Telewizja Kurskiego, czyli "kluczyki do tego auta ma tylko jeden człowiek". Opowiada były dyrektor TVP1

- Struktura tej firmy została całkowicie przeorana. Kluczyki do tego auta ma tylko jeden człowiek - tak o kierowaniu Telewizją Polską przez Jacka Kurskiego mówił Jan Pawlicki, były dyrektor TVP1. W rozmowie z Grzegorzem Sroczyńskim przyznaje, że odszedł ze spółki m.in. ze względu na niemożnośc działania. - Okazało się, że są potrzebne młotki do wbijania gwoździ, a nie ludzie, którzy mają zgłaszać swoje propozycje - stwierdził.
Zobacz wideo

"PiS wprawdzie nie zrobił nic nowego. Wykorzystał istniejące od początku III RP mechanizmy politycznej kontroli nad mediami publicznymi, ale uczynił to na tyle bezczelnie i brutalnie, że stworzył prawdziwego golema postprawdy, który… ubezwłasnowolnił swoich patronów" - tak o zarządzaniu mediami publicznymi przez Prawo i Sprawiedliwość napisał niedawno Jan Pawlicki, scenarzysta, producent i były dyrektor TVP1.

W tekście "Co po Kurskim? Konserwatywny pomysł na odbudowę TVP", który ukazał się na stronie Klubu Jagiellońskiego, Pawlicki opisał swoje propozycje na zmiany w mediach publicznych, a w rozmowie z Grzegorzem Sroczyński w audycji "Świat się chwieje" w TOK FM opowiadał m.in. o własnych doświadczeniach pracy w TVP.

"Czy mi się ulało? Myślę, że tak"

- Co się stało, że tak się panu ulało? - zapytał na wstępie Sroczyński, bo cytowany artykuł jest pełen krytycznych ocen wobec zarządców Telewizji Polskiej. 

- Rzeczywistość dopisała bardzo szybko puentę do tego mojego tekstu, bo tuż po nim mieliśmy historię ze słynnym materiałem "Wiadomości", w którym przypuszczono bezpardonowy atak na Pawła Borysa, szefa Polskiego Funduszu Rozwoju. Zarówno premier, jak i prezydent odnieśli się do tego materiału w swoich mediach społecznościowych, odpierając ten atak, co chyba dobrze obrazuje tę tezę o golemie postprawdy, który trochę wymknął się swoim twórcom spod kontroli - powiedział Pawlicki w TOK FM. - Czy mi się ulało? Myślę, że tak - dodał.

Słuchaj całej rozmowy!

Pawlicki przekonywał, że pomysły na zmiany w zarządzaniu Telewizją Publiczną zbierał od lat i chciał je wcielać w życie. Jacek Kurski zaprosił go do współpracy na samym początku 2016 roku. Został dyrektorem TVP1. 

W rozmowie z Grzegorzem Sroczyńskim przyznał, że wierzył w to, że media mogą być inne - bardziej pluralistyczne - i wierzył, że Prawo i Sprawiedliwość na poważnie zajmie się tym tematem. Wszak głębokie zmiany zapowiadało szereg prominentnych polityków tej partii. - Czy naiwnością było w to wierzyć? Być może - powiedział Sroczyńskiemu.

Wydawało mu się, jak mówił dalej, że jako dziennikarz i specjalista od mediów zostaje zaproszony przez decydentów po to, by na pewnym odcinku owe media usprawnić i nimi zarządzać. - Okazało się to zupełnie niemożliwe. (...) Okazało się, że są potrzebne młotki do wbijania gwoździ, a nie ludzie, którzy mają zgłaszać swoje propozycje, które potem będą miały jakiś pozytywny oddźwięk - stwierdził.

Pawlicki przypomniał, że pracował na kierowniczym stanowisku w TVP także za czasów tzw. pierwszego PiS-u, w latach 2007-2008, kiedy prezesem zarządu był Andrzej Urbański. Wtedy, jak mówił, sposób zarządzania telewizją był zupełnie inny. 

"Spętanie rąk i nóg jest słabym pomysłem"

Ze stanowiskiem dyrektora TVP1 Pawlicki rozstał się po ponad pół roku (w lipcu 2016). Pytany przez Sroczyńskiego o powody, powiedział: "Nie chcę wchodzić w szczegóły relacji między pracownikiem a pracodawcą. To się przez dłuższy czas kumulowało. Ale niemożność działania z mojej strony okazała się decydująca". - Spętanie rąk i nóg dyrektorom czy szefom redakcji, których się zatrudnia, jest dosyć słabym pomysłem - nadmienił.

Mówiąc o owym spętaniu wspomniał m.in. o odebraniu pełnomocnictw finansowych dyrektorom anten (w tym także jemu). Gość TOK FM przypomniał, że za czasów wszystkich poprzednich prezesów TVP dyrektorzy mogli (w różnym stopniu, ale jednak) decydować o budżetach swoich anten. - Tu się okazało, że było to ograniczane, a później zniknęło całkowicie - wspominał. 

- Tak się nie da zarządzać firmą medialną. To znaczy, jak widać, się da, bo ta firma dalej funkcjonuje, dzięki gigantycznej kroplówce państwowej, ale na dłuższą metę to jest niemożliwe, jeśli się poważnie traktuje swoje obowiązki - skomentował.

Teraz, jak powiedział, dyrektorzy anten w TVP dalej nie mają pieniędzy w rękach, a o wszystkim decyduje jedna osoba - Jacek Kurski. 

- Struktura tej firmy została całkowicie przeorana. (…) I tu właśnie diabeł tkwi w szczegółach, poza oczywiście polityką i tym, że decyduje o wszystkim osoba, która tylko deklaratywnie jest poza polityką, a de facto jest uczestnikiem tego systemu i tej struktury partyjnej - powiedział Pawlicki.

DOSTĘP PREMIUM