"Kaczyński ma wymarzoną opozycję". Dr Oczkoś komentuje "pomyłki" senatorów KO

Senatorowie opozycji przez ostatnie tygodnie pracowali nad poprawkami do ustawy o ratyfikacji unijnego Funduszu Odbudowy. Jednak gdy przyszło do głosowania, jeden senator KO się pomylił, drugi zatrzasnął w windzie, a Senat przyjął ustawę bez poprawek. - Opozycja nie daje zbyt wielu powodów swoim zwolennikom, żeby traktować te sprawy poważnie - komentował w TOK FM dr Mirosław Oczkoś.
Zobacz wideo

Senatorowie niespodziewanie odrzucili poprawkę KO i PSL, która zakładała wprowadzenie do ustawy preambuły regulującej sposób wydatkowania środków z Funduszu Odbudowy. O jej odrzuceniu zdecydowały głosy dwóch senatorów KO. Przeciw zagłosował Aleksander Pociej, a udziału w głosowaniu nie wziął Leszek Czarnobaj. Ostatecznie Senat przyjął ustawę bez poprawek. Później senatorowie przepraszali za swoje "wpadki, a szef senackiego klubu KO stwierdził, że "nie dopilnowano wyniku".

- Pytanie, kto obsługuje windy w Senacie. Jaka firma montowała windy i kto robi serwis? - ironizował na antenie TOK FM dr Mirosław Oczkoś, specjalista ds. wizerunku i marketingu politycznego. Bowiem właśnie zatrzaśnięcie w windzie sprawiło, że nie głosował senator Leszek Czarnobaj. Natomiast Aleksander Pociej tłumaczył, że jednocześnie brał udział w posiedzeniu Senatu i władz Rady Europy, a "równoległe głosowania nie zawsze da się pogodzić". - Jeżeli przegrywa się coś, co można wygrać, to co można wygrać wtedy, kiedy nie można wygrać? - zastanawiał się dr Oczkoś. 

Ekspert do oceny sytuacji w Senacie użył sportowego porównania. - Jeżeli jest rzut karny, to trzeba go wykorzystać - stwierdził. - Ja bardzo sobie cenię pana senatora Pocieja, ale mówienie, że on biedny multimedialnie musiał na cztery strony świata pracować. Może powinien z czegoś zrezygnować (...). Pewnie, że się można pomylić, ja nie mówię, że nie. Ale dlaczego zdarza się to ciągle? - mówił dalej. Przypominał też, że do podobnych sytuacji dochodziło już przed laty, a rząd Hanny Suchockiej upadł przez jeden głos. Wówczas na głosowanie nie dotarł poseł Zbigniew Dyka, który zaciął się w toalecie. 

Prowadzący Piotr Maślak zadał na koniec kluczowe pytanie. Czy rząd Zjednoczonej Prawicy przetrwa do końca kadencji? Po chwili namysłu dr Oczkoś odparł, że nie. - Nie dlatego, że opozycja coś tutaj zrobi, tylko wszystkie wewnętrzne sprawy, czyli ochrona zdrowia, Turów, sprawy zagraniczne, to Białoruś pokazuje, w pewnym momencie sprawią, że elektorat PiS-u też może tego nie wytrzymać. I nie da się tego zasypać żadnym 500+ - stwierdził. Domyślał się też, że Jarosław Kaczyński może pójść w stronę przyspieszonych wyborów. - Widać, że nie ma z kim przegrać i ma wymarzoną opozycję jak do tej pory - podsumował. 

DOSTĘP PREMIUM