"To kwestia zemsty kogoś z otoczenia Dworczyka". Ekspert o aferze mailowej

- To bajka o żelaznym wilku - tak ekspert ds. bezpieczeństwa Piotr Niemczyk ocenił doniesienia rządu, że afera mailowa była konsekwencją ataku rosyjskich hakerów. - Myślę, że ta afera to kwestia zemsty. To znaczy minister Dworczyk coś komuś obiecał, a potem tego nie dotrzymał. Albo ktoś z prywatnych powodów wdał się z ministrem w konflikt i zaczął to ujawniać - powiedział ekspert.
Zobacz wideo

Szef KPRM Michał Dworczyk po raz pierwszy odniósł się na konferencji prasowej do tzw. afery mailowej. - W dniu ujawnienia ataku, czyli 8 czerwca przekazałem premierowi gotowość złożenia rezygnacji ze stanowiska, premier zadeklarował, że nie stracił do mnie zaufania - stwierdził. - Premier powiedział, że moja dymisja byłaby realizacją celu atakujących - dodał.

Piotr Niemczyk, ekspert ds. bezpieczeństwa, powiedział w TOK FM, że nie jest zaskoczony tym, iż minister Dworczyk nie poniósł konsekwencji. - To że urzędnik w tym rządzie nie ponosi odpowiedzialności za swoje nieudane działania albo niezgodne z etyką to już chyba się nauczyliśmy, więc mnie to nie dziwi - stwierdził gość TOK FM.

Doniesienia rządu, że afera mailowa była konsekwencją ataku rosyjskich hakerów, Piotr Niemczyk nazwał "bajką o żelaznym wilku". - Znakomita większość ekspertów mówi, że doszło do tego wycieku przez brak odpowiedzialności ministra Dworczyka - mówił. - Myślę, że ta afera to kwestia zemsty. To znaczy minister Dworczyk coś komuś obiecał, a potem tego nie dotrzymał. Albo ktoś z prywatnych powodów wdał się z ministrem w konflikt i zaczął to ujawniać. Myślę, że to był ktoś z otoczenia, kto po prostu znał hasło i wykorzystał do własnych celów - dodał.

Atak na skrzynkę Michała Dworczyka

We wtorek 8 czerwca w nocy min. Dworczyk napisał na Twitterze, że w związku z doniesieniami dotyczącymi włamania na jego skrzynkę e-mail i skrzynkę jego żony, a także na ich konta w mediach społecznościowych, poinformowane zostały stosowne służby państwowe. Zapewnił, że w skrzynce mailowej będącej przedmiotem ataku hakerskiego nie znajdowały się informacje o charakterze niejawnym czy zastrzeżonym.

Jak ustaliła "Rzeczpospolita", pierwsza udana próba włamania na skrzynkę Dworczyka miała miejsce już 22 września 2020 roku. Potem takich prób było co najmniej kilka. "Jak ustaliliśmy, wejście na konto FB żony ministra, od którego zaczęła się 'afera mailowa', było już tylko tego efektem, a nie kanałem, którym hakerzy dotarli do ministra. Dworczyk nie wiedział, że jego maile są cały czas czytane, bo nie było złamania loginu i hasła hakerzy uzyskali bowiem poprawne dane, jakich używał minister" – podał dziennik.

Wśród regularnie publikowanych na platformie Telegram informacji były m.in. rozmowy dotyczące użycia wojska wobec uczestniczek i uczestników masowych protestów, jakie wybuchły w październiku 2020 roku (po wyroku Trybunały Konstytucyjnego, którym kieruje Julia Przyłebska, w sprawie ustawy antyaborcyjnej). Były też opublikowane maile dot. ewentualnego wprowadzenia godziny policyjnej 31 grudnia 2020 roku, czy udziału Przemysława Czarnka w kampanii prezydenckiej Andrzeja Dudy.

18 czerwca wicepremier ds. bezpieczeństwa wydał oświadczenie. "Analiza naszych służb oraz służb specjalnych naszych sojuszników pozwala na jednoznaczne stwierdzenie, że atak cybernetyczny został przeprowadzony z terenu Federacji Rosyjskiej" - napisał Jarosław Kaczyński.

DOSTĘP PREMIUM