Telefony w depozytach, włączone szumidła i tajne wystąpienie premiera. "To pokazuje powagę sytuacji"

Posłanki i posłowie musieli oddać do depozytu wszystkie urządzenia elektroniczne, a na salę posiedzeń byli wpuszczani po przejściu przez bramki kontrolne. Na tajnym posiedzeniu Sejmu premier mówił o cyberatakach na członków rządu. - To pokazuje powagę sytuacji i rzeczywiście może wskazywać, że mówimy o czubku góry lodowej - mówił w TOK FM dr Maciej Kawecki.
Zobacz wideo

Wszyscy posłowie musieli w środę pojawić się na Wiejskiej, bo marszałek Sejmu Elżbieta Witek wykluczyła możliwość połączeń zdalnych. Na niejawnym posiedzeniu premier Mateusz Morawiecki mówił o cyberatakach na członków rządu. Jak relacjonował reporter TOK FM, Sejm był pilnie strzeżony, wyłączone zostało Wi-Fi oraz włączono szumidła, które zagłuszają sieć komórkową. Posłowie i posłanki musieli oddać do depozytu wszystkie urządzenia elektroniczne, a na sale posiedzeń byli wpuszczani bez teczek i torebek, po wcześniejszym przejściu przez bramki kontrolne. 

Politycy opozycji uważają, że podjęte środki ostrożności to przesada, a Tomasz Siemoniak mówił w TOK FM, że "ucieczka w tajność i groźne miny to taka gra". I stwierdził, że powinna powstać jawna informacja o cyberatakach. Z kolei poseł Bartłomiej Sienkiewicz ocenił na konferencji prasowej, że utajnienie obrad Sejmu jest "próbą utajnienia afery mailowej, jaka odbywa się w rządzie". Podobnie mówił Marcin Kierwiński, który stwierdził, że utajniając obrady rząd "tak naprawdę chce utajnić swoją niekompetencję".

Jednak dr Maciej Kawecki, prezes Instytutu Polska Przyszłości im. S. Lema, ocenił w TOK FM, że decyzja o niejawności posiedzenia, w tej sytuacji, była zasadna. - To jest ważny sygnał dla areny międzynarodowej, że ta tematyka jest dla nas bardzo istotna (...). Jesteśmy dzisiaj na wojnie. Kiedyś pomiędzy państwami walczyło się poprzez bombardowanie, natomiast dzisiaj uderzamy poprzez bombę cyfrową - stwierdził. Jak dodał, fakt, że tajne posiedzenie zostało zwołane na wniosek premiera, pokazuje "powagę sytuacji". - Może wskazywać, że mówimy o czubku góry lodowej - zaznaczył. 

Gość TOK FM zgodził się jednak z opiniami, które głoszą m.in. politycy opozycji, że rządzący często lekceważą sprawy bezpieczeństwa, nie potrafią się posługiwać współczesnymi narzędziami, a nawet nie wiedzą, że prywatna poczta nie powinna służyć do prowadzenia korespondencji o randze państwowej. - Nie ulega żadnej wątpliwości to, że nie powinno się korzystać z poczty prywatnej w celach służbowych, politycznych. To, że to ma wpływ na bezpieczeństwo państwa, też nie ulega wątpliwości - podkreślił. Sugerował też, żeby szkolenia z cyberbezpieczeństwa były dla polityków obowiązkowe. 

Zwracał również uwagę, jak złożony był atak na szefa KPRM Michała Dworczyka, a fejkiem był nawet wpis informujący o ataku. Zauważał też, że w ujawnionej korespondencji pomiędzy premierem a ministrem Dworczykiem widać błąd. - Premier Morawiecki odpowiedział ministrowi Dworczykowi wcześniej niż on wysłał mu pytania. Teraz my nie wiemy, czy to jest intencjonalny błąd, który miał podszyć pod wątpliwość prawdziwość tej korespondencji, czy może premier Morawiecki był wtedy w innej strefie czasowej  - mówił. Jak dodał, to powoduje "wielki chaos" i przypominał, że podobnie było wcześniej, gdy media udostępniały wpis żony Dworczyka jako prawdziwy, a potem prostowały informacje. 

Atak hakerski na Michała Dworczyka

Przypomnijmy, że sprawa cyberataków na Polskę zaistniała publicznie w ubiegłym tygodniu. Wówczas szef KPRM Michał Dworczyk oświadczył na Twitterze, że w związku z doniesieniami dotyczącymi włamania na jego skrzynkę email i skrzynkę jego żony, a także na ich konta w mediach społecznościowych, poinformowane zostały stosowne służby państwowe. Podkreślił jednocześnie, że "w skrzynce mailowej będącej przedmiotem ataku hakerskiego nie znajdowały się żadne informacje, które miały charakter niejawny, zastrzeżony, tajny lub ściśle tajny".

Jednak hakerzy, którzy przejęli konto szefa kancelarii premiera Michała Dworczyka, ujawnili m.in. e-maila dotyczącego planów użycia wojska przeciwko protestującym po wyroku Trybunału Konstytucyjnego ws. aborcji.  - W tej chwili nie można jednoznacznie wskazać kto stoi za atakiem hakerskim na moją skrzynkę mejlową, ale oczywiste jest, że jego intencją jest podważenie zaufania do mnie - oświadczył w piątek Dworczyk. Dodał, że część z ujawnionych informacji i rzekomych maili została spreparowana.

DOSTĘP PREMIUM