"Chcieli uniknąć służb, a wpadli jak śliwka w kompot". Sejm o cyberatakach na polityków

- Myślę, że ucieczka w tajność i groźne miny to taka gra. Nie widzę przeciwskazań, by przygotować jawną informację na temat tego, co się stało - tak Tomasz Siemoniak ocenił w Poranku TOK FM zasadność zwołania niejawnego posiedzenia Sejmu, które jest poświęcone cyberatakom na internetowe konta polityków. Dodał, że teraz wszyscy mogą sobie maile ministrów czytać w sieci.
Zobacz wideo

Na wniosek premiera Mateusza Morawieckiego zostało w środę zwołane niejawne posiedzenie Sejmu.  Jest poświęcone cyberatakom na maile i konta internetowe polskich polityków. Wszyscy posłowie musieli pojawić się na Wiejskiej, bo marszałek Sejmu Elżbieta Witek wykluczyła możliwość połączeń zdalnych.

Posiedzenie rozpoczęło się o godzinie 9, lecz szybko została ogłoszona przerwa do godziny 12. W tym czasie sala plenarna ma zostać przygotowana do wysłuchania informacji w trybie niejawnym.

Zdaniem posła Tomasza Siemoniaka z PO, który był gościem Poranka TOK FM, PiS zwołał to posiedzenie, bo zdał sobie sprawę ze skali problemu hakerskich ataków na internetowe konta polityków i próbuje "uciec do przodu". Wiceprzewodniczący PO spodziewał się, że rząd będzie próbował mówić, że "ataków hakerskich są tysiące i tysiące z nich jest odpieranych, rozmywając istotę problemu. - Rząd i premier uciekali wczoraj od niej, a na prywatnych kontach poczty elektronicznej odbywało się prowadzenie spraw państwowych. To jest coś niesłychanego i jest ogromnym skandalem. Myślę, że to nie jest problem tego, czy hakerzy gdzieś się włamali, bo każdego dnia trwa walka "tarczy i miecza", jeśli chodzi o Internet i zabezpieczenia, tylko o to, że mogli to zrobić z ogromną łatwością, bo prywatna poczta nie ma takich zabezpieczeń jak rządowe serwery - ocenił wiceprzewodniczący PO.

Jako były minister obrony tłumaczył, że korespondencja członków rządu powinna zostać na rządowych serwerach, bo jest to "działalność państwowa". Urzędnicy nie mogą jej przenosić na prywatne skrzynki mailowe.

Dodał, że po stronie rządzących dużo jest w tej sprawie niefrasobliwości i nieodpowiedzialności, ale prawdziwą ich intencją jest ukrywanie korespondencji przed służbami specjalnymi. - Sądzę, że chcieli unikać tego, by służby specjalne kontrolowały i archiwizowały ich korespondencję. Wpadli jak śliwki w kompot, bo teraz wszyscy ją znają - powiedział gość Poranka TOK FM.

W kontekście tajności posiedzenia Sejmu Siemoniak stwierdził: "Myślę, że ucieczka w tajność i groźne miny to taka gra". - Nie widzę przeciwskazań, by przygotować jawną informację na temat tego, co się stało. Zwłaszcza że wszyscy mogą sobie te maile w sieci czytać. Pewnie najgorsze przed nami, bo ktokolwiek to robi, dozuje napięcie. Cała Polska czyta maile premiera i ministrów - stwierdził.

Prowadzący Poranek TOK FM Maciej Głogowski zapytał swojego gościa, czy opozycja będzie pytała rząd o odpowiedzialność wicepremiera Jarosława Kaczyńskiego. To on - zgodnie z zarządzeniem premiera z końca ubiegłego roku - stanął na czele Komitetu Bezpieczeństwa Narodowego, do zadań którego należy analizowanie rządowej polityki bezpieczeństwa i obrony państwa. - Oczywiście, że zapytamy. Ale ten komitet i wicepremierowanie Jarosława Kaczyńskiego nie wynikały z chęci zajęcia się bezpieczeństwem państwa, tylko były efektem koalicyjnych problemów PiS-u. Ale tak, za tę sprawę wicepremier Kaczyński odpowiada. Po pierwsze w zakresie swoich kompetencji, a po drugie politycznie, bo desygnował do rządu ludzi, którzy jak widać, kompletnie się do tego nie nadają - ocenił Tomasz Siemoniak.

DOSTĘP PREMIUM