Jacek Międlar z dziennikarską legitymacją. Szef SDP Krzysztof Skowroński zabrał głos: "Nie zauważyłem"

Były ksiądz, od lat związany ze środowiskiem narodowców Jacek Międlar został przyjęty do Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich. Szef tej organizacji - Krzysztof Skowroński - tłumaczy, że nie zauważył, pod czyją legitymacją się podpisał.
Zobacz wideo

Jacek Międlar sam pochwalił się przyjęciem do Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich. "Miło mi, dziękuję za docenienie i zaufanie" - napisał na Twitterze. I dołączył zdjęcie legitymacji SDP z podpisem prezesa organizacji Krzysztofa Skowrońskiego.

"SDP nie mogło upaść niżej.  Życzę SDP-owi, żeby Międlar trafił teraz do władz Stowarzyszenia. Należy się to wam" - napisał redaktor naczelny portalu Bartosz Węglarczyk.

Głos zabrał też szef SDP, która od kilku lat jest organizacją skupiającą głównie przedstawicieli mediów, które sprzyjają obecnej władzy.

Krzysztof Skowroński poinformował, także na Twitterze, że nie zauważył tego, iż podpisuje legitymację dla Jacka Międlara.

"Procedura przyjmowania do SDP jest kompetencją oddziałów stowarzyszenia. Podpis prezesa jest formalnością. Podpisując kilkanaście legitymacji, tej Jacka Międlara nie zauważyłem. Jacek Międlar nie spełnia warunków Kodeksu Etyki Dziennikarskiej i nie powinien być członkiem SDP" - napisał.

Jacek Międlar i jego kontrowersyjne wypowiedzi

Jacek Międlar jeszcze jako ksiądz dał się poznać z radykalnych wypowiedzi podczas imprez, manifestacji środowisk narodowych. Także podczas mszy dawał dowody swoich radykalnych poglądów.

Podczas nabożeństwa z okazji 82-lecia ONR-u, którą zorganizowano w Białymstoku, mówił m.in. "Zero tolerancji dla ogarniętej nowotworem złośliwym Polski i Polaków. Zero tolerancji dla tego nowotworu. Ten nowotwór wymaga chemioterapii (...) i tą chemioterapią jest bezkompromisowy narodowo-katolicki radykalizm". Padły też słowa o "żydowskim motłochu" .

Ale prokuratura nie dopatrzyła się w tej sprawie złamania prawa. Zdaniem białostockich prokuratorów nie doszło do "publicznego nawoływania do nienawiści na tle różnic narodowościowych, etnicznych, rasowych, wyznaniowych albo ze względu na bezwyznaniowość oraz publicznego znieważania z tego powodu grupy ludności". Uznano, że "duchowny w swoim kazaniu odwoływał się do treści historycznych i Biblii, wskazując negatywne przykłady zachowania przedstawicieli społeczności żydowskiej z czasów niewoli egipskiej, odnosząc je ogólnie do czasów współczesnych i bez piętnowania konkretnych narodowości oraz wywodząc na tej podstawie wzory postępowania".

Jacek Międlar we wrześniu 2016 wystąpił ze Zgromadzenia Księży Misjonarzy. I zajął się publikacjami m.in. w portalu wPrawo.pl (jest redaktorem naczelnym), pisaniem książek. Jest też jednym z organizatorów marszów narodowców we Wrocławiu, które odbywają się 11 listopada. Regularnie dochodzi na nich do starć uczestników z policją.

W lutym 2018 roku sąd II instancji utrzymał wyrok skazujący byłego księdza na karę pół roku ograniczenia wolności polegającą na obowiązku nieodpłatnej pracy na cele społeczne za wpis na Twitterze. Sądy uznały, że Jacek Międlar dopuścił się zniewagi posłanki Joanny Scheuring-Wielgus.

DOSTĘP PREMIUM