"Kwiaty, krawaty, pompa i pic". Jak były wiceminister Zieliński nadal Podlasie objeżdża

Jakub Baliński
Mam wrażenie, że Jarosław Zieliński ma manię wielkości i uwielbia to wożenie rządową limuzyną. BMW zajeżdża na imprezkę, oficer SOP otwiera mu drzwi, mundurowi "strzelają z obcasa", walą do dacha (salutują-red.) i krzyczą "czołem, panie ministrze" i od razu jest radość na jego twarzy - mówi w rozmowie z tokfm.pl Stumbras, czyli społeczny biograf byłego wiceministra spraw wewnętrznych, który nadal lubuje się w gospodarskich wizytach na Podlasiu.

Jakub Baliński: Na Twitterze jest Pan znany pod nickiem Stumbras. Kojarzy mi się to jednoznacznie z wysokoprocentowym napojem. Słuszna koncepcja?

Nie chcę być posądzony o lokowanie produktu, ale Stumbras to naprawdę niezła marka na naszym rynku, dlatego szczegóły przyjęcia nazwy mojego profilu pokornie przemilczę. O sobie tylko skromniutko powiem, że przez lata służąc Polsce, niejednego koloru mundury nosiłem.

"Społeczny Biograf Zdegradowanego Wiceministra Okrzykniętego Zdrajcą". Taki tytuł naprawdę brzmi dumnie. Dlaczego Pan aż tak strasznie nie lubi Jarosława Zielińskiego?

Wręcz przeciwnie, ja go naprawdę lubię (śmiech). Nie kadzę mu, nie klaszczę, tylko po przyjacielsku pokazuję to, o czym wszyscy za jego plecami mówią. Klakierzy, którymi się otoczył, prawdy mu nie powiedzą. Dlatego ma mnie. Uczciwie przyznam, że potrafię go czasami pochwalić, ale też podpowiedzieć na przykład, żeby zadbał o siebie i schudł, bo mu się garnitur nie dopina. Dziwię się, że nie docenia mojego oddania i nawet na moje szczere życzenia urodzinowe nie odpowiada. Choć wiem, że moje rady pilnie czyta. Uznałem też, że jego wielkie dokonania wymagają kronikarskiego spisania. Dlatego bezinteresownie zostałem jego społecznym biografem i mam nadzieję na wydanie książki o tym mężu stanu. 

Rozumiem, że jako osobie ze służb mundurowych, szczególnie na sercu leżała panu kariera wiceministra, który przez cztery lata odpowiedzialny był właśnie za te kwestie.

Jarosława Zielińskiego znam osobiście od kilkunastu lat. Mówiąc kolokwialnie, nie raz przy jednym stole siedzieliśmy. Nawet mu kibicowałem. Pamiętam doskonale, że gdy jeszcze był w opozycji, to bardzo interesował się służbami mundurowymi. Pokazywał, że jest takim dobrym wujkiem, łasił się i zabiegał o względy. Wtedy zapraszał na spotkania do Sejmu przedstawicieli związków zawodowych policji, straży granicznej i pożarnej oraz służby więziennej. Przyjeżdżał na "mundurowe" protesty: przemawiał, wspierał i solidaryzował się z funkcjonariuszami. 

Na stanowisku wiceministra takiej empatii chyba brakowało.

Pokazał zupełnie inne oblicze. Okazało się, że te jego wcześniejsze "czułe słówka" mocno rozjechały się z tym, co i jak zaczął robić, jako wiceminister spraw wewnętrznych. Pal licho, że przeprowadził ekspresową czystkę na niespotykaną skalę na kierowniczych stanowiskach. Gorsze jest to, że na miejsce doświadczonych i apolitycznych oficerów często wprowadzał marnie przygotowanych, uzależnionych od niego karierowiczów, ślepo wykonujących wszelkie polecenia i zachcianki swojego mocodawcy. I nagle z nieba zaczęło lecieć konfetti, policjanci z przypiętymi skrzydłami galopowali na koniach, a koło emerytek i rencistek pląsało w rytm hawajskich melodii, na cześć Zielińskiego. Rozścielano przed nim czerwone dywany, a funkcjonariusze ścigali się, kto potrzyma parasol nad jego głową.

Przerost formy nad treścią. 

Bezapelacyjnie. Praktycznie nie było tygodnia, żeby minister nie przecinał jakiejś szarfy, czegoś nie otwierał lub wręczał. Coraz częściej dochodziło do sytuacji groteskowych. 

Wspominał Pan już o słynnym wycinaniu konfetti przez policjantów, ale rozumiem, że takich bulwersujących akcji było więcej. 

Cała Polska boki zrywała, gdy sejneńscy policjanci na przyjazd Zielińskiego myli i pastowali używany od dwóch miesięcy radiowóz. Tylko po to, żeby wiceminister w obecności miejscowych notabli oraz w blasku kamer i fleszy, mógł wręczyć mundurowym ich kluczyki do - jak to w przemówieniu podkreślał - "nowego samochodu". Później - w jednej ze stacji telewizyjnych - Zieliński bezradnie dukał, że skoro samochód zdążył przejechać tylko 4 tys. kilometrów... to przecież nadal jest, jak nowy. Podobnie dawał strażakom samochody bojowe, które dużo wcześniej zostały im przekazane i masę pożarów nimi ugasili. Wiceminister ze swoją świtą odwiązywał, okręcony szarfami wóz i przekazywał kluczyki. Orkiestra grała, ludzie klaskali, on przemawiał. Kwiaty, krawaty, pompa i pic. Później wszyscy ze śmiechu pękali z tej jego parady.

Polska się śmiała, ale funkcjonariuszom, którzy musieli "obsługiwać" PR wiceministra pewnie już tak do śmiechu nie było. To oni przekazują panu zdjęcia i filmy, które potem publikuje Pan na Twitterze?

"Stumbras" to tak naprawdę praca zespołowa. Funkcjonariusze, którym w normalnej służbie po prostu przeszkadzają te ciągłe celebry i parady Zielińskiego, sami zaczęli mnie informować o jego wyczynach. O ciąganiu pocztów sztandarowych po kościołach i jarmarkach, kompanii reprezentacyjnych i orkiestr. Ludzie chcą normalnie pracować, a nie - jak to sami mówią - robić za tło tego polityka. Mają tego serdecznie dość. Wyrzucenie go z MSWiA ograniczyło lekko te objazdy i funkcjonariusze odetchnęli. Oprócz tego Zieliński na wszystkie swoje wizyty gospodarskie w terenie wzywa dziennikarzy, więc informacje mam też z tzw. białego wywiadu. 

Myślałem, że jak Zieliński stracił fotel wiceministra w listopadzie 2019, to skończą się tematy dla Stumbrasa. A jednak cały czas pojawiają się nowe wpisy dokumentujące aktywność już tylko szeregowego posła Zielińskiego na Podlasiu. 

Przypomina mi się syndrom napompowanego balona. Wielki, rumiany, imponujący, a później gdy zaczyna schodzić powietrze, zostaje pomarszczony flak. Zielińskiego już mało kto zaprasza, a chodzą słuchy, że sam się wprasza. Wydaje mi się, że jedzie jeszcze na oparach, falą rozpędu. Choć jak go znam, to ostatniego słowa nie powiedział. Boleśnie odczuł jednak utratę stołka.

Sam Pan informował, że choć żadnej funkcji nie pełni, to korzysta z ochrony SOP, limuzyny. Na Podlasiu cały czas pozuje na "grubą rybę" z MSWiA?

Rozmawiałem z funkcjonariuszami SOP i wiem, że ta ochrona oparta jest na fałszywej "legendzie" obawy o jakąś wydumaną zemstę. Do tego dochodzi opowieść o tym, że 250 km od jego domu - kilkadziesiąt lat temu - znaleziono czyjąś głowę. Lipą zalatuje z daleka. Mam wrażenie, że on ma manię wielkości i uwielbia to wożenie rządową limuzyną. BMW zajeżdża na imprezkę, oficer SOP otwiera mu drzwi, mundurowi "strzelają z obcasa", walą do dacha (salutują-red.) i krzyczą "czołem panie ministrze" i od razu jest radość na jego twarzy. Poza tym nie wydaje na paliwo i nie martwi się o podwózkę. A jeździć lubi dużo, często i drogo. Pycha.

Jednak czy to lokalni włodarze, czy komendanci, trochę karmią ego byłego już wiceministra, bo nadal przyjmują go z honorami. 

Wygląda na to, że (Zieliński) sprawia wrażenie wszechmocnego i wszechmogącego. Mundurowi mają obawy, że on tylko na chwilę został wyrzucony i wróci na stanowisko. Podobno nawet się tak odgrażał. Słyszałem, że ma opinię człowieka bezwzględnego i mściwego. Może dlatego jeszcze gdzieś tam go zapraszają. Tak na wszelki wypadek. 

Jakoś czuje, że nie zamierza mu Pan odpuszczać. Choć prowadzone przez Pana konto miało problemy. Zostało nawet usunięte z Twittera. Służby próbowały Stumbrasa uciszać?

Szkoda mi poprzedniego konta i tych prawie siedmiu tysięcy obserwujących. Od dwóch miesięcy odbudowuję wiarygodność i zaufanie na Twitterze. Słyszałem, że sztab funkcjonariuszy przez kilka miesięcy analizował każdy mój wpis dotyczący Zielińskiego. Szukano czegoś, do czego można "przybić" jakiś artykuł z Kodeksu karnego. Mam informacje, że bezprawnie mnie inwigilowano. Próbowano przypiąć mi nawet jakieś działania polityczne, a tu... za przeproszeniem dupa. Mam alergię na politykę i się nią nie zajmuję. Przyjdzie czas, że prawnie rozliczę te bezprawne działania.

Byłbym niewdzięczny, gdybym przy okazji tej rozmowy jego nie pozdrowił, co niniejszym czynię. Zapewniam, że na mnie może liczyć. Zawsze (śmiech).

DOSTĘP PREMIUM