"Tusk umieści Trzaskowskiego tam, gdzie jego miejsce być w tej chwili powinno". Co dalej z prezydentem Warszawy?

- Rafał Trzaskowski zachował się w sposób bardzo niekorzystny PR-owo. Nie miał czasu dla dziennikarzy, trzasnął nam drzwiami od samochodu przed nosem, wywarczał jedno zdanie w naszym kierunku. Wszytko budowało atmosferę focha - mówiła w TOK FM Dominika Długosz z "Newsweeka", oceniając zachowanie prezydenta Warszawy podczas Rady Krajowej PO.
Zobacz wideo

Nie wszyscy politycy w Platformie Obywatelskiej cieszą się z powrotu Donalda Tuska. Jak mówiła w Weekendowym Poranku TOK FM Karolina Głowacka, nawet mało uważny obserwator zauważyłby, że podczas sobotniej konwencji jeden z jej uczestników "klaskał, ale się nie cieszył". Mowa oczywiście o Rafale Trzaskowskim. Prezydent Warszawy kilka dni temu powiedział wprost, że jeżeli Borys Budka zrezygnuje z liderowania PO - on jest w stanie stanąć na czele partii. Ostatecznie pełniącym obowiązki przewodniczącego stał się w sobotę Tusk. Jak potoczą się teraz relacje obu polityków? Czy będą w stanie współpracować? 

- Donald Tusk wraca nie po to, żeby się dzielić. Wczoraj jasno pokazał, że to on bierze na siebie ciężar i odpowiedzialność, żeby przywrócić Platformę do życia - powiedziała w TOK FM prof. Dorota Piontek z Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu. Zwróciła też uwagę, że w PO od dłuższego czasu narastało wiele niejasności wokół Trzaskowskiego i budowanych przez niego inicjatyw (Wspólna Polska, Campus Polska, itd.). Prezydent Warszawy niby zapewniał, że nie chce uderzać w Platformę, ale politycy tej partii nie byli co do jego kroków przekonani. 

"Trzaskowski zmarnował wszystkie swoje szanse"

- Rafał Trzaskowski próbował zbudować sobie platformę, na którą przeskoczy z Platformy Obywatelskiej, którą uznał za szyld zużyty na tyle, że nie ma co się z nim wiązać - stwierdziła jasno Dominika Długosz z "Newsweeka", która również gościła w Weekendowym Poranku TOK FM.

- Tusk, jako patriota Platformy Obywatelskiej, chce ją ratować i uważa, że ona ma jeszcze coś do zrobienia. Trzaskowski zmarnował wszystkie swoje szanse. Przez rok miał czas na to, żeby zbudować ruch i związek zawodowy, o którym mówił - wspominała dalej dziennikarka. Podkreślała, że przez rok prezydent Warszawy nie zrobił w tym kierunku właściwie nic. Uaktywnił się dopiero w ostatnich dniach, kiedy coraz głośniej zaczęto mówić o powrocie Tuska. 

- To jest polityk, który miał wszystko, co mógł. W Platformie byli ludzie, którzy proponowali mu, że są w stanie zrobić dość aksamitny przewrót, odebrać stanowisko Budce i przekazać je właśnie Trzaskowskiemu. Byli to ludzie związani z Grzegorzem Schetyną, którzy są wyjątkowo skuteczni w tych sprawach. Trzaskowski z tego nie skorzystał. W tej chwili jest już absolutnie za późno - przekonywała Długosz.

Dziennikarka radziła też, by "nie przeceniać środowiska Trzaskowskiego". Zwróciła uwagę, że prezydent Warszawy "budował się" i współpracował głównie z tymi politykami, którzy nie są formalnie członkami PO - samorządowcami, Barbarą Nowacką i Inicjatywą Polską czy Nowoczesną. - W samej partii Trzaskowski ma ośmiu ludzi - wyliczała dziennikarka. 

Dominika Długosz oceniła również, że w sobotę prezydent Warszawy "zachował się w sposób bardzo niekorzystny PR-owo". - Nie miał czasu dla dziennikarzy, trzasnął nam drzwiami od samochodu przed nosem, wywarczał jedno zdanie w naszym kierunku - mówiła. - Jego ludzie, którzy przez dwa tygodnie byli bardzo aktywni w budowaniu różnych "spinów" dookoła Trzaskowskiego też nagle zniknęli i przestali mieć ochotę na rozmowę. Wszystko to zbudowało raczej atmosferę focha niż odważnych politycznych zagrań - dodała.

Według dziennikarki Tusk "umieści Trzaskowskiego tam, gdzie jego miejsce być w tej chwili powinno, czyli w warszawskim ratuszu". 

DOSTĘP PREMIUM