"Dymisja pozwoli wprowadzić odrobinę profesjonalizmu, mniej harcerstwa". Dworczyk na pytania posłów nie odpowiedział

Sejmowa komisja rozpatruje wniosek o wotum nieufności wobec Michała Dworczyka, szefa Kancelarii Prezesa Rady Ministrów. Zdaniem posłów Koalicji Obywatelskiej, Dworczyk powinien zostać odwołany w związku z wyborami korespondencyjnymi, do których nie doszło. Sam Dworczyk nie stawił się na posiedzeniu komisji, żeby odpowiedzieć na pytania parlamentarzystów. Robi to za niego Łukasz Schreiber.
Zobacz wideo

2 czerwca posłowie Koalicji Obywatelskiej złożyli wniosek o wyrażenie wotum nieufności wobec Michała Dworczyka. Była to odpowiedź na złożenie do prokuratury zawiadomień ws. wyborów kopertowych przez Najwyższą Izbę Kontroli. 14 czerwca wniosek skierowano do Komisji Administracji i Spraw Wewnętrznych, której posiedzenie rozpoczęło się w poniedziałek. Minister Dworczyk nie stawił się na obradach komisji, zastąpił go przewodniczący Stałego Komitetu Rady Ministrów Łukasz Schreiber, który odpowiada na pytania parlamentarzystów.

Poseł KO Sławomir Nitras uzasadniał wniosek o wyrażenie wotum nieufności wobec Michała Dworczyka. Przekonywał, że organizacja wyborów korespondencyjnych jest wystarczającym powodem, aby rząd Mateusza Morawieckiego podał się do dymisji i aby odwołać szefa kancelarii premiera. - Dymisja ministra Dworczyka pozwoli wprowadzić odrobinę profesjonalizmu, mniej harcerstwa - argumentował poseł Nitras.

- To, co przemawiało za decyzjami, które były podjęte w ubiegłym roku, to artykuł 127 konstytucji dot. ciągłości władzy. Mogła być zachwiana w związku z działaniami mającymi na celu destabilizację sytuacji w państwie i przesunięciem terminu wyborów na prezydenta RP - odpowiedział Łukasz Schreiber.

Dodał, że opozycja "zasłaniała się pandemią", żeby przesunąć wybory, które były konieczne, by nie doszło do kryzysu konstytucyjnego. - Gdybyśmy poszli za tymi głosami opozycji i części mediów (żeby przesunąć głosowanie), dalej siedzielibyśmy i dyskutowalibyśmy, kiedy wybory mają się odbyć. A opozycja złożyłaby taki sam wniosek, który odnosiłby się do zaniechań rządu - mówił.

"Nikomu nie życzę, żeby znalazł się w takiej sytuacji"

Na początku czerwca Michał Dworczyk przekonywał w mediach, że organizacja wyborów kopertowych przebiegała "w sytuacji ekstraordynaryjnej". - Dzisiaj możemy mówić różne rzeczy post factum, natomiast ja nikomu nie życzę, żeby znalazł się w takiej sytuacji, w której trzeba tego rodzaju podejmować decyzje. Proszę pamiętać, że nadrzędnym prawem, które nas obowiązuje i obowiązywało, był konstytucyjny obowiązek przeprowadzenia wyborów w określonym terminie. Zarówno premier jak i ja nie mamy w tej sprawie nic do ukrycia. Jesteśmy gotowi to tłumaczyć przed każdym gremium - deklarował Dworczyk.

Pod koniec maja Najwyższa Izba Kontroli skierowała do prokuratury zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa przez premiera Mateusza Morawieckiego, szefa KPRM Michała Dworczyka, szefa MAP Jacka Sasina oraz szefa MSWiA Mariusza Kamińskiego. NIK dotarła do opinii prawnych - zleconych przez Kancelarię Premiera - z których jasno wynikało, że przygotowania z pominięciem Państwowej Komisji Wyborczej jest niezgodne z prawem i może oznaczać poważne konsekwencje.

Mimo to urzędnicy zignorowali opinie, za które ostatecznie zapłacili podatnicy. Tak samo jak m.in. za drukowanie kart wyborczych, które nie zostały wykorzystane. Według NIK-u skarb państwa na nieudanych przygotowaniach do wyborów z 10 maja stracił nawet ponad 100 milionów złotych.

DOSTĘP PREMIUM