"Młot, który miał służyć do zastraszania sędziów wymknął się Ziobrze spod kontroli"

- Zbigniew Ziobro w sposób niedopuszczalny i dziecinny złości się publicznie, że osoby przez niego powołane podjęły inną decyzję, niż sobie życzył - mówiła w TOK FM Hanna Gill-Piątek z ruchu Polska 2050, odnosząc się do ostatnich wypowiedzi ministra w sprawie Izby Dyscyplinarnej.
Zobacz wideo

Dość nieoczekiwany spór powstał na linii: Zbigniew Ziobro - I prezes SN Małgorzata Manowska. Poszło o ostatnie decyzje tzw. Izby Dyscyplinarnej, które nie spodobały się ministrowi sprawiedliwości. Chodzi między innymi o brak uchylenia immunitetu dla sędzi Beaty Morawiec. Ziobro stwierdził, że "środowisko sędziowskie nie jest zdolne do samooczyszczania" i personalnie zaatakował dwóch członków Izby - Mariusza Łodko i Pawła Zuberta, przekonując, że zachowali się w sposób "bezwstydny". 

Na tę wypowiedź oficjalnym oświadczeniem odpowiedziała I prezes SN prof. Małgorzata Manowska. Podała, że "z konsternacją powzięła informację nt. wypowiedzi ministra, w której z imienia i nazwiska zaatakowani zostali dwaj sędziowie Izby Dyscyplinarnej".

I właśnie ta wymiana zdań była jednym z tematów sobotnich "Wyborów w TOK-u". Poseł Maciej Konieczny z Lewicy stwierdził, że "takie są uroki polityki ręcznie sterowanej". - System, w którym nie ma zasad, ale władza prowadzona jest przez zwierzchnictwo personalne, może się łatwo wywrócić, bo podopieczni zwyczajnie mogą się zbuntować - powiedział. Jak dodał, Prawo i Sprawiedliwość przeżyło to już boleśnie przy okazji szefa NIK Mariana Banasia i może się okazać, że w przypadku Izby Dyscyplinarnej i Małgorzaty Manowskiej może być tak samo. 

Z większym spokojem, by nie powiedzieć - obojętnością - do sprawy podchodził Karol Karski z Prawa i Sprawiedliwości. Przekonywał, że to normalne, iż wyroki sądów są komentowane przez polityków czy dziennikarzy - mówił, że tak było, jest i pewnie będzie. - A minister sprawiedliwości jest jednocześnie prokuratorem generalnym, a więc stroną w tej sprawie i wyraził się z dezaprobatą, że wnioski jego podwładnych nie zostały uwzględnione - stwierdził europoseł. 

Prowadząca dyskusję red. Dominika Wielowieyska nie zgodziła się z tą tezą. Przekonywała, że zwykłe komentowanie wyroków to zupełnie coś innego niż "publiczna stygmatyzacja poszczególnych sędziów". - To jest trochę przekroczenie granicy - powiedziała. 

"Walka buldogów pod dywanem"

Zdaniem posłanki ruchu Polska 2050 Hanny Gill-Piątek, cała ta afera pokazuje, że "młot, który miał służyć do dyscyplinowania i zastraszania niepokornym sędziów [czyli właśnie Izba Dyscyplinarna - red.] nagle wymknął się spod kontroli ministrowi Ziobrze". - A minister w sposób niedopuszczalny i dziecinny złości się publicznie, że osoby przez niego powołane - bo można dyskutować, czy to są sędziowie - podjęli inną decyzję, niż sobie życzył - komentowała posłanka. 

Z drugiej strony polityczka zwróciła uwagę, że poprzez wydane oświadczenie prezes Manowska "w sprytny sposób próbuje pokazać swoją niezależność" i to, że "Sąd Najwyższy jednak nie jest instytucją, która tak do końca chodzi na na pasku władzy". - Można to różnie oceniać, ale to wszystko są wewnętrzne walki buldogów pod dywanem, które już dawno zaczęły spod tego dywanu wychodzić i widzimy je w publicznym sporze - skwitowała Gill-Piątek.

Nieco inne stanowisko przedstawił poseł Koalicji Obywatelskiej Michał Szczerba. Przyznał, że jemu bliski jest pogląd wyrażony w mediach społecznościowych przez prawnika Mikołaja Małeckiego, który napisał, że oświadczenie Manowskiej ma drugie dno - "przedstawienie siebie samej jako I Prezesa SN, izby jako sądu, zasiadających w niej osób jako pełnoprawnych sędziów. Tymczasem to nie-prezes, nie-sędziowie i nie-sąd".

- Przypomnę, że Małgorzata Manowska jest koleżanką Zbigniewa Ziobry, byłą koleżanką z rządu, która blisko z nim współpracowała. Więc wydaje mi się, że to jest taka ustawka w pisowskiej rodzinie - ocenił Szczerba.

- Dlaczego Zbigniew Ziobro pozwala sobie na takie komentarze i dlaczego wymienia tych dwóch panów z imienia i nazwiska? Bo przypomnijmy, że pan Zubert był prokuratorem. Swoją karierę i przejście przez neo-KRS do Sądu Najwyższego zawdzięcza właśnie Ziobrze, więc teraz - jeżeli nie realizuje woli pisowskiej prokuratury - to Ziobro będący autorem jego kariery publicznie go strofuje - powiedział poseł KO. 

Słuchaj całej dyskusji w "Wyborach w TOK-u":

DOSTĘP PREMIUM