Zamknięto konto na Telegramie z mailami Dworczyka. Przez film z posłanką PiS i półnagimi mężczyznami?

Zamknięto konto w serwisie Telegram, na którym umieszczano maile ministra Michała Dworczyka. Kilkanaście godzin wcześniej ukazał się tam film z posłanką PiS i dwoma półnagimi mężczyznami - informuje "Gazeta Wyborcza".
Zobacz wideo

Konto w serwisie Telegram, na którym od 6 tygodni ukazywały się maile z poczty szefa kancelarii premiera Michała Dworczyka, nazywało się "poufna rozmowa". Jak informuje "Gazeta Wyborcza", w czwartek rano ukazały się tam dwa krótkie filmy nagrane w pokoju hotelowym.

"Są na nich dwaj mężczyźni oraz posłanka PiS (nazwiska nie podajemy), która w ostatnich latach ściśle współpracowała z Dworczykiem, była sekretarzem stanu w kancelarii premiera, a potem przeszła do Ministerstwa ds. Rodziny. Filmy nie mają wielkiego ciężaru obyczajowego. Jeden z mężczyzn wygłupia się, tańcząc w samych slipkach, a potem wchodzi do łóżka, gdzie leży drugi, który filmuje całą scenę. Posłanka, którą wyraźnie widać na jednym z filmów, jest ubrana i śmieje się z całej sytuacji. Nie wiadomo, kim są jej towarzysze" - czytamy w "Gazecie Wyborczej".

Konto zostało zamknięte w czwartek wieczorem z powodu "naruszenia obowiązujących zasad". Nie wiadomo, czy doprowadziły do tego polskie władze.

"Polakom pomogli też Amerykanie"

Z kolei Wirtualna Polska poinformowała, że interwencja polskiego rządu oraz pomoc jednego z krajów NATO pomogły usunąć z komunikatora Telegram dwa kanały, gdzie od kilku tygodni umieszczano materiały pochodzące ze skrzynki ministra Michała Dworczyka.

Według Wirtualnej Polski "w walkę z dwoma kanałami działającymi na Telegramie zaangażowanych było kilka departamentów Kancelarii Premiera Rady Ministrów". "Urzędnicy z departamentów regulacji cyfrowych, prawnego i polityki cyfrowej zasypywali pismami samego Telegrama, jak i inne instytucje odpowiedzialne lub mogące mieć wpływ na jego działanie" - czytamy na WP.pl.

Portal dowiedział się, że "kluczową rolę odegrał jeden z doradców w departamencie cyberbezpieczeństwa KPRM, odpowiedzialny za kontakt z Telegramem".

"Można powiedzieć, że w pewnym momencie Telegram został uświadomiony, że dalsze utrzymywanie tych dwóch kanałów może zagrozić istnieniu samego Telegrama, a KPRM dysponuje instrumentami, które pomogą to wyegzekwować" - powiedziała Wirtualnej Polsce osoba zaangażowana w proces usuwania obu kanałów.

Kluczowa okazała się również "pomoc ze strony jednego z krajów NATO, gdzie znajduje się część infrastruktury Telegrama". "W ten sposób udało się wywrzeć na firmę presję, która sprawiła, że w czwartek wieczorem kanały zostały usunięte" - wyjaśnia.

Według Wirtualnej Polski, "Polakom pomogli też Amerykanie - na Telegram naciskało Apple - firma zarządzająca aplikacją miała usłyszeć groźbę usunięcia komunikatora ze sklepu Apple". "Polakom pomagało też Google - w tym przypadku również chodziło o presję dotyczącą wycofania aplikacji ze sklepu Google" - czytamy.

Atak na skrzynkę Michała Dworczyka

We wtorek 8 czerwca w nocy min. Dworczyk napisał na Twitterze, że w związku z doniesieniami dotyczącymi włamania na jego skrzynkę e-mail i skrzynkę jego żony, a także na ich konta w mediach społecznościowych, poinformowane zostały stosowne służby państwowe. Zapewnił, że w skrzynce mailowej będącej przedmiotem ataku hakerskiego nie znajdowały się informacje o charakterze niejawnym czy zastrzeżonym.

Jak ustaliła "Rzeczpospolita", pierwsza udana próba włamania na skrzynkę Dworczyka miała miejsce już 22 września 2020 roku. Potem takich prób było co najmniej kilka. "Jak ustaliliśmy, wejście na konto FB żony ministra, od którego zaczęła się 'afera mailowa', było już tylko tego efektem, a nie kanałem, którym hakerzy dotarli do ministra. Dworczyk nie wiedział, że jego maile są cały czas czytane, bo nie było złamania loginu i hasła hakerzy uzyskali bowiem poprawne dane, jakich używał minister" – podał dziennik.

Wśród regularnie publikowanych na platformie Telegram informacji były m.in. rozmowy dotyczące użycia wojska wobec uczestniczek i uczestników masowych protestów, jakie wybuchły w październiku 2020 roku (po wyroku Trybunały Konstytucyjnego, którym kieruje Julia Przyłebska, w sprawie ustawy antyaborcyjnej). Były też opublikowane maile dot. ewentualnego wprowadzenia godziny policyjnej 31 grudnia 2020 roku, czy udziału Przemysława Czarnka w kampanii prezydenckiej Andrzeja Dudy.

18 czerwca wicepremier ds. bezpieczeństwa wydał oświadczenie. "Analiza naszych służb oraz służb specjalnych naszych sojuszników pozwala na jednoznaczne stwierdzenie, że atak cybernetyczny został przeprowadzony z terenu Federacji Rosyjskiej" - napisał Jarosław Kaczyński.

DOSTĘP PREMIUM