Kongres PiS. Kaczyński mówił o "sukcesie" i "sześciu latach walki"

Podczas kongresu PiS Jarosław Kaczyński oceniał, że rządom PiS udało się "zmienić system" i to "we wszystkich wymiarach", dlatego "można mówić o sukcesie". - Całe te dzieje, tych pięciu, albo inaczej mówiąc prawie sześciu lat, to dzieje walki - stwierdził prezes PiS. Przypomniał też słowa Donalda Tuska o "moherowych beretach".
Zobacz wideo

W sobotę przed południem w Warszawie rozpoczął się kongres PiS, podczas którego delegaci wybiorą szefa ugrupowania, Radę Polityczną, Krajową Komisję Rewizyjną i Koleżeński Sąd Dyscyplinarny, a także dokonają zmian statutowych. Z informacji PAP wynika, że Kaczyński był jedynym kandydatem w wyborach na szefa partii. Prezes PiS wygłosił również przemówienie. - Całe te dzieje, tych pięciu, albo inaczej mówiąc prawie sześciu lat, to dzieje walki - stwierdził. 

Jak mówił, "trzeba postawić pytanie, czy po tych prawie sześciu latach, można mówić o sukcesie?". - Tak szanowni państwo, można mówić o sukcesie. Zmieniliśmy ten system. Zmieniliśmy go w wymiarze państwowym, w wymiarze społecznym, w wymiarze polityki międzynarodowej, polityki kulturalnej, polityki oświatowej - można powiedzieć we wszystkich wymiarach - powiedział lider PiS. Jak dodał, pierwszym zadaniem, które stanęło przed PiS-em, "było umocnienie państwa, przede wszystkim w tej sferze, gdzie zawodziło ono kompletnie - w sferze finansów publicznych".

- Pięć lat temu spotkaliśmy się na podobnym kongresie. Mieliśmy za sobą zwycięstwa w wyborach prezydenckich, parlamentarnych, wielki program. Mieliśmy za sobą pierwszą, ciężką bitwę - o Trybunał Konstytucyjny. Nie mieliśmy pewności, czy nasz program - wielki i trudny - zostanie zrealizowany, czy się da. Czy w tej niemożności, która panowała przez lata, nam się uda - mówił Kaczyński. - Dwukrotnie przecież próbowaliśmy. Krótka próba rządu Jana Olszewskiego - to był przecież nasz rząd Porozumienia Centrum, a także próba w latach 2005-2007 się nie udała. Ta niepewność była uzasadniona - przemawiał dalej. 

Według Kaczyńskiego, program PiS "był programem zmiany realnego ustroju społeczno-gospodarczego, ale także politycznego naszego państwa". Stwierdził, że dawny system miał wyłonić "elity pieniądza, ale także elity intelektualne, autorytety". Dodał, że ta grupa miała dominować i kierować pozostałą częścią społeczeństwa. - Oczywiście miały być różnego rodzaju instytucje demokratyczne, włącznie z wyborami różnych szczebli, ale te wybory poprzez ten mechanizm autorytetów, poprzez media opanowane przez jedną stronę, miały zawsze przynosić ten wynik. Ci sami, choć być może czasem w różnych odmianach, mieli rządzić - powiedział prezes PiS.

- Jeżeli to się nie udawało, to uznawano to za uzurpację. Natomiast cała reszta miała się zgadzać na skromne, biedne, czasem nędzne życie i miała się zgadzać na to, że w gruncie rzeczy nie ma praw politycznych, nie ma prawa wyłaniania władzy. To sformułowanie o moherowych beretach, które użył kiedyś niejaki pan Tusk, to właśnie było takie skrótowe, przenośne a jednak jasne ujęcie tego problemu - dodał Kaczyński. Jak podkreślił Kaczyński, ten system "uznawaliśmy za nieefektywny, ale jednocześnie mający pewną dodatkową cechę, a mianowicie - otwarty, bardzo otwarty na wpływy zewnętrzne".

Kaczyński zaznaczył, że "wpływy te były tak mocne, że czyniły z Polski w dalszym ciągu w dużej mierze niesuwerenne". - Oczywiście, ten system, jak każdy tego rodzaju system, miał mnóstwo tego rodzaju uzasadnień. Tym, że zwyciężają lepsi - to miała być legitymacja moralna. To, że nie należy odwoływać się do pojęcia narodu - no bo pojęcie narodu to pojęcie wspólnoty, a we wspólnocie obowiązuje empatia, więc nie można zgadzać się na nędzę, nieszczęście bardzo wielu ludzi. Nie można odbierać im praw. O tym, że kapitał nie ma narodowości - to uzasadniało tę wielką wyprzedaż, która wtedy następowała. Wszystkie te uzasadnienia traktowaliśmy jako całkowicie błędne - ocenił Kaczyński.

- Uważaliśmy, że trzeba inaczej - dodał. - Uważaliśmy przede wszystkim, że całe to podstawowe założenie - to znaczy: w żadnej sytuacji nie jest tak, żeby sam rynek był w stanie ukształtować dobry system polityczny i społeczny - podkreślił.

DOSTĘP PREMIUM