Brzeziński zostanie ambasadorem USA w Warszawie? "Twardy orzech do zgryzienia dla rządu PiS"

Jeśli Joe Biden zdecyduje się mianować Marka Brzezińskiego nowym ambasadorem, to rząd PiS w Warszawie będzie miał problem - mówił na antenie TOK FM Andrzej Kohut.
Zobacz wideo

Prezydent Stanów Zjednoczonych Joe Biden rozważa nominowanie na ambasadora USA w Polsce Marka Brzezinskiego, syna zmarłego w 2017 r. Zbigniewa Brzezińskiego, doradcy ds. bezpieczeństwa narodowego byłego prezydenta Jimmy'ego Cartera - informuje "New York Times", powołując się na osoby zaznajomione ze sprawą.

Takiej okazji, by zacząć słuchać, jeszcze nie było! Wszystkie podcasty TOK FM za 1 zł

Zdaniem Andrzeja Kohuta, eksperta ds. międzynarodowych Centrum Analiz Klubu Jagiellońskiego, jeśli faktycznie Biden zdecyduje się na Brzezińskiego, to rząd w Warszawie może spodziewać się "dość trudnych" relacji z nowym ambasadorem. – Bo Mark Brzeziński zna język polski, zna też polski kontekst. Zajmował się polskim konstytucjonalizmem, a także kwestią praworządności w naszym kraju pod koniec lat 90. Także doskonale orientuje się w sytuacji – ocenił koordynator Regionalnego Ośrodka Debaty Międzynarodowej w Warszawie.

Dodał, że Brzeziński – w przeciwieństwie do Georgette Mosbacher, która do tej pory pełniła misję w naszym kraju – jest doświadczonym i profesjonalnym dyplomatą. – Był ambasadorem w Szwecji. Wydaje się, że Mark Brzeziński będzie trudniejszym orzechem do zgryzienia dla naszego rządu i można sobie wyobrazić, że rozmowy z naszą władzą nie zawsze będą przebiegały w idealnej atmosferze – podkreślał Kohut.

Dodał, że w ostatnim czasie - ogólnie rzecz biorąc - stosunki polsko-amerykańskie nie są najlepsze. Choć mogliśmy się tego spodziewać. – Są obszary, gdzie – przynajmniej zgodnie z zapewnieniami MSZ – współpraca zaczęta przez administrację Trumpa, jest kontynuowana. Na przykład w militariach, energetyce i handlu. Natomiast ochłodziła się temperatura tego, co widać pomiędzy naszymi krajami – ocenił gość TOK FM.

Przypomniał, że rok temu Andrzej Duda był pierwszym gościem, który odwiedził osobiście Donalda Trumpa w Białym Domu po pandemicznym lockdownie. – To było wyrazem sporej sympatii. Teraz na taki gest nie ma co liczyć. Nadal czekamy na rozmowy na szczycie i nie wiadomo, kiedy się ich doczekamy. To też wyraźny symbol, tego, co zapanowało na linii między krajami. Po zmianie w Białym Domu administracja Bidena serio naciska na kwestię praw człowieka, poszanowanie praw LGBT czy praworządność. Choć to nie jest zaskakujące i mogliśmy się tego spodziewać – podkreślał Kohut.

DOSTĘP PREMIUM

DOSTĘP PREMIUM