Kierowcy Antoniego Macierewicza ukarani dyscyplinarnie. Dzięki uporowi dziennikarzy z Piotrkowa Trybunalskiego

Biuro PiS w Piotrkowie Trybunalskim mieści się w samym centrum miasta. Jak przez lata informowała "Gazeta Piotrkowska", kierowcy Antoniego Macierewicza "parkowali kilka godzin w Rynku, nie wyłączali silników w ciepłe dni, chłodząc się klimatyzacją, poruszali się 'pod prąd' stwarzając przy tym dodatkowe zagrożenie dla innych uczestników ruchu". Walka o ich ukaranie trwała bardzo długo.
Zobacz wideo

Jak informuje "Gazeta Trybunalska", straż miejsca i policja nie reagowały na łamanie przepisów przez kierowców Antoniego Macierewicza. Choć nie były to pojedyncze zdarzenia, tylko powtarzające się regularnie sytuacje. "Wjazd samochodem do centrum Starego Miasta jest zabroniony, o czym wyraźnie informują znaki. (...) Zarządca drogi zezwolił m.in. mieszkańcom, najemcom, właścicielom nieruchomości na wjazd w celu zatrzymania lub postoju na ich terenie. Niestety, pozwolenie to jest nadużywane: w Rynek i odchodzące od niego uliczki wjeżdżają samochody osób wymienionych na tablicy, ale parkują nie na terenie nieruchomości, lecz wokół budynków, gdyż posesje nie mają podwórek, albo są one wykorzystywane w inny sposób. Tak też przez niemal pięć lat postępowali kierowcy Macierewicza. Zdarzało się, że parkowali kilka godzin w Rynku, lub na ulicy Konarskiego. Nie wyłączali silników w ciepłe dni, chłodząc się klimatyzacją, poruszali się 'pod prąd' stwarzając przy tym dodatkowe zagrożenie dla innych uczestników ruchu" - przypomina gazeta.

Co warto podkreślić, choć samochody posła Macierewicza mogły swobodnie i wielokrotnie naruszać przepisy, innych za takie same działania strażnicy miejscy sumiennie karali.

Kiedy dziennikarze dowiedzieli się, że policja nie działa, bo nie może ustalić danych kierowców, którzy wożą Macierewicza, "Gazeta Trybunalska" pytała policjantów, czy trzeba się pomóc, zwracając się do komendanta głównego, premiera, CBŚ czy może detektywa Rutkowskiego... Po takiej propozycji policja zadziałała.

Dziennikarze dowiedzieli się, że sprawa trafiła do Żandarmerii Wojskowej - sami zaczęli monitować, jak ŻW zajmuje się problemem łamania przepisów przez kierowców Antoniego Macierewicza. I otrzymali wyjaśnienia od komendanta Oddziału Specjalnego Żandarmerii Wojskowej w Warszawie, który podziękował - w przesłanym do redakcji piśnie - za opisanie wykroczeń. Przyznał też, że kierowcy "naruszyli dyscyplinę wojskową w czasie wykonywania zadań służbowych".

I co najważniejsze, mieli za to zostać "ukarani dyscyplinarnie".

DOSTĘP PREMIUM