"Polityka kija i marchewki, z przewagą tego pierwszego". Tak "dobra zmiana" traktuje prokuratorów

Z raportu przygotowanego przez Stowarzyszenie "Lex Super Omnia" wynika, że "dobra zmiana" to m.in przymusowe delegacje wiele kilometrów od domu, dyscyplinarki, postępowania karne i degradacje prokuratorów.
Zobacz wideo

Prokurator generalny Zbigniew Ziobro i jego zastępcy coraz częściej i dotkliwiej szykanują podwładnych - to główne wnioski z raportu "Metoda kija. Dobrozmianowy system nękania niezależnych prokuratorów" autorstwa Stowarzyszenia Prokuratorów "Lex Super Omnia".  

- Tak naprawdę cel był tylko jeden: zmienić kadry, czyli pozbyć się i upokorzyć prokuratorów, którzy - poprzez swoje dotychczasowe postawy zawodowe - udowadniali, że potrafią mówić "nie" i zachowują zawodową niezależność. Natomiast na ich miejsce powołać nowych, którzy wszystko - cały swój dorobek zawodowy - będą zawdzięczać obecnej władzy. Te 114 osób, które zostały zdegradowane... wszystko co osiągnęło, zawdzięcza własnej pracy. Nominacje, które otrzymywaliśmy, otrzymywaliśmy od bardzo różnych prokuratorów generalnych - podkreśla prokurator Katarzyna Szeska ze Stowarzyszenia "Lex Super Omnia". 

Nie słuchasz podcastów? To dobry czas, by zacząć. Dostęp Premium za 1 zł!

Po degradacjach przyszedł czas na delegacje. Chodzi o przeniesienia m.in. do prokuratur oddalonych wiele kilometrów od miejsca zamieszkania konkretnych osób. - Nagle zaczęto w ten sposób dyscyplinować prokuratorów. Najpierw otrzymali je tzw. prokuratorzy niepokorni, w przypadku których "reforma" nie uwzględniała ich degradacji. Potem ten rodzaj szykan zaczął się rozszerzać na wszystkich. Zaczęli mu podlegać również prokuratorzy prokuratur rejonowych, którzy - w sprawach, które prowadzili - podejmowali decyzje niezgodne z oczekiwaniami władzy. Wprowadzono politykę kija i marchewki, z tym, że z przewagą kija: jeżeli nie będziesz podejmował takich decyzji, jakich od ciebie oczekujemy - może cię spotkać kara - wyjaśnia prokurator Szeska.

Szykany, szykany, szykany. I strach

W jej ocenie, w prokuraturze - w przeciwieństwie do sądownictwa - mocno zadziałał tzw. "efekt mrożący". Część śledczych boi się wychylić, boją się wyrazić własne zdanie nawet, gdy są do niego przekonani - również w sprawie prowadzonych przez siebie śledztw. - Prokuratorzy obserwując, czytając, interesując się tym, co się dzieje w kraju, są przerażeni. Mają dzieci, kredyty i po prostu się boją. Boją się, że ich również mogą dotknąć te szykany - mówi Szeska.

Podkreśla jednak, że kiedy obserwuje środowisko prokuratorskie - od zmian w 2016 roku - jest delikatną optymistką. - Widzę, że są również postawy godne niezależnych prokuratorów i jest wielu prokuratorów, którzy podejmują decyzje zgodnie z posiadaną przez siebie wiedzą oraz z własnym, zawodowym sumieniem. Wiedzą, że w obecnej prokuraturze nie zrobią tzw. kariery, ale mają lustra, patrzą w nie i wiedzą, że są prawdziwymi prokuratorami - dodaje pani prokurator.

DOSTĘP PREMIUM