Uchwała sanacyjna jest, ale PiS nie śpieszy się z rozliczaniem nepotyzmu. "Od nas wymaga się więcej"

Miała być walka z tłustymi kotami, ale konkretów, dymisji czy zwolnień na razie brak. Władza nie śpieszy się z realizacją uchwały sanacyjnej, którą uchwalono na kongresie PiS. - Trzeba wypracować standardy, których dzisiaj nie ma - przekonywał w TOK FM wiceminister aktywów państwowych Artur Soboń, pytany o to, jakie efekty przyniosła uchwała. Radził też, by samorządy zaczęły walczyć z nepotyzmem.
Zobacz wideo

Minął ponad tydzień od przyjęcia przez PiS uchwały sanacyjnej, która przewiduje, że współmałżonkowie, dzieci, rodzeństwo oraz rodzice posłów i senatorów tej partii nie mogą zasiadać w radach nadzorczych państwowych spółek.

Nad polityką personalną i realizacją uchwały ma czuwać resort aktywów państwowych kierowane przez Jacka Sasina. – Pracujemy nad tym. Nie do końca chodzi tutaj o weryfikację (…). Pewnie trzeba wypracować standardy, których dzisiaj nie ma. Mogłoby to być choćby oświadczenie o powiązaniu rodzinnym. Takiego dzisiaj nie ma. Nawet, gdyby ktoś zrezygnował w spółce-córce w ramach grup kapitałowych, to ta wiedza jest tylko w ramach tej grupy. Takie standardy wypracujemy – mówił w Poranku Radia TOK FM wiceminister aktywów państwowych Artur Soboń.

Nie słuchasz podcastów? To dobry czas, by zacząć. Dostęp Premium za 1 zł!

Dominika Wielowieyska podpowiedziała swojemu rozmówcy, że w mediach jest bardzo dużo informacji na temat synekur dla rodzin polityków PiS.  Z informacjami nie powinno być więc problemów. Dziennikarka zacytowała kilka przykładów z listy opublikowanej niedawno przez OKO.press. To m.in. informacje o pracy w państwowej spółce najbliższej rodziny b. ministra Krzysztofa Tchórzewskiego, córki Tadeusza Cymańskiego, siostry marszałek Sejmu Elżbiety Witek, czy żony Zbigniewa Ziobry.

– Cieszę się, że jest pani dobrze przygotowana. Jeśli jednak chce pani porozmawiać poważnie, to na tej liście są bardzo różne przypadki. Jest menadżerka, która od kilkunastu lat pracuje w spółce, którą dzisiaj zarządza. Bez żadnego związku z rodziną osoby publicznej, która osobą publiczna stała się dużo później. Mieszanie tych wszystkich sytuacji, prowadziłoby do traktowania tej ustawy w taki sposób, żeby ją ośmieszyć lub stosować ją w sposób nieprofesjonalny, który nie oddałby jej istoty – tłumaczył wiceminister.

"Nie zamierzam się w ten sposób licytować"

Soboń chwalił się też, że dopiero PiS jako pierwsza partia rządząca w Polsce zdecydował się na przyjęcie takiej uchwały. – Chcemy to realizować jako pierwsi, żeby podnieść jakość życia publicznego. Zachęcamy też prezydentów miast, którzy zarządzają publicznym mieniem, żeby takie standardy stosowali u siebie – mówił.

Wciąż nie powstał też obiecany przez PiS rejestr osób zasiadających w spółkach Skarbu Państwa, które są powiązane z politykami obozu rządzącego. – Piętnowaliście to u poprzednich ekip, to dlaczego tego rejestru nie ma? – pytała Wielowieyska.

Jej gość odpowiedział, że nepotyzm u poprzedników Zjednoczonej Prawicy jest "czymś naturalnym dla Polaków". – Branżowe pisma publikowały listy wstydu. Za czasów PO było tam 600 osób. Polacy to pamiętają. To jest ta różnica, którą chcę podkreślić. Od nas wymaga się więcej, stąd ta uchwała sanacyjna i rozmowy – być może – na temat zapisana tego w ustawie, chce tego środowisko Pawła Kukiza. Podniesienie tych standardów jest wyzwaniem dla rządu Zjednoczonej Prawicy, bo od nas wymaga się więcej – powtórzył wiceminister aktywów państwowych.

Ale kiedy dziennikarka poprosiła, żeby wymienił pięć nazwisk polityków PO, którzy załatwili pracę członkom swojej rodziny w państwowych spółkach... nie zrobił tego. – Nie zamierzam się w ten sposób licytować. Nie traktuję polityki w ten sposób. Oczywiście, że pamiętam, ale nie dam się w to wciągnąć. To nie jest mój sposób uprawiania polityki – uciął wiceminister Soboń.

DOSTĘP PREMIUM