Bez wolnych mediów czeka nas powrót do PRL-u. "Wtedy było Radio Wolna Europa. Nie wiem, co mogłoby je teraz zastąpić"

10 lutego 2021 roku niezależne media otwarcie i solidarnie zaprotestowały przeciwko pomysłom polskiego rządu. - Jak włączyłam TOK FM i usłyszałam komunikaty, to pomyślałam: "wreszcie" - mówi Małgorzata Bielecka-Hołda, dziennikarka z wieloletnim doświadczeniem.
Zobacz wideo

Małgorzata Bielecka-Hołda pracę w mediach zaczęła prawie 30 lat temu. W tym czasie związana była przez lata z lubelską "Gazetą Wyborczą". Gdy w środę rano, jak co dzień, włączyła TOK FM, była zaskoczona. Ale, jak podkreśla, pozytywnie.

- Ucieszyłam się, że jest protest. Wreszcie - mówi w rozmowie z nami. Nie ma wątpliwości, że akcja przypominała początek stanu wojennego. - Wtedy też nagle zniknęło to, co było w telewizji. Dzieci nie obejrzały "Teleranka". Mam nadzieję, że te komunikaty, które się pojawiły w ramach protestu, były po coś; że zrozumiemy, że to nas dotyczy, bo to my zostaniemy bez wolnych mediów - ocenia.

Takiej okazji, by zacząć słuchać, jeszcze nie było! Wszystkie podcasty TOK FM za 1 zł

Na pytanie, co będzie, jeśli niezależnych mediów zabraknie, odpowiada wprost: "Nikt nie napisze, czy nie opowie w telewizji/radiu o aferach związanych z ludźmi władzy czy innych niechlubnych dla rządzących wydarzeniach".

- Będzie tak, jak było w gazetach w PRL-u, praktycznie sama propaganda sukcesu. Wtedy pisano o wielkich sukcesach PZPR czy ludowej gospodarki. Opisywano życie jakby w jakimś innym, wymyślonym świecie - mówi Bielecka-Hołda.

"Kiedyś była Wolna Europa, a teraz co zostanie?"

Małgorzata Bielecka-Hołda przypomina, że w czasach komuny było Radio Wolna Europa. - Wiedzieliśmy, że tam nikt nie kłamie. A dziś? Nie wiem, co mogłoby je zastąpić. Zwyczajny człowiek, który nie jest szczególnie zainteresowany polityką, nie będzie sobie zadawał sobie trudu, by szukać informacji w zagranicznych mediach - uważa dziennikarka.

Nasza rozmówczyni widzi też jeszcze jedno zagrożenie i zasadniczą różnicę między mediami z czasów PRL-u a tymi, które obecnie sprzyjają rządowi. - Wtedy nikt na nas, obywateli, nie szczuł. Audycje, programy, teksty były, jakie były, ale bez mowy nienawiści, jaką mamy dzisiaj - wspomina. I mówi o atakach na "wyznaczonych" wrogów, które regularnie można obserwować w prorządowych mediach.

Tym "wrogiem" byli już choćby uchodźcy czy społeczność LGBT. - Jeśli człowiek ma podane na talerzu tylko określone, często nieprawdziwe treści, to może mu nawet nie przychodzić do głowy, że jest inaczej. Oczywiście, ludzie ze sobą rozmawiają, ale "prawda", którą sączy się do głowy dzień w dzień, może ich, jak sądzę, znieczulać na wszystkie inne informacje - dodaje Bielecka-Hołda.

Ryszard Terlecki o "histerii bogatych mediów przeciw płaceniu podatków". I szlochającej opozycji>>>

DOSTĘP PREMIUM

DOSTĘP PREMIUM