"Jestem zaskoczony radością posłów prawicy, bo są jak indyki przed ścięciem". Ekspert o głosowaniach w Sejmie

Tam, gdzie prezes nie może, tam Terleckiego pośle. Obnosi się z chamstwem, ale może rozdawać karty - tak o Ryszardzie Terleckim mówił w TOK FM dr Mirosław Oczkoś. Wyjątkowo Zjednoczona Prawica odrzuciła wczoraj wszystkie wnioski opozycji dot. dymisji wicemarszałka Sejmu i trzech ministrów. Jak przyznał ekspert, trochę go zaskoczyła radość posłów prawicy, owacje na stojąco.
Zobacz wideo

W nocy Sejm odrzucił wnioski opozycji o odwołanie wicemarszałka Sejmu Ryszarda Terleckiego oraz trzech ministrów: Mariusza Kamińskiego, Jacka Sasina i Michała Dworczyka. Posłowie PiS pisali tryumfalne komentarze w Internecie, np. Marcin Horała na Twitterze umieścił post: "PiS - opozycja 4:0". Były też owacje, a nawet koszulki z podobizną Ryszarda Terleckiego, w których fotografowali się parlamentarzyści PiS.

Dr Mirosław Oczkoś, który był gościem Pierwszego Śniadania w TOK-u, był zdziwiony tryumfalizmem polityków obozu rządzącego. - Trochę jestem zaskoczony radością posłów niezjednoczonej prawicy, bo oni są jak indyki przed ścięciem. Nerwowość jest duża, co widać w mowie ciała. Ale "ojcowie rozłożyciele" kraju jeszcze postanowili to (swoją władzę) utrzymać - stwierdził specjalista ds. wizerunku i marketingu politycznego.

Odrzucenie wniosków dotyczących dymisji Terleckiego uczczono gromkimi brawami. Jak ocenił gość TOK FM, parlamentarzyści Zjednoczonej Prawicy musieli się tak zachować. Bo to wicemarszałek de facto rządzi Sejmem i władzy bardzo zależało, żeby zachował stanowisko. - Jest człowiekiem od zadań specjalnych. Tam, gdzie prezes nie może, tam Terleckiego pośle. Obnosi się z chamstwem, ale może rozdawać karty. Ale założę się, że trzy czwarte posłów nie bardzo wie, co się dzieje na szczytach władzy. Są od tego, żeby głosować i się nie odzywać. Jak nie będą głosować, to zostaną poddani Kamińskiemu, a jak będą głosować, to zostaną nagrodzeni stanowiskami dla siebie i najbliższych - mówił Oczkoś.

Ekspert ds. wizerunku nazwał ostatnie głosowania w Sejmie "nocnymi grami i zabawami PiS-u" i krytycznie ocenił rolę, jaką w nich odgrywa Mateusza Morawieckiego. - Kuriozalny jest w tym wszystkim pan premier, który już nie wie, czy jest dzień, czy noc. Ma taki syndrom, jakby pracował na okręcie podwodnym i nie wiedział, czy dostaje śniadanie, czy kolację. Jak np. wyskakuje z tekstem, że za śmierci covidowe odpowiadają marsze kobiet, to ręce opadają - stwierdził rozmówca Piotra Maślaka.

Nawiązał w ten sposób do słów premiera, który podczas środowej debaty w Sejmie bronił szefa MSWiA Mariusza Kamińskiego, mówiąc, że podlegli ministrowi policjanci "dbali o to, żeby utrzymać porządek publiczny w czasie, kiedy nielegalne demonstracje doprowadzały, bo to trzeba podkreślać, do wielu zgonów kilka tygodni później". - Przecież jest rzeczą oczywistą, że wówczas prowadzone demonstracje w szczycie drugiej fali prowadziły do wzajemnych zakażeń, a w ślad za tym, kilka tygodni później, do zgonów – podkreślił.

Drużyna opozycji bez swojego Lewandowskiego

Jak ocenił dr Oczkoś, w nocnej batalii dotyczących dymisji wicemarszałka i ministrów po stronie opozycji wyróżnili się sprawnością retoryczną posłowie Sławomir Nitras i Cezary Tomczyk z KO. Ale nie zmienia to faktu, że w drużynie opozycji brakuje kogoś na miarę... Roberta Lewandowskiego.

Czy sytuację może poprawić powrót do gry Donalda Tuska? - Wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują, że Tusk wykona ten krok (wróci do polskiej polityki). Jedyne, co nas może zaskoczyć, to forma tego powrotu. Bo Donald Tusk zawsze powtarza, że realizuje własne scenariusze, a nie czyjeś. Patrząc na przebieg jego kariery, to nie było takiego polityka w Polsce, który byłby graczem klasy światowej. Jak Lewandowski - podsumował specjalista ds. wizerunku i marketingu politycznego.

DOSTĘP PREMIUM

DOSTĘP PREMIUM