Morawiecki ogłosił sukces ws. Turowa. "Radosne oświadczenia mają przykryć niekompetencję rządu"

Premier Morawiecki ogłosił, że Polska jest bliska porozumienia z Czechami ws. kopalni Turów, ale komentatorki Poranka TOK FM studzą entuzjazm. - Poczekajmy faktycznie na moment, kiedy Czesi wycofają ten pozew. Pan premier nie jest najbardziej wiarygodny, jeśli chodzi o ogłaszanie sukcesów rządu - mówiła Renata Kim z "Newsweeka".
Zobacz wideo

Jesteśmy bliscy porozumienia. Elektrownia i kopalnia Turów będą pracowały - zapewnia premier Mateusz Morawiecki. Jak powiedział szef polskiego rządu po nocnych rozmowach z premierem Andrejem Babiszem - Czechy zgodziły się wycofać wniosek skierowany do unijnego Trybunału Sprawiedliwości w tej sprawie. W ramach porozumienia Polska ma współfinansować inwestycje rzędu 45 mln euro - właśnie w kontekście Turowa.

A może posłuchasz? Ten podcast, podobnie jak wszystkie inne w TOK FM, czekają - wystarczy 1 zł

Zdziwienie ekspertów wzbudziło to, że awantura wokół kopalni wybuchła w piątek, a już w nocy z poniedziałku na wtorek premier ogłosił sukces w postaci de facto załatwienia sprawy. Renata Kim z "Newsweeka" w tym kontekście apelowała w Poranku Radia TOK FM o ostrożność. - Poczekajmy faktycznie na moment, kiedy Czesi wycofają ten pozew. Pan premier nie jest najbardziej wiarygodny, jeśli chodzi o ogłaszanie sukcesów rządu. Robi to w sumie bez przerwy, a potem gdy przyglądamy się bliżej, wychodzi, że sukces jest mniejszy albo w ogóle go nie ma. Oznajmił to wszystko, żeby uspokoić opinię publiczną - komentowała Kim. Jej zdaniem, takie "radosne oświadczenia" mają przykryć "niesamowitą niekompetencję polskiego rządu i naszej dyplomacji". - Dyskusje o Turowie trwają od 2016 roku. Było wiele możliwości dogadania się. Lekceważono tę sprawę - podkreśliła przedstawicielka "Newsweeka".

Zgodziła się z nią Joanna Miziołek z tygodnika "Wprost". - To może i sukces, że udało się szybko dogadać z premierem Czech. Morawiecki nawet spóźnił się przez to na szczyt Rady Europejskiej, bo obaj panowie stali w korytarzu i rozmawiali. Natomiast można było to zrobić wcześniej. W lutym tego roku pojawiały się już ostrzegające sygnały ze strony czeskiej. Trzeba było wówczas się dogadać, a nie teraz płacić 45 mln, bo to będą pieniądze z kieszeni podatników - wskazywała Miziołek.

Dodała, że rząd spóźnił się z reakcją. - Nie wiem, czemu przespano odpowiedni moment. Choć w polityce zagranicznej widać taki niedosyt, odpowiedzialny za nią resort w ogóle się nią nie zajmuje. Zostaje tylko ta polityka europejska prowadzona na szczytach przez premiera Morawieckiego – podkreśliła komentatorka.

Czesi się wycofują?

Obawy ekspertek okazały się słuszne. We wtorek rano premier Czech Andrej Babisz poinformował, że nie ma planów wycofania skargi przeciwko Polsce w sprawie kopalni Turów.

DOSTĘP PREMIUM