Były szef Agencji Wywiadu o aferze mailowej: To konsekwencja stylu wprowadzonego przez premiera

Przedstawiciele świata polityki nie biorą na serio tego, co mówią służby. Bo im to z jakichś powodów nie pasuje - ocenił były szef Agencji Wywiadu w rządzie Beaty Szydło - Grzegorz Małecki. Stwierdził, że zwyczaj korzystania z prywatnych skrzynek do celów służbowych "jest kwestią stylu wprowadzonego przez obecnego premiera". - I zaimplementował go całemu swojemu otoczeniu - mówił w TOK FM.
Zobacz wideo

W środę posłowie pojawili się w Sejmie, gdzie na niejawnym posiedzeniu premier Mateusz Morawiecki mówił o ostatnich cyberatakach na członków rządu. Tydzień wcześniej szef Kancelarii Prezesa Rady Ministrów Michał Dworczyk poinformował o hakerskim ataku na skrzynkę mailową i media społecznościowe jego i jego żony. Ocenił, że "z całą pewnością można stwierdzić, iż celem tego typu cyberataków jest dezinformacja".

Były szef Agencji Wywiadu w rządzie Beaty Szydło - Grzegorz Małecki, komentując te wydarzenia, przyznał, że nasz kontrwywiad najwyraźniej nie działa. Zdaniem gościa Poranka Radia TOK FM jednym z powodów jest to, że Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego ma zbyt wiele zadań do realizowania i prawdopodobnie brakuje jej sił i środków na zapewnienie rządowi cyberbezpieczeństwa.

- Dlatego postuluję powołanie agencji wywiadu, która będzie się zajmowała bezpieczeństwem w cyberprzestrzeni oraz wywiadem cyfrowym - mówił Małecki.

Drugim powodem, dla którego maile najważniejszych urzędników państwowych wpadają w ręce hakerów, jest - według b. szefa Agencji Wywiadu - "brak solidnego funkcjonowania służb specjalnych i ich autorytetu w strukturach władzy".

- Ten problem zawsze był zauważalny, a od kilkunastu lat jest coraz gorzej pod tym względem. Służby po prostu nie mają na tyle autorytetu w rządzie, by mieć wpływ na praktyki stosowane przez najwyższych urzędników państwowych. Przejawem tego było to, że tworzony od 15 lat system bezpiecznej łączności komórkowej, nie spotkał się z właściwym przyjęciem urzędników, którzy zaszyfrowanych telefonów nie używali. Dawali go często swojemu BOR-owcowi albo zostawiali w szafie, ponieważ obawiali się, że zgubią i będą musieli płacić, a on jest bardzo drogi - argumentował.

Mateusz Morawiecki i nawyki z korporacji

W ocenie Małeckiego kolejnym powodem, dla którego możemy czytać w Internecie maile najwyższych urzędników w państwie, jest styl komunikowania się, jaki wprowadził premier Mateusz Morawiecki. 

- Moim zdaniem skala używania skrzynek prywatnych (do celów służbowych) jest kwestią stylu wprowadzonego przez obecnego premiera, który przeniósł go z czasów, gdy był szefem banku, i zaimplementował go całemu swojemu otoczeniu. To jest ten problem: nawyk z życia cywilnego i niechęć podporządkowania się rygorom związanym z funkcjonowaniem administracji rządowej - stwierdził rozmówca Jacka Żakowskiego.

Były szef Agencji Wywiadu dodał, że rozmawiał z osobą, która była członkiem rządu, i mówiła, że zwracała uwagę premierowi Morawieckiemu na kwestie bezpieczeństwa komunikacji. - Ale on to zlekceważył. To środowisko i w ogóle przedstawiciele świata polityki nie biorą na serio tego, co mówią służby. Bo im to z jakichś powodów nie pasuje. Równie mrożące krew w żyłach są informacje, że politycy używają prywatnych telefonów do celów służbowych i posiadają numery od 20 lat - zaznaczył.

Prowadzący audycję Jacek Żakowski zapytał swojego gościa, czy służby powinny uzyskać suwerenność wobec polityków jak np. w Stanach Zjednoczonych. - To jest dobry kierunek. Jeśli pozostawimy (bez zmian) obecną sytuację, kiedy służbami rządzą politycy, to one nie mają jakichkolwiek szans na bycie profesjonalnymi - powiedział.

DOSTĘP PREMIUM

DOSTĘP PREMIUM