podpisanych przez Bogdana Święczkowskiego. Jak podkreśla, to po prostu kara. W jej wypadku już druga.

- Pierwszą otrzymałam w kwietniu 2016 roku. Była to decyzja pozbawiająca mnie całego dorobku zawodowego. Z prokuratora Prokuratury Apelacyjnej - bez jakiegokolwiek uzasadnienia - stałam się prokuratorem rejonowym na warszawskiej Woli. Prokuratorem się jest, a nie bywa. Dlatego też przez ostatnie lata nie narzekałam, tylko wykonywałam swoje obowiązki - mówi.

Prokurator Szeska nie wie jeszcze, co zrobi. Od decyzji ws. przeniesienia nie ma odwołania. Można jedynie poprosić o jej zmianę. - Prokurator krajowy nie pyta mnie, jakie mam tu zobowiązania rodzinne, osobiste, tylko decyduje. Arbitralnie - dodaje pani prokurator.

"Efekt mrożący"

Jak mówi nam Jarosław Onyszczuk, również ze Stowarzyszenia Lex Super Omnia, "to przejaw kolejnych szykan w stosunku do prokuratorów, którzy pozwalają sobie krytykować działania kierownictwa prokuratury". - Jesteśmy zmuszeni poddać się tej decyzji i w środę stawić się w naszych nowych jednostkach. Pozostaje nam jedynie szukać możliwości dochodzenia naszych praw, jak czynił to m.in. wcześniej prokurator Mariusz Krasoń - wyjaśnia.

Nasz rozmówca nie ma wątpliwości, że decyzja ma jeden cel: wywołać efekt mrożący u innych śledczych. - Myślę, że kierownictwo prokuratury ma świadomość, że w przypadku tych osób, które zostały delegowane, to nie wpłynie zupełnie na nasze działania, na nasze stanowisko. Ale może - i zapewne wywoła - efekt mrożący wśród pozostałych prokuratorów, którzy być może w swojej działalności będą, podobnie jak my, oceniać i krytykować działania prokuratury - mówi Jarosław Onyszczuk.

Prokuratura Krajowa w swoim komunikacie wyjaśnia, że delegacje prokuratorów mają związek z pandemią. "Prokuratura Krajowa zdecydowała o wzmocnieniu jednostek prokuratury, które w największym stopniu zostały dotknięte problemami kadrowymi wynikającymi z trwającej pandemii COVID-19" - napisano w oświadczeniu.

Przeniesiona ma być także prokurator Ewa Wrzosek. To ona chciała zbadać sprawę organizacji słynnych wyborów korespondencyjnych, które ostatecznie nie odbyły się. Wszczęła śledztwo "w sprawie sprowadzenia niebezpieczeństwa zagrażającego życiu i zdrowiu wielu osób" w związku z organizacją wyborów w czasie pandemii.

Szybko rozpoczęto wobec niej postępowanie dyscyplinarne. A na umorzenie wszczętego przez nią postępowania ws. wyborów zajęło przełożonej pani prokurator zaledwie kilka godzin.

Delegacje "mają w istocie walor represyjny"

Wśród prokuratorów, którzy wczoraj dowiedzieli się o zmianie miejsca pracy, jest też Daniel Drapała z Wrocławia. Prokurator ma małe dziecko. I też dostał 48 godzin by przeorganizować całe swoje życie - przenieść się z Wrocławia do Goleniowa, nieopodal Szczecina. To ponad 400 kilometrów.

Warto zwrócić uwagę na to, że śledczy muszą sobie m.in. znaleźć nocleg. A cała rzecz dzieje się w czasach pandemii, gdy niełatwo o miejsce w hotelu czy pensjonacie.

RPO Adam Bodnar zebrał w jednym wpisie informacje dotyczące prokuratorskich zsyłek. Jak wyliczył, najbliżej domu i obecnego miejsca pracy została skierowana prok. Katarzyna Kwiatkowska. To "zaledwie" 181 km. Śledcza ma się przenieść z Warszawy do Golubia-Dobrzynia.

"Wzburzenie i zdecydowany sprzeciw budzi postępowanie Prokuratora Krajowego, który za pośrednictwem swojego rzecznika w sposób nieudolny próbuje uzasadnić swoje decyzje względami covidowymi i trudną sytuacją jednostek, do której nastąpiły delegacje, nie przedstawiając w tym zakresie żadnych konkretów. Tymczasem jednostki organizacyjne, w których pełnili służbę delegowani prokuratorzy, znajdują się obecnie w krytycznej sytuacji kadrowej, a obciążenie pracą wykracza poza dopuszczalne standardy" - czytamy w oświadczeniu prokuratorskiego Stowarzyszenie Lex Super Omnia.

"Nie sposób oprzeć się wrażeniu, iż konkretne delegacje mają w istocie walor represyjny i swym zamyśle zmierzają do zakłócenia działalności jedynego niezależnego stowarzyszenia prokuratorskiego, które od 4 lat systematycznie i merytorycznie krytykuje rzekome reformy wprowadzane przez Prokuratora Generalnego, Prokuratora Krajowego i ich podwładnych" - oceniają władze stowarzyszenia.

Prokuratura Krajowa informuje, że w celu wzmocnienia prokuratur, które zostały dotknięte problemami kadrowymi w związku z pandemią, do jednostek tych skierowano dotychczas 18 prokuratorów.

DOSTĘP PREMIUM