Polityk Solidarnej Polski o powodach porażki w Rzeszowie. "Zastanawiam się, czy to był dobry krok"

Jeśli brać pod uwagę cały blok Zjednoczonej Prawicy, to widać spadek poparcia. Oboje kandydatów uzyskało w Rzeszowie wynik dużo gorszy, niż nasze ugrupowanie w tym rejonie w wyborach w 2019 roku - mówił w TOK FM Jacek Ozdoba. Polityk Solidarnej Polski ocenił, że trzeba "przeanalizować, czy Zjednoczona Prawica idzie we właściwą stronę".
Zobacz wideo

Kandydat zjednoczonej opozycji bezapelacyjnie wygrał wybory prezydenckie w Rzeszowie. Konrad Fijołek, który startował z poparciem KO, PSL-u, Lewicy i Polski 2050 Szymona Hołowni, zdobył 56,51 procent głosów. Ewa Leniart z PiS uzyskała 23,62 procent głosów, Marcin Warchoł (Solidarna Polska) - 10,72 procent, a Grzegorz Braun z Konfederacji - 9,15 procent.

W Poranku Radia TOK FM wiceminister klimatu Jacek Ozdoba z Solidarnej Polski, próbował relatywizować te wyniki. – Solidarna Polska nie ma subwencji, samodzielnie wystawiła kandydata. Dlatego odbieramy to pozytywnie (wynik Marcina Warchoła - red.). Natomiast jeśli brać pod uwagę cały blok Zjednoczonej Prawicy, to widać spadek poparcia. Oboje kandydatów uzyskało wynik dużo gorszy, niż nasze ugrupowanie w 2019 roku. Należy przeanalizować, czy Zjednoczona Prawica idzie we właściwą stronę – mówił w rozmowie z Dominiką Wielowieyską.

Nie słuchasz podcastów? To dobry czas, by zacząć. Dostęp Premium za 1 zł!

Ciekawym komentarzem do rzeszowskich wyborów był niedzielny wpis wicepremiera Jarosława Gowina. Lider Porozumienia napisał na Twitterze: "Atak na klasę średnią, podwyższanie podatków, centralizm zamiast samorządności i brak szacunku dla koalicjantów to utorowanie drogi do przejęcia władzy przez opozycję".

Ozdoba, pytany o wpis Gowina, stwierdził: "Mam taki zwyczaj, że sprawy rodzinne zostawiam w domu. Dopóki nie przeanalizowaliśmy tych wyników, to wolałbym nie mówić o wewnętrznych przyczynach takie stanu rzeczy". Dodał jednak, że "nie najlepszym" pomysłem było wystawianie dwóch kandydatów przez obóz władzy. – Panował pewien chaos komunikacyjny na temat tego, kto jest kandydatem Zjednoczonej Prawicy. To mogło zniechęcać nasz elektorat. Frekwencja była dość wysoka jak na wybory uzupełniające i część elektoratu ZP mogła zostać w domach. Trzeba się zastanowić, czy przy dwóch kandydatach, była odpowiednia mobilizacja naszego elektoratu. Zastanawiam się, czy to był dobry krok – tłumaczył gość TOK FM.

Podkreślał też, że wybory w Rzeszowie "przybrały rodzaj partyjnego plebiscytu". – Preferencje wyborców byłego prezydenta Tadeusza Ferenca były inne, niż jego wskazanie (popierał Warchoła-red.). Wybrali kandydata opozycji, a nie Zjednoczonej Prawicy - dodał. 

Kampania za publiczne pieniądze

Dominika Wielowieyska przypomniała, że na ostatniej prostej kampanii wiceminister Warchoł przekazał jednemu ze szpitali pół miliona złotych z Funduszu Sprawiedliwości, którym zarządza jego resort. – Tam gdzie kandyduje ktoś z Solidarnej Polski, tam pojawiają się pieniądze z funduszu – komentowała dziennikarka.

Ozdoba odparł, że to... „narracja TOK FM".

– To daleko idące pomówienie. To są pieniądze z nawiązki, którą orzekają sądy w postępowaniach karnych. Mają służyć poszkodowanym. Ja tutaj widzę ciągłość i to nie jest związane z partią. Nie oburza mnie fakt, że pieniądze trafiają na przykład do Ochotniczych Straży Pożarnych, które są zazwyczaj pierwsze na miejscach wypadków i kupują za to sprzęt do ratowania życia. To realne środki, które trafiają do ważnych instytucji – argumentował polityk Solidarnej Polski.

O poważnych wątpliwościach dotyczących wydawania pieniędzy z Funduszu Solidarności - nie tylko w czasie kampanii wyborczych - dziennikarze i eksperci alarmują od kilku lat. Bo prócz wręczania czeków strażakom czy szpitalom - właśnie z tych pieniędzy np. min. Zbigniew Ziobro zasilił gminy, które straciły pieniądze unijne po przyjęciu słynnych uchwał anty-LGBT. 600 tys. złotych dostał też  o. Tadeusz Rydzyk. Na przeciwdziałanie przestępczości.

Posłuchaj:

DOSTĘP PREMIUM