Jest akt oskarżenia wobec Wojciecha Kwaśniaka, który wykrył przekręty w SKOK-u Wołomin

"Wojciech Kwaśniak, który jako wiceszef Komisji Nadzoru Finansowego wykrył nieprawidłowości w SKOK-u Wołomin i został za to niemal śmiertelnie skatowany przez bandytów, odpowie przed sądem za niedopełnienie obowiązków w tej sprawie" - informuje "Wyborcza".
Zobacz wideo

Były wiceszef Komisji Nadzoru Finansowego, w rozmowie z "GW", komentował: "Teraz będę występował w dwóch sądach w tej samej sprawie, ale w różnym charakterze. W jednym jako oskarżony o rzekome zaniedbania w sprawie SKOK-u Wołomin, w drugim jako ofiara zamachu zleconego przez działającą w tym SKOK-u grupę przestępczą. Zważywszy, że oba sądy znajdują się w Warszawie i dzieli je około 5 km, może by tak połączyć obie sprawy w jedną?".

Wojciech Kwaśniak zastępcą przewodniczącego KNF był w latach 2011–2017. Do brutalnego pobicia doszło w 2014 roku.

Jak przypomina "Wyborcza", "bandyta wynajęty przez ludzi z zarządu wołomińskiego SKOK-u próbował zabić Kwaśniaka ciosami pałki teleskopowej". Katowanego urzędnika uratowało pojawienie się sąsiada - Kwaśniak m.in. z ciężkimi uszkodzeniami czaszki długo leczył się w szpitalu. Cały czas nie zapadł wyrok w sprawie pobicia urzędnika. Nie wiadomo, gdzie przebywa sprawca, który został zwolniony z aresztu.

Teraz Wojciecha Kwaśniaka czeka proces w sprawie rzekomego niedopełnienie obowiązków przez urzędników KNF w sprawie SKOK-u Wołomin.

Akt oskarżenia przygotowała Prokuratura Regionalna w Szczecinie. Na ławie oskarżonych zasiądzie w sumie sześć osób. Mają odpowiadać za to, że "za późno powołali zarządcę komisarycznego SKOK-u Wołomin i zawiesili działalność tej Kasy". Jak wynika z aktu oskarżenia, w ten sposób mieli dokonać "niedopełnienia obowiązków w celu osiągnięcia korzyści". 

"O jaką korzyść chodzi, nie wiadomo. – Moja korzyść jest dokładnie wymieniona na kilku stronach obdukcji lekarskiej – podkreśla Kwaśniak i dodaje: – Gdy prokuratura ogłosiła, że kieruje akt oskarżenia, poczułem się odarty przez moje państwo z wszelkiej czci. Tak odpłacono mi za 30 lat pracy" - mówi w rozmowie z "GW" Wojciech Kwaśniak.

SKOK Wołomin, pobicie Kwaśniaka i skandaliczne słowa Ziobry

Nie jest tajemnicą, że sprawa SKOK-u Wołomin jest szczególnie ważna dla prokuratury. Dlatego w 2018 roku zdecydowała się na spektakularne zatrzymanie byłych pracowników KNF i przewiezienie ich do Szczecina.

Ostatecznie sąd uchylił wszystkie środki zapobiegawcze zastosowane przez prokuraturę, m.in. kaucje i zakaz wykonywania pracy wobec byłych szefów KNF. Szczeciński sąd uznał, że zatrzymania urzędników były bezzasadne. "GW", który podjął taką decyzję, został... odsunięty od sprawy.

"SKOK Wołomin to nierozliczona do dziś jedna z największych afer finansowych ostatnich lat. Działająca w ramach systemu SKOK-ów kasa w Wołominie została opanowana przez grupę przestępczą, która zorganizowała system wyłudzania ogromnych kredytów. Do czasu zamknięcia działalności SKOK-u jego zobowiązania sięgnęły 1,5 mld zł.  To właśnie Kwaśniak wykrył nieprawidłowości w wołomińskim SKOK-u, w wyniku czego Piotr P., czyli główny podejrzany o wyłudzenia, opłacił bandytów, którzy skatowali wiceszefa KNF" - przypomina "Wyborcza".

SKOK Wołomin był już w przeszłości ważny dla PiS, bo to z tą kasą współpracowało wielu polityków i dziennikarzy prawicowych.

Znani politycy związani z obozem rządzącym starali się też wielokrotnie dyskredytować samego Wojciecha Kwaśniaka. Zbigniew Ziobro, któremu podlega prokuratura, po zatrzymaniu byłego wiceszefa KNF stwierdził w telewizji publicznej, że do ataku na Kwaśniaka doszło w 2014 roku, bo Komisja Nadzoru Finansowego "rozzuchwalała przestępców".

Także twórca SKOK-ów Grzegorz Bierecki (od lata związany z PiS i startujący z list tej partii w wyborach) pozwolił sobie na komentarz dotyczący pobicia Kwaśniaka. - Nie jest tak, że bandyta zawsze bije tego dobrego - stwierdził w rozmowie z TVN24.

DOSTĘP PREMIUM