Afera mailowa. Sowite nagrody dla urzędników Kancelarii Premiera Rady Ministrów

809 tys. złotych nagród dla części urzędników Kancelarii Prezesa Rady Ministrów wypłacono w sierpniu 2020 roku. O sprawie poinformował Onet, powołując się na informacje publikowane w serwisie Telegram. Dane dotyczące nagród mają pochodzić z rzekomo wykradzionej skrzynki e-mail szefa KPRM Michała Dworczyka.
Zobacz wideo

Z opublikowanej korespondencji między Dworczykiem i premierem Morawieckim wynika, że szef KPRM prosił o zgodę na nagrodzenie finansowo "najciężej pracujących urzędników". Dworczyk dostał zgodę po 30 minutach od wysłania maila.

Pieniądze dostało, jak informuje Onet, 115 pracowników kancelarii premiera. Pieniądze wypłacono osobom z różnych departamentów.

"Ich szefowie dostali po 15 tys. zł, zastępcy szefów departamentów kwoty od 10 do 12 tys. zł a "szeregowi pracownicy" od 6 do 4 tys. zł. Jak wyjaśniał Michał Dworczyk, są to pieniądze dla ludzi 'najbardziej zaangażowanych', którzy zasłużyli się podczas wyborów (prezydenckich) oraz w trakcie, gdy kraj walczył z pierwszą falą COVID-19" - czytamy.

Afera mailowa. Michał Dworczyk w roli głównej

We wtorek 8 czerwca w nocy min. Dworczyk napisał na Twitterze, że w związku z doniesieniami dotyczącymi włamania na jego skrzynkę e-mail i skrzynkę jego żony, a także na ich konta w mediach społecznościowych, poinformowane zostały stosowne służby państwowe. Zapewnił, że w skrzynce mailowej będącej przedmiotem ataku hakerskiego nie znajdowały się informacje o charakterze niejawnym, czy zastrzeżonym.

Jak ustaliła "Rzeczpospolita", pierwsza udana próba włamania na skrzynkę Dworczyka miała miejsce już 22 września 2020 roku. Potem takich prób było co najmniej kilka. "Jak ustaliliśmy, wejście na konto FB żony ministra, od którego zaczęła się 'afera mailowa', było już tylko tego efektem, a nie kanałem, którym hakerzy dotarli do ministra. Dworczyk nie wiedział, że jego maile są cały czas czytane, bo nie było złamania loginu i hasła hakerzy uzyskali bowiem poprawne dane, jakich używał minister" - podał dziennik

Wśród regularnie publikowanych na platformie Telegram informacji były m.in. rozmowy dotyczące użycia wojska wobec uczestniczek i uczestników masowych protestów, jakie wybuchły w październiku 2020 roku (po wyroku Trybunały Konstytucyjnego, którym kieruje Julia Przyłebska, w sprawie ustawy antyaborcyjnej). Były też opublikowane maile dot. ewentualnego wprowadzenia godziny policyjnej 31 grudnia 2020 roku, czy udziału Przemysława Czarnka w kampanii prezydenckiej Andrzeja Dudy.

18 czerwca wicepremier ds. bezpieczeństwa wydał oświadczenie. "Analiza naszych służb oraz służb specjalnych naszych sojuszników pozwala na jednoznaczne stwierdzenie, że atak cybernetyczny został przeprowadzony z terenu Federacji Rosyjskiej" - napisał Jarosław Kaczyński.

Do tej pory nie odbyła się konferencja prasowa, podczas której Michał Dworczyk odpowiedziałby na pytania dotyczące afery mailowe. Od początku czerwca konsekwentnie unika odpowiadania na pytania dotyczące wycieków, unika - a nawet ucieka - w Sejmie przed dziennikarzami. Na pytania dotyczące cyberataków odpowiedzi unika też premier Morawiecki.

DOSTĘP PREMIUM