"Słabość opozycji doprowadzi do reelekcji PiS-u". Prof. Mieńkowska-Norkiene o tym, kto zyskał, a kto stracił

Koalicja Obywatelska została złapana w pułapkę, pokazała swoją słabość, a Lewica postawiła na swoim, tylko zaryzykowała przy tym bardzo dużo. Do tego nie uświadamia sobie, że została przez PiS ograna - tak wtorkowe głosowanie w Sejmie podsumowała na antenie TOK FM prof. Renata Mieńkowska-Norkiene. Dodała też, że w Polsce może ziścić się wariant węgierski, czyli słabość opozycji doprowadzi do reelekcji PiS-u.
Zobacz wideo

Sejmowa debata nad Funduszem Odbudowy i Krajowym Planem Odbudowy pełna była osobistych przytyków i wzajemnych wyrzutów. I to nie tylko pomiędzy PiS-em a opozycją, ale też wewnątrz opozycji, a w szczególności pomiędzy Lewicą, która zagłosowała "za", a Koalicją Obywatelską, która ostatecznie wstrzymała się od głosu. Jak oceniała w TOK FM politolożka profesor Renata Mieńkowska-Norkiene, Koalicja Obywatelska nie ugrała w całej tej sprawie nic, a straciła bardzo dużo. - Została złapana w pułapkę - stwierdziła. 

Politolożka podkreślała, że KO mogło albo zagłosować przeciwko olbrzymim pieniądzom z Unii Europejskiej, albo za tym, żeby tymi pieniącymi de facto dysponowało PiS. Jak dodała, wynik głosowania postawił w jednym rzędzie Koalicję Obywatelską i Zbigniewa Ziobrę, choć w rzeczywistości po tej samej stronie nie stali. - Na pewno zyskało PiS, ponieważ zyskało to, czego chciało, czyli ogromne pieniądze z Unii Europejskiej - stwierdziła profesor.

- Lewica chciała zyskać większą rozpoznawalność, chciała, żeby więcej się o niej mówiło i chciała zabezpieczyć sobie przekroczenie progu wyborczego w nadchodzących wyborach. A na pewno chciała w tej chwili pokazać, że nie jest tylko podnóżkiem KO, nie musi bać się o to, czy rozpłynie się w jakimś niebycie - mówiła dalej. 

Profesor oceniała, że Lewica chciała również zaznaczyć to, że pozycjonuje się inaczej niż Hołownia i Koalicja Obywatelska. - Teraz się dookreślili, ale moim zdaniem zrobili to (...) w sposób, który jest bardzo niebezpieczny. Do wyborów może się jeszcze bardzo wiele wydarzyć. Obstawiam, że Lewica nie zyska tylu punktów, ile chce. Nadal będzie balansować na granicy przekroczenia progu wyborczego - przewidywała. Gorzkich słów nie szczędziła też jednak drugiej opozycyjnej partii.

- Cała ta sytuacja pokazała słabość Platformy Obywatelskiej i słabość Koalicji Obywatelskiej. To była żadna tajemnica i wcześniej, że jest kiepsko, tylko wcześniej dotyczyło to bardziej tego jak KO ma się wobec Hołowni i jego wzrostu poparcia - zauważała. Jak stwierdziła, teraz słabość uwidoczniła się na linii KO-Lewica. - KO zachowywała się trochę tak, jakby była warta na scenie politycznie znacznie więcej niż jest w istocie warta. Lewica natomiast zdecydowanie parła ku wyodrębnieniu się i pokazaniu, że ona coś może na tej scenie znaczyć - oceniła. 

Jak mówiła dalej, PO z Lewicą powinna dogadać się już dawno. - Myślę, że Borys Budka jest po prostu słabym liderem, słabo orientuje się w tym, kto jest jego wrogiem, a kto jest sojusznikiem - oceniała. - To zresztą jest wariant węgierski, tylko w trochę innym kontekście. To znaczy słabość opozycji prawdopodobnie doprowadzi do reelekcji PiS-u - stwierdziła. I podsumowała, że Lewica nie rozumie istotnej kwestii, czyli tego, że została przez PiS ograna, a do tego wszystkiego dopuściła przez swoją słabość Koalicja Obywatelska. 

DOSTĘP PREMIUM