Staroń przekonuje, by na nią głosować. "Im dłużej, tym gorzej". Oburzenie wywołały słowa dot. Bodnara

W Senacie trwa debata, podczas której kandydatka PiS na Rzecznika Praw Obywatelskich przekonuje senatorów do wyboru jej na to stanowisko. Swierdziła m.in., że do tej pory RPO nie stawał w obronie osób zajmujących lokale spółdzielcze na gruntach nienależących do spółdzielni. Komentatorzy szybko wytknęli jej mówienie nieprawdy. Głos zabrał też Adam Bodnar.

Senat zdecyduje dziś, czy Lidia Staroń zostanie Rzecznikiem Praw Obywatelskich. Od kilkudziesięciu minut trwa debata przed głosowaniem. Najpierw było długie wystąpienie samej Staroń - i słowne przepychanki o to, czy w ogóle powinna zabierać głos i jak długo powinno trwać takie przemówienie.

Wybrana przez Sejm na stanowisko RPO Staroń w sumie 40 minut opowiadała o swoich sukcesach, dokonaniach. - Przemawia za mną mandat zaufania społecznego zdobywany w kolejnych pięciu kadencjach parlamentarnych, w każdych wyborach otrzymałam ogromne poparcie należące do najwyższych w Polsce. Podjętych 16 tys. interwencji, w każdej w nich wykazywałam błędy prawne, merytoryczne, formalne, a nierzadko złą wolę różnych instytucji, osób fizycznych czy prawnych, stałam po stronie obywatela, któremu nikt nie chciał pomóc - mówiła.

Staroń stwierdziła też m.in., że dzięki jej staraniom miliony obywateli mogły się stać właścicielami swoich mieszkań. Dodała, że była zdolna przekonać polityków różnych opcji, co wymagało umiejętności budowania mostów ponad podziałami dla dobra ludzi.

"Lidia Staroń w Senacie przekonuje parlamentarzystów do wyboru jej na stanowisko Rzecznika Praw Obywatelskich. Twierdziła, że do tej pory RPO nie stawał w obronie osób zajmujących lokale spółdzielcze na gruntach nienależących do spółdzielni. Komentatorzy szybko jej wytknęli, że to nieprawda" - napisał na Twitterze Patryk Słowik z "Dziennika Gazety Prawnej".

"Lidia Staroń twierdzi, że do tej pory RPO nie stawał w obronie członków spółdzielni. Poniżej tekst z 2018 roku o interwencji" - to z kolei tweet Kamila Dziubki z Onetu.

"W sprawie wyboru Rzecznika Praw Obywatelskich PiS dokonał cudu. W trakcie wypowiedzi kandydatki PiS Lidii Staroń zaczynamy tęsknić za profesjonalizmem poprzedniego kandydata B. Wróblewskiego" - skomentował Paweł Wroński. Jak ocenił dziennikarz "GW": "Staroń - im przemawia dłużej, tym jest gorzej".

"Pani Senator Lidia Staroń nie rozumie o czym mówi. Ciężko się tego słucha" - napisała była dziennikarka TVN24 Karolina Hytrek-Prosiecka.

Dużo pytań i mało konkretnych odpowiedzi

Lidia Staroń zapewniała, że nie będzie politycznym RPO. Deklarowała, że chce otwierać delegatury w całym kraju, by ułatwić dostęp obywateli do pomocy Rzecznika Praw Obywatelskich. 

Do zadawania pytań kandydatce zgłosili się przede wszystkim senatorowie i senatorki z opozycji. Padały pytania o dofinansowanie in vitro, konwencję antyprzemocową. Ale na większość Lidia Staroń nie udzieliła konkretnej odpowiedzi, mówiła w sposób wymijający. Dopytywania, uściślania pytań, jakich dokonywali senatorowie nie przynosiły efektu. Prowadzący obrady wicemarszałek Senatu Michał Kamiński stwierdził w pewnym momencie: "Dopytywanie się będzie miało charakter znęcania się".

Wybór RPO

Rzecznika Praw Obywatelskich powołuje Sejm za zgodą Senatu. Jeżeli Senat odmówi wyrażenia zgody na powołanie Rzecznika, Sejm wybiera na to stanowisko inną osobę. W miniony wtorek Sejm powołał na to stanowisko kandydatkę PiS, senator niezależną Lidię Staroń. Za jej kandydaturą opowiedziało się 231 posłów. Prof. Marcin Wiącek zdobył 222 głosów. Za Staroń zagłosowali wszyscy posłowie PiS; spośród klubu PiS 10 posłów Porozumienia, w tym lider ugrupowania Jarosław Gowin zagłosowało za kandydaturą prof. Wiącka.

Wcześniej parlament już czterokrotnie, bezskutecznie, próbował wybrać następcę Bodnara. Dwukrotnie jedyną kandydatką była mec. Zuzanna Rudzińska-Bluszcz, która była wspólną kandydatką KO, Lewicy i Polski 2050 Szymona Hołowni. Nie uzyskała ona jednak poparcia Sejmu. Za trzecim razem Sejm powołał na RPO kandydata PiS, wiceszefa MSZ Piotra Wawrzyka, jednak Senat nie wyraził na tę kandydaturę zgody. Podobnie było za czwartym razem - Senat nie zgodził się, by urząd RPO objął powołany na to stanowisko przez Sejm poseł PiS Bartłomiej Wróblewski.

Wybór RPO jest konieczny, ponieważ już we wrześniu zeszłego roku upłynęła pięcioletnia kadencja Adama Bodnara. W połowie kwietnia Trybunał Konstytucyjny kierowany przez Julię Przyłębską orzekł, że artykuł ustawy, który pozwala pełnić RPO swoją funkcję po upływie kadencji, jeżeli nie został wybrany następca, jest niezgodny z konstytucją. Tym samym Adam Bodnar musi opuścić stanowisko w ciągu trzech miesięcy.

DOSTĘP PREMIUM