Marian Banaś oskarża służby i prokuraturę o zbieranie na niego "haków". Domaga się wyjaśnień od Ziobry i Kamińskiego

"Od niemal dwóch lat zespół funkcjonariuszy Centralnego Biura Antykorupcyjnego i prokuratury zbiera dowody na popełnienie przeze mnie rzekomych przestępstw" - napisał w oświadczeniu prezes NIK Marian Banaś. Dodał, że celem tej akcji ma być "zebranie haków" na niego i jego rodzinę.
Zobacz wideo

"Niemal dwa lata temu minister SWiA Mariusz Kamiński osobiście poinformował opinię publiczną, że jest w posiadaniu materiałów, które w niezbity sposób dowodzą, że popełniłem przestępstwo (...) Przez ten czas pomimo domniemanych dowodów o jakich mówił minister MSWiA, prokuratura nie przesłuchała mnie ani w charakterze świadka, ani w charakterze podejrzanego" - napisał Marian Banaś na Twitterze.

Jak twierdzi prezes Najwyższej Izby Kontroli, szykanowani przez służby i prokuraturę są jego bliscy, byli współpracownicy i znajomi. Wszystko to, by zebrać "haki" na niego i jego rodzinę.

"Pytam więc czemu służy to postępowanie, czy chodzi o rzetelne wyjaśnienie sprawy, czy bardziej gnębienie mnie i mojej rodziny?" - zapytał w swoim oświadczeniu. Skierował też do Mariusza Kamińskiego i Zbigniewa Ziobry wniosek o "upublicznienie wszystkich materiałów zgromadzonych przez blisko 2 lata tak, aby opinia publiczna mogła zapoznać się ze wszystkimi dokumentami zgromadzonymi w ww. sprawie".

Banaś zapewnił, że ceni sobie transparentność, a także że "nie obawia się o swoją uczciwość". "Być może popełniłem zwykłe ludzkie błędy, za które przyjdzie mi odpowiedzieć przed niezależnymi sądami" - dodał szef NIK-u.

Zapowiedział też, że po upublicznieniu akt ze śledztwa odniesie się do nich i wykaże, że "cała operacja służb zainicjowana przez Mariusza Kamińskiego przeciwko mojej osobie, jak i mojej rodzinie, miała na celu jedynie zmuszenie mnie do rezygnacji z pełnienia funkcji Prezesa NIK".

Śledztwo ws. oświadczeń Banasia

Przypomnijmy, w 2019 roku stacja TVN poinformowała, że prezes NIK zaniżał w oświadczeniach majątkowych dochody z wynajmu kamienicy w Krakowie. Mowa była także o powiązaniach ze stręczycielami wynajmującymi w kamienicy pokoje na godziny. Szef NIK od samego początku nie przyznawał się do zarzutów i zapewniał, że o swoje dobre imię jest w stanie walczyć w sądzie. 

W grudniu 2019 r. Prokuratura Regionalna w Białymstoku wszczęła śledztwo w sprawie Mariana Banasia. Zawiadomienie w tej sprawie złożyło m.in. Centralne Biuro Śledczych i Generalny Inspektor Informacji Finansowej. Śledztwo poprzedzone było badaniem przez CBA oświadczeń majątkowych szefa NIK składanych w latach 2015-2019.

W kwietniu media doniosły, że raport ws. wyborów kopertowych, który przygotowywała NIK, może obciążać premiera Mateusza Morawieckiego i jego ministrów. Zaraz po tych informacjach funkcjonariusze CBA dokonali przeszukania w domu syna Mariana Banasia. Szef NIK oskarżył rząd i służby o próbę wpływania na jego niezależność, a wręcz dążenie do usunięcia go z urzędu.

O Jakubie Banasiu w mediach również było głośno i to już od dłuższego czasu. Jego kariera splata się bowiem z politycznym zaangażowaniem ojca. Syn Mariana Banasia - po wygranych przez PiS wyborach w 2015 - trafił do państwowych spółek. Na przykład, gdy szefem MON była Antoni Macierewicz młody Banaś trafił do spółki Maskpol, czołowego producenta sprzętu dla wojska.

Posady w państwowych spółkach skończyły się wraz z publikacjami pokazującymi niejasności dotyczące majątku obecnego szefa NIK. Jak informowały media, Jakub Banaś zajmował się też społecznym doradzaniem ojcu w Najwyższej Izbie Kontroli. "Tworzy w NIK swoją grupę wpływów złożoną z ludzi ściągniętych z banku, w którym niedawno pracował" - podawała we wrześniu "Rzeczpospolita". Jakub Banaś i jego współpracownicy mieli posiadać szerokie uprawnienia.

DOSTĘP PREMIUM