Piotr Ikonowicz, raczej kandydat na RPO. "Dla obozu rządzącego moja kandydatura jest kompromisem"

- Oni prywatnie mnie bardzo cenią, ale wszystko zależy od prezesa - tak Piotr Ikonowicz mówi o szansach na poparcie jego kandydatury na Rzecznika Praw Obywatelskich. Pytany, czy można go już przedstawiać jako oficjalnego kandydata na to stanowisko, odpowiedział: Raczej tak.
Zobacz wideo

Parlament już trzykrotnie próbował wybrać następcę Adama Bodnara na stanowisku RPO. Dwukrotnie jedyną kandydatką była mec. Zuzanna Rudzińska-Bluszcz, która była wspólną kandydatką KO, Lewicy i Polski 2050 Szymona Hołowni, nie uzyskała ona jednak poparcia Sejmu. Za trzecim razem Sejm powołał na RPO kandydata PiS, wiceszefa MSZ Piotra Wawrzyka, jednak Senat nie wyraził na tę kandydaturę zgody.

W środę, z kolei, Trybunał Julii Przyłębskiej ma stwierdzić, czy zgodne z konstytucją jest pozostawanie na stanowisku Adama Bodnara, którego kadencja skończyła się we wrześniu ubiegłego roku. 

O tym, że Piotr Ikonowicz z Ruchu Sprawiedliwości Społecznej i Kancelarii Sprawiedliwości Społecznej przyznał może być kolejnym kandydatem na RPO, politycy lewicy mówią od pewnego czasu. Dziś w rozmowie z Agnieszką Lichnerowicz przyznał, że "raczej" tym kandydatem jest.

- Z punktu widzenia obozu rządzącego moja kandydatura jest kompromisem, bo oni prywatnie mnie bardzo cenią, ale wszystko zależy od prezesa - przyznał gość audycji "Światopodgląd". Zastrzegł jednocześnie, że Adama Bodnara, obecnego RPO, uważa za najlepszego spośród dotychczasowych rzeczników i w związku z tym "przedłużanie tej kadencji nie jest dla nas niekorzystne". Jako zasługę oddał mu włączenie do katalogu praw, o które należy walczyć, również prawa socjalne. 

"Jarosław Kaczyński mi odpisał"

Pytany, jak ocenia swoje szanse na uzyskanie poparcia Zjednoczonej Prawicy, przywołał sytuację z przeszłości - a konkretnie z początku rzecznikowania Adama Bodnara. - Mówiło się o jego odwołaniu i wtedy wystosowałem list do Jarosława Kaczyńskiego, powołując się na wspólną opozycyjną przeszłość, w którym prosiłem, by nie odwoływał Bodnara ze stanowiska. Dostałem odpowiedź listowną, że go nie odwoła - i nie odwołał - opowiadał Ikonowicz.

Stwierdził, że jego kandydatura gwarantuje, że rzecznik nie zapisze się do żadnego z dwóch zwalczających się obozów politycznych, ponieważ on reprezentuje trzecią stronę - zwykłych ludzi, o których losie niewiele się rozmawia. - A obóz rządzący chce uniknąć sytuacji, że osoba na tym urzędzie wykorzysta go jako stanowisko ogniowe do strzelania w rząd i w PiS, że będzie to osoba zaangażowana w konflikt polityczny - stwierdził Ikonowicz. I zapowiedział, że przed głosowaniem w Sejmie będzie apelował do parlamentarzystów, by kierowali się sercem.

Agnieszka Lichnerowicz przywoływała listę spraw, którymi Ikonowicz, zgodnie z deklaracjami na jego koncie facebookowym, chciałby się zajmować. Są wśród nich kwestie leczenia więźniów, którzy "nawet na bóle rakowe dostają apap", zasiłku z powodu trwałej niezdolności do pracy, który wynosi 645 zł i każe wielu ludziom w Polsce żyć w nędzy, czy sprawy pracowników, którzy nie otrzymują wynagrodzeń za swoją pracę. 

Pytany, dlaczego na tej liście jako priorytet wynosi biedę, a nie np. prawa mniejszości, odpowiedział, że chciałby poruszać sprawy, o których media milczą. - O biedzie mówi się gdzieś tam chyłkiem. Uważa się, że większość społeczeństwa jest zamożna, że biedę cierpi jakaś mała grupka. A biedna jest większość ludzi pracy w Polsce, bo nie są w stanie oszczędzić na czarną godzinę. Gdzie byśmy nie spojrzeli, ta bieda jest spychana - wskazywał. 

Przypominał również, że gdy szły pierwsze marsze równości, w których uczestniczyło 100-200 zalęknionych osób, on jako jedyny parlamentarzysta maszerował wśród nich. - Ale boję się, że walka o prawa człowieka została okrojona i zredukowana do modnych kwestii - dodał. 

DOSTĘP PREMIUM