NIK ujawnia raport ws. wyborów kopertowych. Premier przekroczył swoje uprawnienia. Są zawiadomienia do prokuratury

Premier Mateusz Morawiecki nie mógł zlecić Poczcie Polskiej organizowania wyborów - wynika z raportu Najwyższej Izby Kontroli. Chodzi o wybory prezydenckie, do których miało dojść 10 maja ubiegłego roku. NIK skierowała do prokuratury doniesienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa dot. Poczty Polskiej i Państwowej Wytwórni Papierów Wartościowych.
Zobacz wideo

W maju ubiegłego roku, w czasie pierwszej fali koronawirusa, PiS chciał, by wybory prezydenckie odbyły się korespondencyjnie. Choć przepisów regulujących przeprowadzenie takiego głosowania nie było, to w kwietniu 2020 roku Poczta Polska zaczęła szykować się do głosowania. Firmie przekazano ponad 70 mln złotych na te działania, a koordynował je wicepremier-minister aktywów Jacek Sasin. Wydrukowano karty do głosowania. Do wyborów jednak nie doszło, głównie za sprawą sprzeciwu Jarosława Gowina.

Przygotowaniom do tych wyborów przyjrzała się Najwyższa Izba Kontroli. Z opublikowanego dziś raportu wynika, że premier nie mógł zlecić Poczcie Polskiej organizowania wyborów.

- NIK negatywnie oceniła proces przygotowania wyborów. W okresie od 16 kwietnia, czyli od podpisania decyzji o wyborach przez premiera, jedyną instytucją uprawnioną do ich organizowania była PKW - powiedział Marian Banaś.

Kontrolerzy NIK stwierdzili, że nie było podstaw prawnych do tego, żeby prezes Rady Ministrów wydawał jakiekolwiek polecenia Poczcie Polskiej i Państwowej Wytwórni Papierów Wartościowych, związane z wykonaniem i realizacją wyborów prezydenckich 10 maja 2020 roku. NIK stwierdziła również, że Poczta Polska naruszyła przepisy o RODO.

- NIK skierowała do prokuratury zawiadomienia o podejrzeniu popełnienia przestępstwa, w związku z organizacją wyborów przez zarządy Poczty Polskiej i Polskiej Wytwórni Papierów Wartościowych. Będą analizowane stanowiska otrzymane od Ministerstwa Aktywów Państwowych, Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji oraz Kancelarii Prezesa Rady Ministrów - oświadczył Banaś.

Zapytany, czy szef rządu złamał prawo, Marian Banaś odpowiedział unikiem. - Premier nie miał podstaw prawnych do polecenia organizacji wyborów - stwierdził.

Pośpiech w przygotowaniu wyborów i brak szacunków, ile będą kosztowały

- Decyzje o przygotowaniu "wyborów kopertowych" były wydawane bardzo szybko, bez jakiejkolwiek analizy, ile to będzie kosztowało - powiedział w czwartek prezes Najwyższej Izby Kontroli Mariana Banaś. Dodał, że w czasie kontroli zapytano KPRM, czy przed wydaniem takich decyzji były robione jakieś szacunki, ile wybory będą kosztowały, jakie będę efekty, co się stanie w przypadku, gdy nie dojdzie do głosowania. - Nie otrzymaliśmy żadnej odpowiedzi, bo takich szacunków nikt nie robił - stwierdził prezes NIK.

Przypomniał, że art. 44. ustawy o finansach publicznych mówi, że "wszystkie wydatki winny być realizowane oszczędnie w ramach planu dobierania najlepszych efektów". - Tej podstawowej zasady nie przeprowadzono" - oświadczył Banaś.

Zaznaczył, że każdy podejmując decyzje, które będą obciążały znacznie budżet państwa, musi przynajmniej mieć jakieś szacunki, ile to będzie kosztowało. - Niestety, takich szacunków nie było - zaznaczył szef NIK.

Zamieszanie z ekspertyzami prawnymi

- Przed wydaniem decyzji Poczcie Polskiej i Państwowej Wytwórni Papierów Wartościowych ws. przygotowań do wyborów korespondencyjnych, premier dysponował ekspertyzami prawnymi z KPRM i Prokuratorii Generalnej, w których mowa była o braku podstaw prawnych do takich działań - powiedział szef Departamentu Administracji Publicznej NIK Bogdan Skwarka.

Zwrócił uwagę, że dzień przed wydaniem powyższych decyzji odbyło się spotkanie z udziałem przedstawicieli Ministerstwa Aktywów Państwowych, Państwowej Wytwórni Papierów Wartościowych, Poczty Polskiej oraz podwykonawców. - Mimo że nie mają żadnych podstaw prawnych, mimo że obowiązuje ustawa Prawo Kodeks Wyborczy, dzielą zadania między siebie. A mianowicie, że Państwowa Wytwórnia Papierów Wartościowych będzie drukowała karty wyborcze. Ustalają, jaki podwykonawca będzie to robił, kto będzie koncesjonował te karty wyborcze, nie mając do tego żadnych podstaw – podkreślał. - Zamiast Państwowej Komisji Wyborczej, realizowali zadania, które dla tej Komisji są zastrzeżone - dodał.

Skwarka powiedział również, że przed wydaniem decyzji z 16 kwietnia premier dysponował ekspertyzami prawnymi, sporządzonymi przez Departament Prawny KPRM oraz Prokuratorię Generalną RP w sprawie przygotowań do wyborów korespondencyjnych. Obie były - według niego - negatywne i stwierdzały, iż Prezes Rady Ministrów nie ma podstaw prawnych, by wydać decyzje w kwestii przygotowań do wyborów prezydenta RP.

- Mało tego, w opinii Departamentu Prawnego nawet wskazane jest, jakie konsekwencje Prezes Rady Ministrów może ponieść w przypadku podpisania takich decyzji - zaznaczył Skwarka.

Wcześniejsze przecieki medialne o raporcie NIK

O raporcie NIK już pod koniec kwietnia donosiły media. Onet napisał, że prezes Marian Banaś ma dowody stawiające w trudnym położeniu prawnym obecnego szefa rządu Mateusza Morawieckiego oraz kierującego jego kancelarią ministra Michała Dworczyka. Dowody – jak donosił portal - miały być tak mocne, że na ich podstawie premier mógłby zostać pociągnięty do odpowiedzialności przed Trybunałem Stanu.

- Rząd ma nie tylko prawo, ale i obowiązek przygotowania wyborów prezydenckich w terminie konstytucyjnym. Z tego można wywnioskować obowiązek konstytucyjny. Trzymaliśmy się go i robiliśmy wszystko, by do takich wyborów mogło dojść – tłumaczył w kwietniu Morawiecki.

Natomiast szef KPRM Michał Dworczyk nie komentował sprawy raportu NIK. - Zaczekajmy na oficjalne wyniki, nie na przecieki - mówił.

Onet ujawnił, że do szefa Kancelarii Prezesa Rady Ministrów między 11 a 13 kwietnia do szefa KPRM trafiły "dwie nieformalne analizy prawne". Pierwszą przygotowała Magdalena Przybysz, "do niedawna szefowej departamentu prawnego KPRM, drugą napisał Mariusz Haładyj, prezes Prokuratorii Generalnej, odpowiedzialnej za dbanie o interes prawny Rzeczypospolitej i Skarbu Państwa". Opinia Przybysz była "miażdżąca dla zamierzeń obozu rządzącego i nie pozostawia żadnych złudzeń co do legalności całej operacji". Ekspertka stwierdziła m.in., że premier nie może nakazać Pocznie Polskiej organizowania wyborów. Jeśli podejmie taką decyzję, "to musi liczyć się z odpowiedzialnością karną, odpowiedzialnością przed Trybunałem Stanu, upadkiem rządu i osobistą odpowiedzialnością finansową".

Po otrzymaniu obu krytycznych opinii 14 kwietnia 2020 roku premier i szef jego kancelarii wzięli udział w naradzie liderów Prawa i Sprawiedliwości z udziałem Jarosława Kaczyńskiego. Morawiecki przedstawił wątpliwości prawników. A dwa dni później... na zamówienie Kancelarii Premiera pojawia się analiza, która znacząco różniła się od wcześniejszych. Krzysztof Wąsowski z Akademii Sztuki Wojennej stwierdził w niej, że premier Morawiecki może wydać Poczcie Polskiej nakaz organizacji wyborów. I na podstawie tej opinii zdecydowano o rozpoczęciu przygotowań przez pocztę.

Przeszukania w domu syna Mariana Banasia

Dzień po doniesieniach o raporcie NIK funkcjonariusze CBA dokonali przeszukania w domu syna Mariana Banasia. Szef NIK oskarżył rząd i służby o próbę wpływania na jego niezależność, a wręcz dążenie do usunięcia go z urzędu. - Mój syn od przeszło roku, podobnie jak ja, był stale inwigilowany i represjonowany wraz z całą rodziną. Dzieje się tak dlatego, by zmusić mnie do rezygnacji z pełnienia funkcji prezesa NIK i zmiany wyników zakończonych oraz prowadzonych kontroli - oświadczył Marian Banaś.

O to, czy działania CBA mogą być politycznym odwetem, na konferencji pytany był premier. - Według mojej wiedzy na zlecenie prokuratury CBA podjęło pewne czynności. Są to czynności rutynowe, wykonywane na skutek zlecenia prokuratury. W związku z czym odpowiednie organa wykonują to, co do nich należy - odparł szef rządu.

Fałszywa informacja o planach samobójczych syna Banasia

Przed dzisiejszym wystąpieniem Mariana Banasia policjanci w Krakowie rozmawiali po godz. 6 z żoną Mariana Banasia, a po 8 funkcjonariusze pojawili się w podwarszawskim domu Jakuba Banasia i rozmawiali z nim. Powodem miała być anonimowa informacja o rzekomych planach samobójczych jego syna Jakuba. Doniesienia okazały się nieprawdziwe.

Rzecznik małopolskiej policji w rozmowie z dziennikarzami Onetu potwierdził, że dziś rano policjanci rozmawiali z "członkiem rodziny" Mariana Banasia w Krakowie w związku ze sprawdzaniem anonimowego doniesienia. - Nie wchodziliśmy do domu - podkreślił Sebastian Gleń.

Posłuchaj:

DOSTĘP PREMIUM