Andrzej Duda radzi prokuratorom zmienić profesje. Prezydent "powiedział o rzeczy oczywistej"

Poseł Porozumienia Stanisław Bukowiec w TOK FM dziwił się, że z decyzji o przenoszeniu prokuratorów "zrobił się bardzo duży krzyk". - Chciałbym zwrócić uwagę, że taka możliwość jest dopuszczalna i zmiany miejsca pracy otrzymało 20 prokuratorów, a nie tylko pięciu czy sześciu, o których mówicie - przekonywał. Politycy opozycji z kolei krytykowali rząd i Zbigniewa Ziobrę za niszczenie wymiaru sprawiedliwości.
Zobacz wideo

Szerokim echem odbiły się słowa Andrzeja Dudy o prokuratorach wysyłanych w dalekie delegacje. Prezydent, w rozmowie z Krzysztofem Skórzyńskim w TVN24, powiedział, że "zawód prawniczy można sobie zmienić" i "jeżeli państwu prokuratorom jest tak bardzo źle, to są inne możliwości". O wypowiedź prezydenta pytała w Wyborach w TOK-u Dominika Wielowieyska

Poseł Porozumienia Stanisław Bukowiec stwierdził, że prezydent "powiedział o rzeczy oczywistej". - Prawnicy, którzy pełnią różne zawody, w tym prokuratorskie, często zmieniają swoje profesje. Ja znam wielu prawników, którzy byli sędziami, a są adwokatami albo przeszli właśnie z adwokata na prokuratora. To nie jest nic nowego, jeśli ktoś uważa, że ta służba nie odpowiada jego oczekiwaniom, to takie zmiany następują - nadmienił.

Polityk Zjednoczonej Prawicy przekonywał też, że z decyzji dotyczącej przeniesienia prokuratorów "zrobił się bardzo duży krzyk". - Chciałbym zwrócić uwagę, że taka możliwość jest dopuszczalna i zmiany miejsca pracy otrzymało 20 prokuratorów, a nie tylko pięciu czy sześciu, o których mówicie - stwierdził poseł Bukowiec.

Przypomnijmy, grupa prokuratorów została oddelegowana do innych jednostek, odległych nawet o 300-400 kilometrów. Prokuratura Krajowa uzasadniała to koniecznością usprawnienia prowadzenia postępowań w najmniejszych i najbardziej obciążonych pracą jednostkach. Z kolei wielu prawników mówi o represjach i próbie uciszenia prokuratorów przeciwnych działaniom władzy w zakresie wymiaru sprawiedliwości. 

- To pokazuje, jak bardzo Prokurator Generalny Zbigniew Ziobro dąży do zupełnego podporządkowania sobie prokuratury, którą i tak ma już podporządkowaną - komentowała w Wyborach w TOK-u wicemarszałek Senatu z Lewicy Gabriela Morawska-Stanecka. Podkreślała, że "nie można przyglądać się milcząco temu, co z tymi prokuratorami się dzieje". 

Polityczka ostro krytykowała Ziobrę za "demolowanie wymiaru sprawiedliwości i niszczenie państwa". Zarzucała mu także brak kompetencji. - On nie ma pojęcia o funkcjonowaniu wymiaru sprawiedliwości. Nigdy w życiu nie pełnił żadnej funkcji ani prokuratora, ani sędziego, ani radcy prawnego, ani adwokata czy notariusza - wyliczała.

Podobnego zdania był także poseł Platformy Obywatelskiej Paweł Kowal, który apelował jednak o to, by na cały problem patrzeć szerzej niż tylko w zakresie "projektu Zbigniewa Ziobry". - Bo to, co robi Ziobro, jest realizacją planu PiS o stworzeniu państwa polskiego na wzór putinowskiej Rosji. Chodzi o uzależnienie od władzy aparatu sprawiedliwości w taki sposób, by był podwładny interesom rządzącym - komentował. Ostrzegał też przed przejmowaniem mediów i zawłaszczaniem innych instytucji, w myśl wytycznych Jarosława Kaczyńskiego. 

Na nieco inny wątek zwrócił uwagę Piotr Zgorzelski. Wicemarszałek Sejmu z PSL przypomniał, że PiS szedł do władzy z obietnicą usprawnienia wymiaru sprawiedliwości, w tym skrócenia czasu postępowań sądowych. Tymczasem, jak mówił, z ujawnionego niedawno raportu Najwyższej Izby Kontroli przedstawia się zgoła inny obraz. 

- Kiedy my oddawaliśmy władzę w 2015 roku, czas oczekiwania wynosił 4,2 miesiące oczekiwania (...).W 2019 roku ten czas postępowań wydłużył się do 5,8 miesiąca. To pokazuje, że całe to gadanie o reformie wymiaru sprawiedliwości było ściemą. Chodziło o to, by przejąć najważniejsze prokuratury i otworzyć ścieżkę awansu zawodowego dla tych, którzy przezimowali za naszych rządów, a teraz zasiadają na najwyższych stanowiskach - mówił Zgorzelski. 

Prowadząca audycję redaktor Dominika Wielowieyska zastanawiała się, czy na ingerencję władzy w wymiar sprawiedliwości nie mogłaby zareagować bardziej Unia Europejska. 

Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz współpracująca z ruchem Szymona Hołowni, podkreśliła, że "Unia zrobiła w sprawie polskiej praworządności i tak już całkiem sporo". Przypomniała, że "Polska nie jest dla Brukseli jedynym problemem". - Ostatnio też zauważam, że może można byłoby ze strony Unii zrobić więcej. Jest pewne przymykanie oczu. Ale jednak odpowiedzialność za to, co się u nas dzieje postrzegałabym raczej po stronie naszego rządu - mówiła.

W Wyborach w TOK-u dyskutowano także o szczepieniach i inauguracji prezydentury Joe Bidena - posłuchaj całej rozmowy!

DOSTĘP PREMIUM