Prof. Matczak: Nie chciałem się fotografować ani podawać ręki "superprofesorowi" Dudzie

- Pan "superprofesor" Andrzej Duda angażował się w działania, które są, moim zdaniem, zaprzeczeniem idei strażnika konstytucji. Więc po prostu nie chciałem się fotografować ani podawać ręki "superprofesorowi" Dudzie po to, żeby to nie zostało to odebrano jako cień akceptacji dla tego, co robił - mówił w TOK FM prof. Marcin Matczak, tłumacząc powody swojej decyzji o nieodbieraniu nominacji z rąk prezydenta.
Zobacz wideo

Decyzją Andrzeja Dudy, Marcin Matczak otrzymał tytuł profesora nauk społecznych w dyscyplinie nauk prawnych. Postanowienie zostało opublikowane w Monitorze Polskim. Prawnik poinformował jednak publicznie, że nominacji z rąk prezydenta nie odbierze. 

"Szczególnie teraz jestem zobowiązany pozostać wierny wartościom, które są bliskie każdemu prawnikowi: wierności Konstytucji i szacunkowi dla prawa. Pana działania w ostatnich latach były, niestety, zaprzeczeniem tych wartości" - czytamy w liście otwartym, jaki do Andrzeja Dudy wystosował prof. Matczak.

W rozmowie z Karoliną Lewicką w TOK FM prawnik powiedział, że list ten zdecydował się napisać z dwóch powodów. Po pierwsze - by sprzeciwić się sytuacji, w jakiej postawieni zostali inni profesorowie, czyli dr hab. Michał Bilewicz, profesor Uniwersytetu Warszawskiego oraz dr hab. Walter Żelazny, profesor Uniwersytetu w Białymstoku. Pierwszy na decyzję o nadaniu tytułu oczekuje od roku. Drugi od blisko dwóch lat. 

Matczak nie krył z tego powodu oburzenia. Wyjaśniał, że zanim decyzję o nominacji profesorskiej wyda prezydent, daną osobę ocenia grono 150 innych profesorów. - Więc jeżeli 150 profesorów ocenia, że profesor Bilewicz czy profesor Żelazny powinni dostać profesurę, a później naprzeciw nich staje jedna osoba, czyli pan prezydent i mówi "nie", to jest sytuacja groźna dla nas wszystkich - stwierdził.

Czytasz? Zacznij SŁUCHAĆ! Teraz możesz zrobić to za 1 zł

Jego zdaniem, z obecnej sytuacji wyjścia powinny być dwa. - Albo profesorowi Żelaznemu i profesorowi Bilewiczowi należy się to, co przyznali im inni profesorowie i wtedy prezydent powinien podpisać tę nominację. A jeżeli prezydent uważa, że z jakiegoś powodu im się to nie należy, to wtedy jest zobowiązany powiedzieć to publicznie. Tymczasem prezydent siedzi cicho. Nie robi nic, a to powoduje, że ci ludzie są zawieszeni w próżni - wyjaśniał gość TOK FM. - Władza w postaci prezydenta jest arbitralna, a praworządność polega na tym, żeby władza nie była arbitralna. My nie wiemy, dlaczego prezydent się [na tę nominację] nie zgadza - podsumował.

Drugi powód, dla którego Matczak zdecydował się napisać list otwarty i nie odbierać wyżej wspomnianej nominacji jest działalność samego prezydenta. - Pan "superprofesor" Andrzej Duda angażował się w działania, które są, moim zdaniem, zaprzeczeniem idei strażnika konstytucji, a on jest strażnikiem konstytucji. Więc ja po prostu nie chciałem się fotografować ani podawać ręki "superprofesorowi" Dudzie po to, żeby to nie zostało to odebrano jako cień akceptacji dla tego, co robił - poinformował gość Karoliny Lewickiej.

- To, że ja napisałem publicznie, że nie pójdę do Pałacu Prezydenckiego, bardzo mocno wybrzmiało w sposób zaskakujący dla mnie. Bo wielu profesorów nie odbiera osobiście nominacji od prezydenta Dudy - mówił dalej Matczak. Podkreślił, że po swoim wystąpieniu otrzymał kilkanaście wiadomości od innych profesorów, którzy także podobnej nominacji nie odebrali, ale poprosili o wysłanie jej pocztą. Jak powiedział gość TOK FM, profesorowie ci zdecydowali się na taki krok z tego samego powodu, co on. 

- Gdyby także powiedzieli o tym głośno, gdyby nasi obywatele usłyszeli, że jest taki ruch społeczny ludzi, którzy otrzymują pewną godność, ale na znak protestu nie chcą jej odebrać, to wtedy może przekonalibyśmy się, że coś jest nie tak z tą całą sytuacją. Ja myślę, że o takich rzeczach należy mówić głośno - podsumował. 

DOSTĘP PREMIUM