Władza "sączy szykany" w całej Polsce. Lempart: Ludzie potrafią w jednym liście mieć 10 wezwań na policję

Prokuratura się kompromituje - tak krótko Marta Lempart podsumowała akt oskarżenia, jaki prokuratura skierowała przeciwko niej i dwóm innym liderkom Ogólnopolskiego Strajku Kobiet. Jak oceniła w TOK FM, działania prokuratury "to putinada i działanie rodem z PRL". Lempart mówiła też, jak prokuratura stara się zniechęcić do protestowania. - Ludzie potrafią mieć w jednym liście 10 wezwań na policję, co skutecznie paraliżuje im życie na kilka tygodni - podkreśliła.
Zobacz wideo

Prokuratura zarzuca Marcie Lempart, Klementynie Suchanow i Agnieszce Czeredereckiej sprowadzenie niebezpieczeństwa dla życia i zdrowia wielu osób oraz spowodowanie zagrożenia epidemiologicznego. Miały się one tego dopuścić poprzez organizację i prowadzenie protestów w obronie praw kobiet. Liderkom Ogólnopolskiego Strajku Kobiet grozi do ośmiu lat więzienia. Marta Lempart jest jeszcze oskarżona między innymi o znieważenie funkcjonariuszy policji. 

– Panowie się kompromitują na wszystkich możliwych polach. Proszę zwrócić uwagę, że ziobrowska prokuratura odstępuje od stawiania zarzutów o złamanie ustawy o prawie do zgromadzeń. To putinada i działanie rodem z PRL. Ściga się nas z różnych innych przepisów, np. Prawo o ruchu drogowych, czy na podstawie tych ułomnych zapisów covidowych - mówiła Marta Lempart w Poranku Radia TOK FM.

Jak podkreśliła, mamy do czynienia z celowym działaniem, żeby zarzutów nie móc łączyć z nękaniem za protesty. – Bo nie odnoszą się do nich wprost – wyjaśniła.

Nie słuchasz podcastów? To dobry czas, by zacząć. Dostęp Premium za 1 zł!

"To nie my będziemy siedzieć, tylko Jarosław K. i Zbigniew Z."

Lempart uważa, że nie ma przypadku w tym, iż prokuratura poinformowała o zarzutach w miniony piątek o 16. - Tego typu wrzutki mają im pomóc grać na emocjach zwykłych ludzi, którzy się tym przejmują – wyjaśniała działaczka.

Jak dodała, nie obawia się, że trafi za kraty, choć taką możliwość dopuszcza. – O 6 rano nie wstałam, tylko trochę później. To nie my będziemy siedzieć, tylko Jarosław K. i Zbigniew Z. A nawet jeśli będziemy siedzieć, to krótko i nie dlatego że cokolwiek złego zrobiliśmy. Oni już mają tego świadomość, dlatego tak się bronią i wykonują różne ruchy – podkreśliła rozmówczyni Jacka Żakowskiego.

Aktywistka przyznała, że nie jest osobą, która się niczego nie boi. - Były już sytuację, że dostawałyśmy ostrzeżenia i nie nocowałyśmy w domu. To jest gdzieś w głowie, ale wydarzy się to, co musi się stać. To część tego, na co się zdecydowałyśmy. Ważniejsze jest jednak to, co ta władza robi z krajem, ustrojem, finansami publicznymi. Trzeba zachować właśnie te proporcje, bo inaczej będziemy tylko siedzieć, denerwować się i straszyć nawzajem – przekonywała.

Według Lempart władza tak zaciekle nie ścigałaby uczestników protestów, organizatorek i liderek, gdyby nie obawiała się ich aktywności i uważała, że energia społeczna, która doprowadziła do masowych protestów, się wyczerpała.

- Szykany po ubiegłorocznych protestach sączą się w całej Polsce. Mściwa władza mściwą władzą, ale konsekwentnie próbuje się dociskać różne osoby. Wyciąga się stare sprawy. Ludzie potrafią mieć w jednym liście 10 wezwań na policję, co skutecznie paraliżuje im życie na kilka tygodni - mówiła. Zdaniem liderki Ogólnopolskiego Strajku Kobiet mamy do czynienia nie tylko z mszczeniem się protestowanie. - Ale bardziej z szykowanie gruntu, żeby tym ludziom się po prostu odechciało. Chodzi o ludzi w terenie, szczególnie tam, gdzie PiS się tego (masowych demonstracji) nie spodziewał. Tam z furią tropi się osoby, które organizowały protesty – podsumowała w Poranku Radia TOK FM.

DOSTĘP PREMIUM