Wróblewski na RPO. Kto go poprze? "Lidia Staroń nie ma w tym żadnego interesu, bo sama chce być Rzecznikiem"

- Bartłomiej Wróblewski jest o wiele poważniejszym kandydatem na Rzecznika Praw Obywatelskich niż Piotr Wawrzyk, ale wciąż nie daje gwarancji zwycięstwa - mówi nam Andrzej Stankiewicz, zastępca redaktora naczelnego Onet.pl. Zwraca uwagę, że nawet jeśli kandydata PiS poprze Jan Libicki PSL, to kilku głosów i tak mu brakuje. Lidia Staroń? - Ona sama chce być RPO i nie ma interesu w głosowaniu za Wróblewskim - podkreśla Stankiewicz.
Zobacz wideo

Prawo i Sprawiedliwość robi kolejne podejście do wyboru Rzecznika Praw Obywatelskich. Po tym, jak nie udało się przeforsować w Senacie kandydatury wiceszefa MSZ Piotra Wawrzyka, partia rządząca ma postawić na kolejnego polityka - wprost ze swych szeregów - posła Bartłomieja Wróblewskiego, członka PiS od 2013 roku.

Oficjalnego wniosku wciąż w tej sprawie nie ma. We wtorek wieczorem informację podało RMF FM, a za rozgłośnią inne media. Z drugiej strony wicemarszałek Sejmu Ryszard Terlecki spekulacji nie przecina, a wprost przeciwnie. Zapytany przez dziennikarzy o tę sprawę przyznaje, że "dużo wskazuje na to", iż kandydatem PiS będzie właśnie Wróblewski. Dopytywany, dlaczego - odpowiada: "Bo ma odpowiednie kompetencje".

Wróblewski specjalizuje się w prawie konstytucyjnym. Jest doktorem nauk prawnych, absolwentem prawa Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu. W Sejmie zasiada już drugą kadencję (od 2015 roku), choć swoich sił próbował już wcześniej - w 2011 roku startował na senatora jeszcze jako kandydat bezpartyjny (ale z ramienia PiS). Mandatu nie zdobył, a dwa lata później oficjalnie wstąpił do partii.

Wróblewski nie jest anonimową postacią. Bo nawet jeśli ktoś nie interesuje się bieżącą polityką ponadprzeciętnie, to na pewno wielokrotnie słyszał o orzeczeniu Trybunału Konstytucyjnego Julii Przyłębskiej z 22 października ws. aborcji i o protestach ulicznych, które wyrok ten spowodował. To właśnie Wróblewski stanął na czele grupy 119 posłów Prawa i Sprawiedliwości, którzy wniosek w tej sprawie złożyli do TK. Niejeden zresztą. Pierwszy taki wniosek się przedawnił, a TK nie wydał wyroku. Drugi Wróblewski złożył pod koniec 2019 roku. "Nie odpuszczamy!" - pisał wówczas na Twitterze.

To ultrakonserwatywny polityk, który nigdy nie krył swoich poglądów. W swoim regionie miał i ma dość wysoką pozycję. W 2016 roku został wybrany na wiceprezesa PiS w okręgu poznańskim, a lokalne media plasowały go wśród najaktywniejszych posłów regionu.

W zeszłym roku było o nim głośno nie tylko ze względu na wniosek do TK, ale też na sprzeciw wobec słynnej "piątki dla zwierząt". Wróblewski opowiadał się zdecydowanie przeciwko tej inicjatywie i wraz z grupą posłów PiS nie poparł jej w głosowaniu, za co był czasowo zawieszony.

Partyjny kandydat wsparty przez senatora PSL?

Wysunięcie przez PiS kandydatury Wróblewskiego zelektryzowało opozycję, środowiska kobiece i wielu komentatorów. Po pierwsze dlatego, że to polityk PiS - istnieje zatem daleko idąca obawa, że jako Rzecznik Praw Obywatelskich nie będzie wykazywał się niezależnością wobec swej partii-matki. Po drugie, trudno też przypuszczać, by swoje ultrakonserwatywne poglądy potrafił odstawić na bok.

Od rana czytamy zatem komentarze o tym, że PiS - decydując się na taki krok - pokazuje, że "nie ma żadnych hamulców" albo że "urządza konkurs na najbardziej antyobywatelskiego rzecznika".

Wypominane Wróblewskiemu jest także wsparcie finansowe, jakiego udzielił narodowcom w kupnie "patriotycznego" autokaru, którym mogli przyjechać do Warszawy na marsz. 

Ale czy Wróblewski ma w ogóle szanse, by zostać Rzecznikiem Praw Obywatelskich? Pamiętamy bowiem, że do objęcia tej funkcji potrzebne jest nie tylko poparcie Sejmu, ale też Senatu, gdzie Prawo i Sprawiedliwość większości nie ma.

Jeszcze kilkanaście godzin temu większość komentatorów oceniała raczej zgodnie, że szanse są małe. Jeśli nie udało się przeciągnąć nikogo z opozycji przy okazji głosowania nad kandydaturą Piotra Wawrzyka - teraz będzie podobnie. Zmieniło się wszystko, gdy możliwe poparcie dla Wróblewskiego zadeklarował Jan Libicki, senator Polskiego Stronnictwa Ludowego.

"Skoro zostałem wywołany do tablicy to informuję że skłaniam się do poparcia posła Wróblewskiego. Myślę że dla wszystkich którzy mnie znają nie jest to specjalne zaskoczenie" - napisał na Twitterze. I po tej deklaracji pewność co do "niewybieralności" Wróblewskiego zdecydowanie osłabła.

Zastępca redaktora naczelnego Onet.pl Andrzej Stankiewicz przekonuje, że cała sprawa z senatorem PSL na pewno nie jest dogadana. - Nie było rozmów z Libickim, bo Libicki nie rozmawia z Prawem i Sprawiedliwością - stwierdza. - Natomiast jest w PiS takie myślenie, że jeżeli zaproponujemy kandydaturę Wróblewskiego, który jest z kręgu towarzysko-politycznego rodziny Libickich z Poznania, to senator będzie w trudnej sytuacji i w końcu będzie musiał go poprzeć - dodaje.

W samym PSL-u deklaracja Libickiego też wzbudziła poruszenie. O ile niektórzy politycy dają senatorowi wolną rękę, tak ścisłe kierownictwo będzie raczej wywierać presję, by Wróblewskiego nie wspierać. - Liczymy na to, że senator Libicki nie poprze tej kandydatury, która jest kandydaturą partyjną, polityczną, nie gwarantuje niezależności tego urzędu i że uda się ją zablokować - mówi wprost Miłosz Motyka, rzecznik ludowców.

Redaktor Stankiewicz zwraca uwagę, że Libicki jest dość niezależnym senatorem, ale do jakiegoś stopnia musi kierować się partyjną logiką. Aby być gdzieś po środku całego sporu, może zatem wstrzymać się od głosu albo po prostu nie przyjść na głosowanie.

Co zrobi Lidia Staroń? "Sprawa nie jest rozstrzygnięta"

Ale nawet gdyby przyszedł i poparł polityka PiS, nie oznacza to wcale, że Wróblewski miałby stanowisko RPO w kieszeni. Wszyscy senatorowie PiS łącznie z Libickim to 49 głosów - czyli co najmniej o dwa za mało. 

Część komentatorów zakłada z góry, że wsparcia Wróblewskiemu udzieli Lidia Staroń, senator niezależna, która niejednokrotnie wspierała PiS i głosowała tak, jak politycy tej partii. Zdaniem redaktora Stankiewicza, sprawa nie jest rozstrzygnięta. - Lidia Staroń nie poparła Piotra Wawrzyka i wcale nie musi poprzeć Bartłomieja Wróblewskiego, dlatego że ona sama chce być Rzecznikiem Praw Obywatelskich i liczy na to, że w obliczu klinczu w parlamencie, to właśnie ona będzie osobą do zaakceptowania zarówno dla PO i PiS - mówi wicenaczelny Onetu, przypominając, że w przeszłości Staroń była członkiem Platformy Obywatelskiej. Nie był to wcale krótki incydent, bo trwał 10 lat. Obecna senator wstąpiła do PO w roku 2005, trzykrotnie była posłanką tej formacji, wystąpiła w roku 2015, bo zabrakło dla niej miejsca na listach wyborczych w Olsztynie.

- W związku z tym Staroń w poparciu Wróblewskiego nie ma żadnego interesu - podkreśla nasz rozmówca. 

Poważniejszy, ale niepewny kandydat

Według redaktora Stankiewicza Bartłomiej Wróblewski jest "poważniejszym" kandydatem na RPO niż Piotr Wawrzyk, ale wciąż nie daje gwarancji zwycięstwa w Senacie. Mało tego, w opinii publicysty, problem może pojawić się także wewnątrz samej Zjednoczonej Prawicy. - On jest naprawdę dość radykalny jeśli chodzi o poglądy. W Prawie i Sprawiedliwości poprą go, jeśli taka będzie wola Jarosława Kaczyńskiego. Solidarna Polska pewnie też go poprze, ale nie jestem przekonany, by wszyscy posłowie od Jarosława Gowina chcieli to zrobić - mówi Stankiewicz.  

Przekonuje także, że Prawo i Sprawiedliwość samo nie jest pewne kandydatury Wróblewskiego, bo gdyby było, nie przekładałoby zaplanowanego na środę posiedzenia Trybunału Konstytucyjnego w sprawie kadencji Rzecznika Praw Obywatelskich. Chodzi o przepis, umożliwiający Adamowi Bodnarowi działanie do chwili powołania jego następcy. TK odwoływał posiedzenie w tej sprawie już osiem razy, następny termin to 25 marca. - Gdyby Prawo i Sprawiedliwość miało gwarancję, że Wróblewski jest dobrym kandydatem i zostanie wybrany, to Trybunał bez przekładania uznałby, że Bodnar nie może pełnić swoich obowiązków, a potem szybko przeprowadzono by przez Sejm i Senat kandydaturę Wróblewskiego - komentuje nasz rozmówca.

Wróblewski. Podejście drugie

Przypomnijmy, że nazwisko Bartłomieja Wróblewskiego w kontekście nowego RPO pada nie pierwszy raz. Media pisały o jego możliwej kandydaturze już w lipcu. PiS miał się wycofać z tego pomysłu w obawie przed tym, że za bardzo rozjuszy on opinię publiczną i sprowokuje protesty (głównie kobiet) na ulicach.

- Pojawił się też wtedy kłopot jego niesterowalności w sprawach światopoglądowych. PiS jest oczywiście partią konserwatywną, a Jarosław Kaczyński jest konserwatywnym politykiem. Ale Kaczyński jest w stanie odłożyć na bok swoje przekonania, jeśli sytuacja polityczna tego wymaga, natomiast Wróblewski nie i pod tym względem jest politykiem do jakiegoś stopnia niesterowalnym – mówi redaktor Stankiewicz.

- Jeżeli dziś PiS znów stawia na Wróblewskiego, to jest to po prostu przejaw desperacji i liczenie na to, że przy jakichś warunkach uda się tę kandydaturę "przepchnąć". (…) To wszystko rozgrywa się na pojedynczych głosach, więc wszystko jest możliwe. Ktoś może nie przyjść albo się nie połączyć. Może ktoś kogoś jednak przekupi, jak w przypadku Wojciecha Kałuży z sejmiku na Śląsku. Ale jeśli nie będzie żadnej zmiany politycznej w Senacie, to jestem sceptyczny i uważam, ze Bartłomiej Wróblewski raczej nie zostanie wybrany na Rzecznika Praw Obywatelskich - podsumowuje nasz rozmówca.

DOSTĘP PREMIUM