Posłowie PiS próbowali zagłuszyć (oklaskami) Dziemianowicz-Bąk. Poszło o wniosek ws. Czarnka

Posłowie opozycji złożyli wniosek o odwołanie Przemysława Czarnka. Posłanka Agnieszka Dziemianowicz-Bąk chciała, by minister wytłumaczył się z wypowiedzi dotyczącej uczestników Parady Równości. Zarzuciła Czarnkowi, że dopuścił się "szczucia i obrażania". Gdy przemawiała, posłowie PiS zaczęli bić brawo, zagłuszając jej wystąpienie.
Zobacz wideo

Posłowie KO złożyli w Sejmie wniosek o odwołanie szefa MEiN Przemysława Czarnka, którego uważają za "niekompetentnego ministra i aroganta". - Jest ministrem złym i szkodliwym, pełnym pogardy i agresji - mówiła wiceszefowa klubu KO Barbara Nowacka.

Podczas obrad Sejmu posłanka Lewicy Agnieszka Dziemianowicz-Bąk złożyła wniosek formalny o przerwę i zwołanie Konwentu Seniorów oraz o włączenie do porządku obrad informacji i wyjaśnień ministra edukacji i nauki. Domagała się od Czarnka "po pierwsze wyjaśnień, dlaczego po raz kolejny w dniu dzisiejszym minister edukacji dopuścił się szczucia i obrażania obywateli legalnie realizujących swoje konstytucyjne prawo do zgromadzeń". - Dlaczego nazwał osoby uczestniczące w sobotniej Paradzie Równości osobami nienormalnymi. Dlaczego minister edukacji szczuje także na uczniów LGBT+, którzy również uczestniczyli w tej paradzie - mówiła.

Oświadczyła, że wyjaśnień wymagają też informacje, że szef MEiN "próbuje podporządkować sobie w sposób radykalny i totalny całe funkcjonowanie każdej szkoły". "Groźby więzienia dla dyrektorów, zamiana kuratorów oświaty w prokuratorów oświaty - dodała.

Do słów posłanki Lewicy odniósł się szef MEiN. - Pani poseł, ja mam wniosek formalny, by pani raz jeszcze wysłuchała mojej wypowiedzi i przestała kłamać bezczelnie" - oświadczył. - Polacy widzą waszą narrację pełną chamstwa, kłamstwa, fałszowania rzeczywistości. Jeśli pani nie rozumie języka polskiego, to jest pani problem, ale nie mój i ja pani nie będę wyjaśniał słów w języku polskim - dodał.

Dziemianowicz-Bąk zwróciła się ponownie do Czarnka: - Panie ministrze, powiedział pan słowa następujące: "przecież wszyscy Polacy widzą, co się dzieje na ulicach i na czym polega tolerancja. Przecież to, co się tam działo, nie ma nic wspólnego z tolerancją i równością. Polacy widzą, kto jest normalny, a kto nie".

Po tych słowach posłowie PiS zaczęli bić brawo, zagłuszając wystąpienie polityczki Lewicy.

Posłanka Dziemianowicz-Bąk próbowała się przebić przez oklaski i dokończyć wypowiedź: - Nie jest pana prawem, kompetencją odmawianie uczniom, młodzieży nauczycielom i żadnej mniejszości prawa do korzystania z konstytucyjnego prawa do gromadzenia się i wyrażania własnych poglądów. (...) Jedyny język, jak pan zna, to język nienawiści, szczucia, język, który prowadzi do tego, że uczniowie - na straży których powinien pan stać - popełniają samobójstwa, dokonują samookaleczeń i krzywdzą sami siebie" - krzyczała.

Posłowie w głosowaniu odrzucili wniosek o przerwę w obradach.

"Czy to są ludzie normalni państwa zdaniem?"

Słowa, które cytowała posłanka Lewicy, minister Czarnek wypowiedział rano w telewizji rządowej. - Widzieliście państwo przed momentem zdjęcia z tej 'parady tak zwanej równości', bo to z równością nie ma nic wspólnego. Widzieliście tam osobników ubranych dziwacznie, jakiegoś mężczyznę ubranego jak kobieta. Czy to są ludzie normalni państwa zdaniem? (...) Ci osobnicy, którzy tam chodzą, to są ludzie, którzy nie zachowują się w sposób zgodny ze standardami i normalnie. To jest demoralizacja publiczna, obraza moralności publicznej. Inteligencja Polaków jest na tyle rozbudowana, że tego typu raporty niemające nic wspólnego z nauką są po prostu obrazą inteligencji - dodał.

Szef MEiN powiedział także, że "wszyscy jesteśmy równi wobec prawa, wszyscy jesteśmy równi w godności osoby ludzkiej, ale nie jesteśmy równi w uprawnieniach". - Ktoś, kto demoralizuje, promuje różnego rodzaju dewiacje, nie ma takich samych praw publicznych, jak osoba zachowująca się zgodnie ze standardami i normami, która nie demoralizuje - powiedział Czarnek.

DOSTĘP PREMIUM