NIK Mariana Banasia ma dowody, by postawić premiera przed Trybunałem Stanu. Czemu Izba nie robi z nich użytku?

Najwyższa Izba Kontroli, którą kieruje Marian Banaś, ma dowody, za które można byłoby postawić premiera Morawieckiego przed Trybunałem Stanu - ustalił Onet. Chodzi o organizację słynnych wyborów kopertowych, które się nie odbyły.
Zobacz wideo

PiS chciał, żeby 10 maja ubiegłego roku odbyły się wybory prezydenckie. W czasie pierwszej fali koronawirusa miały się odbyć korespondencyjnie. Choć przepisów regulujących przeprowadzenie takiego głosowania nie było, to w kwietniu 2020 roku Poczta Polska zaczęła szykować się do głosowania. Firmie przekazano ponad 70 mln złotych na te działania (działania koordynował wicepremier-minister aktywów Jacek Sasin). M.in. wydrukowano karty do głosowania.

Ostatecznie, głównie za sprawą sprzeciwu Jarosława Gowina, do głosowania nie doszło.

Przygotowaniom do wyborów, których nie było, przyjrzała się Najwyższa Izba Kontroli. Raport w tej sprawie ma być opublikowany za tydzień. Dziś Onet publikuje informacje na temat ustaleń kontrolerów. "Onet poznał dokumenty opisujące kulisy jednej z najbardziej elektryzujących operacji politycznych ostatnich lat, czyli nieudanej organizacji tzw. wyborów kopertowych na urząd prezydenta RP w maju ub.r." - czytamy. Z ustaleń portalu wynika, że najważniejsze role przy organizacji wyborów, których nie było, odgrywali Mateusz Morawiecki i Michał Dworczyk.

Jak premier Morawiecki "podkładek" potrzebował

Z dzisiejszej publikacji wynika, że do szefa Kancelarii Prezesa Rady Ministrów między 11 a 13 kwietnia do szefa KPRM trafiły "dwie nieformalne analizy prawne". Pierwszą przygotowała Magdalena Przybysz, "do niedawna szefowej departamentu prawnego KPRM, drugą napisał Mariusz Haładyj, prezes Prokuratorii Generalnej, odpowiedzialnej za dbanie o interes prawny Rzeczypospolitej i Skarbu Państwa". Opinia Przybysz była "miażdżąca dla zamierzeń obozu rządzącego i nie pozostawia żadnych złudzeń co do legalności całej operacji". Ekspertka stwierdziła m.in., że premier nie może nakazać Pocznie Polskiej organizowania wyborów. Jeśli podejmie taką decyzję, "to musi liczyć się z odpowiedzialnością karną, odpowiedzialnością przed Trybunałem Stanu, upadkiem rządu i osobistą odpowiedzialnością finansową".

Po otrzymaniu obu krytycznych opinii 14 kwietnia 2020 roku premier i szef jego kancelarii wzięli udział w naradzie liderów Prawa i Sprawiedliwości z udziałem Jarosława Kaczyńskiego. Jak wynika z ustaleń Onetu, Morawiecki przedstawił wątpliwości prawników. A dwa dni później... na zamówienie Kancelarii Premiera pojawia się analiza, która znacząco różniła się od wcześniejszych. Krzysztof Wąsowski z Akademii Sztuki Wojennej stwierdził w niej, że premier Morawiecki może wydać Poczcie Polskiej nakaz organizacji wyborów. I na podstawie tej opinii zdecydowano o rozpoczęciu przygotowań przez pocztę.

"Trudno nie odnieść wrażenia, czytając dokumenty NIK, że premierowi chodziło o zdobycie prawnych podkładek uzasadniających wydanie decyzji z 16 kwietnia oraz o zabezpieczenie się na wypadek, gdyby szukano winnych organizacji nieudanych wyborów. Już 11 maja ub.r. spływa do Kancelarii Premiera pięć zewnętrznych opinii prawnych, które dowodzą, że Morawiecki mógł wydać polecenie Poczcie Polskiej" - informuje Onet.

W dzisiejszej publikacji zwrócono uwagę, że Najwyższa Izba Kontroli, którą kieruje związany przez lata z obozem rządzącym Marian Banaś, "nie formułuje poważnych wniosków mając w rękach wyjątkowy materiał obciążający najważniejszych polityków w państwie". W dokumentacji ma się znajdować zapis, że  "mając na uwadze fakt, że działania objęte kontrolą dotyczyły sytuacji ekstraordynaryjnej, która ma znikome szanse na powtórzenie się, NIK odstępuje od formułowania wniosków pokontrolnych w zakresie nieprawidłowości przedstawionych w niniejszym wystąpieniu".

DOSTĘP PREMIUM