Premier wychwala Ryszarda Terleckiego: Doskonale wie, czym jest walka o wolność i demokrację

Mateusz Morawiecki, pytany o kontrowersyjny wpis Ryszarda Terleckiego, przypomniał, że wicemarszałek po raz pierwszy został zatrzymany w 1968 roku. - Doskonale wie, czym jest walka o wolność i demokrację - przekonywał premier.
Zobacz wideo

"Jeżeli Cichanouska chce reklamować antydemokratyczną opozycję w Polsce i występować na mityngu Trzaskowskiego, to niech szuka pomocy w Moskwie, a my popierajmy taką białoruską opozycję, która nie staje po stronie naszych przeciwników" - napisał w piątek wicemarszałek Sejmu. I rozpętał polityczną burzę. W Sejmie jest już wniosek PO o odwołanie Terleckiego ze stanowiska.

O kontrowersyjną opinię wicemarszałka i szefa klubu PiS dziennikarze pytali dziś premiera. - Po pierwsze, to chciałbym przywołać bardzo krótko, ale treściwie życiorys pana marszałka Ryszarda Terleckiego. Otóż on był już zatrzymywany za protesty w obronie demokracji w roku 1968, 1970, potem od 1977 roku działał w Studenckim Komitecie Solidarności, w SKS-ach, działał także w Komitecie Obrony Robotników, a później oczywiście Solidarność - odpowiedział Mateusz Morawiecki.

Według premiera Terlecki "doskonale wie, czym jest walka o wolność, demokrację, jak długo trwa i doskonale rozumie wiele meandrów, zakrętów, które do takiej wolności prowadzą". - W przypadku naszego wschodniego sąsiada, Białorusi, niestety pewnie będzie to jeszcze parę zakrętów historii, które będziemy musieli obserwować. I narodowi białoruskiemu, tak jak razem z panem marszałkiem Terleckim, z którym często o tym rozmawiam, pomagać cały czas w tej drodze do wolności - kontynuował.

Morawiecki podkreślił, że "na tym wszystkim warto się skupić". - Na tym, że od samego początku protestów w sierpniu zeszłego roku jesteśmy przy Białorusinach, którzy walczą o wolność, o praworządność, o demokrację. Zorganizowaliśmy proces pomocy, wielkiego programu dla Białorusi, który jednak nie może ruszyć z miejsca ze względów oczywistych. Nie chcemy, by on wspierał dyktaturę pana Łukaszenki - wskazywał.

- Dlatego staramy się za wszelką cenę perswadować, przekonywać, a na forum europejskim pokazywać, że sankcje mają sens, że wsparcie ze strony UE, nie tylko ze strony Polski - ze strony Polski jest największe od wielu, wielu lat, dla ludności białoruskiej, dla Polaków, obywateli Białorusi mieszkających na Białorusi, jest bardzo ważne - zaznaczył premier.

Zadeklarował również, że "to jest takie działanie, od którego na pewno nie odstąpimy".

"Burza w szklance wody"

Z kolei poseł PiS Marek Ast, pytany przez dziennikarzy w Sejmie o wpis Terleckiego, podkreślił: - Nie mogę oceniać wypowiedzi przewodniczącego mojego klubu, to raczej przewodniczący klubu ocenia wypowiedzi parlamentarzystów. Natomiast uważam, że to jest burza w szklance wody.

Jak dodał szef sejmowej komisji sprawiedliwości i praw człowieka, w prowadzonej debacie "intencje pana marszałka są wypaczane". - Tak naprawdę chodzi o to, żeby tego co na Białorusi się dzieje, nie wtłaczać w bieżączkę polityczną i nasze polskie sprawy, czyli to co się dzieje między Zjednoczoną Prawicą, a opozycją - zaznaczył poseł PiS. - Uważamy, że każdy polityk, czy to ze wschodu, czy z zachodu ma prawo spotykać się w Polsce z kim chce, również ze środowiskami opozycyjnymi. Natomiast zawsze diabeł tkwi w szczegółach - dodał Ast.

Zapewnił, że rządzący w Polsce chcą wspierać białoruską opozycję i bronić demokracji na Białorusi, ale kontekstem wpisu wicemarszałka Terleckiego jest m.in. wypowiedź Olgi Tokarczuk, która porównała sytuację Polski do sytuacji na Białorusi, co - jak dodał - jest nieporozumieniem.

Według Asta wniosek opozycji o odwołanie wicemarszałka Terleckiego nie zostanie przegłosowany, a posłowie Porozumienia zagłosują z całym klubem PiS.

DOSTĘP PREMIUM